Mroczny cień Pfarrlandweg. Wiosna 1945 roku i tragiczny los dwóch Polaków
Historia małych miejscowości często skrywa dramaty, o których próżno szukać informacji w podręcznikach szkolnych. Jednym z takich poruszających epizodów z ostatnich tygodni II wojny światowej w Pruszczu Gdańskim (wówczas Praust) jest publiczna egzekucja dwójki młodych Polaków. Wydarzenia te rozegrały się w rejonie dzisiejszej ulicy Kochanowskiego, znanej wówczas jako Pfarrlandweg.
W 1944 roku w dzielnicy „za torami”, tuż za miejscowym przedszkolem, utworzono żwirownię. Pozyskiwany z niej surowiec służył do intensywnej rozbudowy pruszczańskiego lotniska oraz okolicznych umocnień wojskowych. To właśnie to wyrobisko, ze swoją stromą skarpą i wałami ziemnymi, stało się tłem dla tragicznych wydarzeń z początków 1945 roku.
Przebieg tej zbrodni znamy z relacji dawnego mieszkańca Pruszcza, Erwina Völza, który jako młody chłopak był naocznym świadkiem tamtych wydarzeń.
Wszystko zaczęło się od ucieczki rodziny wyższego rangą oficera SS. Matka wraz z dziećmi próbowała wydostać się pociągiem na zachód przed nadciągającym frontem. W opustoszałym domu pozostała polska służąca. Kobieta postanowiła ukryć się na miejscu, a dołączył do niej młody polski robotnik rolny. Oboje starali się po prostu przetrwać do nadejścia Armii Czerwonej, żyli z domowych zapasów i hodowanego na posesji drobiu. Plan przeczekania najgorszego załamał się, gdy wojska radzieckie domknęły pierścień okrążenia wokół Gdańska (tzw. kocioł gdański). Pociąg z uciekinierami został zatrzymany, a żona oficera SS wraz z dziećmi musiała wrócić do Pruszcza. Zastawszy w swoim domu ukrywających się Polaków, natychmiast zgłosiła ten fakt lokalnemu naczelnikowi NSDAP.
Machina hitlerowskiego „wymiaru sprawiedliwości” zadziałała błyskawicznie. Sąd doraźny zakwalifikował działanie Polaków jako grabież i wyznaczył karę śmierci. Zarządzono publiczną egzekucję, która miała posłużyć jako zastraszenie dla pozostałych mieszkańców.
Na miejsce stracenia wyznaczono północną skarpę żwirowni przy Pfarrlandweg. Skazanych doprowadzono przed urzędnika NSDAP w brązowym mundurze oraz oddział egzekucyjny. Świadