piątek, 20 kwietnia 2018
niedziela, 1 kwietnia 2018
Klasztor nad Jeziorem Trzcinowym (Rohrsee)
Klasztor nad jeziorem Trzcinowym
Dziś trudno w to uwierzyć, ale w miejscu, gdzie znajduje się boisko sportowe i kompleks Miejskiego Domu Kultury w Pruszczu Gdańskim na ulicy Chopina jeszcze nie tak dawno istniało Jezioro Trzcinowe (niem. Rohrsee). Nazywano je tak od trzcin porastających jego brzegi. W rzeczywistości nie było to klasyczne jezioro, lecz dawne rozlewisko rzeki Radunia: płytkie, podmokłe, bardziej bajoro niż głęboki akwen. Mimo to miało swoją nazwę, swoją historię… i swoją legendę.
Opowieść o Klasztorze nad Rohrsee
Według lokalnych przekazów nad brzegiem Jeziora Rohrsee stał kiedyś niewielki klasztor. Miał być skromny, drewniany, otoczony ogrodem i niewielkim sadem. Mnisi żyli tu w ciszy, z dala od głównych traktów, korzystając z bliskości wody i żyznych terenów doliny. Legenda mówi, że klasztor zniknął nagle. Jedni twierdzili, że zapadł się w podmokły grunt. Inni, że został opuszczony w czasie wojennego zamętu, a natura szybko wchłonęła jego ślady. Z czasem miejsce zarosło trzciną, a pamięć o zabudowaniach przetrwała już tylko w opowieściach. Nie ma dziś dokumentów, które jednoznacznie potwierdzałyby istnienie tej budowli. Być może był to jedynie pustelniczy dom modlitwy, a może zwykłe gospodarstwo, które z biegiem lat urosło w zbiorowej wyobraźni do rangi klasztoru i przede wszystkim legendy o Klasztorze nad Jeziorem Trzcinowym.
Los samego Rohrsee był równie symboliczny. W XIX wieku, wraz z rozwojem przemysłu i budową Cukrowni Pruszcz (niem. Zuckerfabrik Praust), rozlewisko zaczęto wykorzystywać do płukania buraków cukrowych. Woda niosła ze sobą ziemię i osady, które stopniowo zamulały zbiornik. Z czasem jezioro straciło swój charakter. Stało się płytkim, zarośniętym bajorem, aż w końcu zupełnie zniknęło z krajobrazu miasta. Teren osuszono i zagospodarowano, dziś tętni życiem w zupełnie inny sposób.
Może właśnie dlatego legenda o klasztorze brzmi tak przekonująco. Skoro samo jezioro mogło „zniknąć bez śladu", dlaczego nie miałby zniknąć także stojący nad nim budynek? Spacerując dziś po tej części Pruszcza, trudno wyobrazić sobie taflę wody i trzcinowe brzegi. A jednak pod warstwą ziemi, pod boiskiem i chodnikami, kryje się historia, trochę udokumentowana, trochę dopowiedziana. I właśnie ta druga część bywa najciekawsza.
Artykuł ten powstał kilka lat temu. Wówczas najstarsze dokumenty trafiły na sam koniec opowieści o klasztorze, był to naturalny etap dalszych odkryć po następnych poszukiwaniach, badaniach i analizach dostępnych materiałów. Dziś jednak warto odwrócić tę perspektywę. Cofnijmy się do najstarszych znanych dokumentów, tych odkrywczych dotyczących tego terenu i spróbujmy spojrzeć na historię od jej początku, zanim pojawiły się legendy, zanim powstały domysły, zanim „zniknęło" jezioro.
A może okaże się, że w tej historii jest więcej prawdy, niż dotąd przypuszczaliśmy?
Najstarszy przekaz dotyczy stanowiska archeologicznego, jednak legenda odnosi się do okresu, w którym nad jeziorem miał stać klasztor franciszkański. Zniszczenie świątyni łączone jest, które przywoływał również Wilhelm Hoffmann, ze zniszczeniem pierwotnego kościoła w 1577 roku podczas działań wojennych związanych z panowaniem Stefan Batorego. Faktem jest, że w rejonie omawianego terenu znajdowały się stanowiska archeologiczne, a jedno z nich potwierdza działalność człowieka w czasach starożytnych.
R - ruiny
W - wiatrak lub młyn wodny
S - jezioro
S.M. - stary młyn
rodzaj użytku, nie obiekt budowlany. I zestaw liter oddzielonych kropkami w obrębie jednego koloru to typowa forma zapisu mieszanego użytku, np.:
-
R. - Rohr (trzcina)
-
W. - Wiese (łąka)
-
S. - Sumpf (bagno)
-
M. - Moor (torf)
Czyli opis przyrodniczy, nie zabudowa. Czy tak jest faktycznie? Tym bardziej, że nie wszędzie po literze zastosowano kropkę. Cały czas to jeszcze sprawdzamy.
W świadomości dawnych, prusko-niemieckich mieszkańców funkcjonowała utrwalona nazwa Rohrsee (dosł. „Jezioro Trzcinowe”). Potwierdza to m.in. mapa „Flurnamenkarte Praust” z końca XIX wieku, na której wyraźnie zaznaczono również Jezioro Trzcinowe jako odrębny obiekt terenowy. Oznacza to, że nazwa Rohrsee nie była jedynie potocznym określeniem, lecz miała charakter trwały i była oficjalnie odnotowana w kartografii epoki. Samo określenie jest typowe dla nazewnictwa niemieckiego, odnosi się do zbiornika porośniętego trzciną (niem. Rohr -trzcina, See - jezioro).

W dokumentach międzywojennych znajdujemy inną interesującą wzmiankę potwierdzającą funkcjonowanie nazwy Jeziora Trzcinowego jeszcze w XX wieku. Na podstawie zarządzenia Senatu Wolne Miasto Gdańsk, oddziału do spraw kościelnych, z dnia 2 grudnia 1925 roku, udzielono parafii w Pruszczu z zastrzeżeniem praw osób trzecich pozwolenia na założenie cmentarza na polu położonym na zachód od tak zwanego Jeziora Trzcinowego (Rohrsee) w Praust.


Teren Jeziora Trzcinowego mógł być miejscem częstych wylewisk Raduni. Płytkie rozlewisko, zależne od poziomu wód rzeki, z czasem zmieniało swój zasięg i charakter, co sprzyjało jego stopniowemu zamulaniu. Na mapach widać wyraźnie bliskość zabudowań dawnej Cukrownia Praust, która później wykorzystywała te wody do płukania buraków cukrowych.
7. Fragment niemieckiej mapy. W centralnym punkcie Jezioro Trzcinowe, a także:
- cukrownia,
- dworzec Praust,
- rzeka Radunia,
- rynek pruszczański-Am Markt (z denkmal-em, pomnikiem pruskim w centralnym miejscu)
8. Zdjęcie lotnicze z okresu II wojny światowej. Widoczna jest nowoczesna zabudowa wzniesiona około 1940 roku. W tym czasie powstał Dom Koleżeński przy Cukrowni Pruszcz. W pobliżu znajdował się również okazały basen oraz duży plac sportowy. Powyżej boiska oddzielony teren Jeziora Trzcinowego.



Widok współczesny:


Legenda o zatopionym klasztorze z Praust
Po analizie najciekawszych i najbardziej szczegółowych map, jakie udało nam się przejrzeć, jedno nie budzi już wątpliwości: istnienie Jeziora Trzcinowego dawnego rozlewiska wraz z odpływem wód do Raduni jest faktem kartograficznym. Największe skale, dokładne odwzorowania terenowe i precyzyjne pomiary potwierdzają, że nie była to jedynie nazwa funkcjonująca w legendzie, lecz realny element krajobrazu.
Najciekawszą informacją okazało się jednak coś innego. Na mapie z 1862 roku, sporządzonej w większej skali, odnaleźliśmy materialny znak ruin zaznaczonych w bezpośrednim sąsiedztwie jeziora. Co zaskakujące, przy bardzo dokładnym odwzorowaniu terenowym z 1850 roku tego elementu jeszcze nie uwzględniono. Czy oznacza to, że ruiny pojawiły się w dokumentacji później? A może wcześniejsza mapa pominęła obiekt uznany za mało istotny?
Ten drobny symbol na arkuszu kartograficznym otwiera pole do dalszych pytań. Kartografia XIX wieku bywała bezwzględnie precyzyjna, szczególnie w większych skalach – zaznaczenie ruin rzadko było przypadkowe.
Po przejrzeniu zgromadzonych materiałów, przeprowadzeniu kwerend i pasjonackich poszukiwań wracamy więc do legendy o klasztorze. Skoro w świadomości prausterskiej funkcjonował rejon Prauster Burg, zamku lub warownia to dlaczego nie mogła istnieć również tradycja o zabudowie sakralnej nad jeziorem? Wprowadzamy zatem do mapy lokalnych legend i podań także „Klasztor nad Jeziorem Trzcinowym”.
Dawno temu, gdy Praust było jeszcze niewielką osadą położoną w dolinie Raduni, nad brzegiem Jeziora Trzcinowego zwanego przez Niemców Rohrsee miał stać niewielki klasztor. Nie był to potężny konwent, lecz raczej skromna siedziba kilku mnichów, którzy wybrali to miejsce dla ciszy i odosobnienia. Klasztor miał znajdować się naprzeciwko późniejszej cukrowni, na lekko wyniesionym fragmencie terenu, otoczonym wodą i trzcinami. Mnisi prowadzili ogród, uprawiali zioła i pomagali okolicznej ludności. Według przekazów byli to franciszkanie lub bracia związani z dawną parafią. Pewnej nocy nad Pruszczem przeszła gwałtowna burza. Wody Raduni wezbrały, a rozlewisko jeziora rozszerzyło się tak bardzo, że podmyło fundamenty budowli. Ziemia miękka i podmokła miała się osunąć, a klasztor zniknął pod wodą. Inna wersja mówi, że budowla została wcześniej opuszczona, a legenda o „zatopieniu” była późniejszym wyjaśnieniem jej zniknięcia. Jeszcze w XIX wieku starsi mieszkańcy mieli wspominać, że przy niskim stanie wody można było dostrzec kamienie, fragmenty murów lub „nienaturalne” wyniesienia terenu. To właśnie te opowieści mogły utrwalić przekonanie o istnieniu klasztoru.
Zanim jednak pozwolimy wyobraźni wyprzedzić fakty, oddajmy głos kronikarzowi. Najpierw przyjrzyjmy się informacjom zawartym w kronice Wilhelma Hoffmanna. Jedną z najważniejszych informacji dotyczących „Klasztoru nad Jeziorem Trzcinowym” odnajdujemy już we wstępie do historycznych rozważań o Pruszczu, zawartych w kronice wsi Praust autorstwa Wilhelm Hoffmann.
Autor pisze:
„Nie odnotowujemy nigdzie jakiejkolwiek wzmianki o klasztorze, który - jak miała
głosić legenda - położony był naprzeciwko dzisiejszej cukrowni, tam, gdzie obecnie znajduje się tzw. Jezioro Trzcinowe (Rohrsee); W wyniku gwałtownej nawałnicy klasztor ten miał znaleźć się pod wodą i w ten sposób ulec zniszczeniu. Legenda ta mogła powstać być może dlatego, że pierwotny kościół katolicki, obsadzony rzekomo przez mnichów franciszkańskich, został całkowicie zniszczony w 1577 r. w wyniku najazdu dzikich hord Stefana Batorego 1576-1581, a na jego miejscu odbudowano następnie dzisiejszy kościół ewangelicki".


16 Fragmenty z historii Pruszcza Gdańskiego


„Było i już go nie ma” - mówią starsi mieszkańcy. Według ich relacji jezioro istniało jeszcze po wojnie. Cukrownia płukała w nim buraki z ziemnych zabrudzeń, odprowadzając do wody osady i ścieki poprodukcyjne. Z biegiem lat zbiornik coraz bardziej się zamulał, aż w końcu stracił swój charakter i jak opowiadają został zasypany. A przecież wcześniej był to teren spacerowy. Park posiadał alejki, nad wodą było dużo zieleni, a po jeziorze pływano łódkami. To było miejsce wypoczynku, mała oaza w sercu miasta. Wiele wskazuje na to, że jezioro było zasilane wodami z rowów melioracyjnych znajdujących się na terenie dzisiejszego Parku Miejskiego. Jeśli tak, to gdzieś musi istnieć ujście tych wód do Raduni być może wciąż ukryte pod ziemią, pod warstwą współczesnej zabudowy.
Ekshumacja jak dewastacja, www.pruszczgdanski.naszemiasto.pl/archiwum/ekshumacja-jak-dewastacja,929980,art,t,id,tm.html
Połamane pomniki, www.gdansk.naszemiasto.pl/archiwum/pruszcz-gdanski-polamane-pomniki-na-starym-cmentarzu,929294,art,t,id,tm.html
Dewastacja cmentarza w Pruszczu Gdańskim, www.forum.dawnygdansk.pl/viewtopic.php?t=1611
Pruszczańska warownia, https://web.facebook.com/pg/Ocalic.od.zapomnienia.Praust/photos/?tab=album&album_id=1971010003123651
https://praust.wordpress.com/2018/03/18/prauster-burg-pruszczanska-warownia/











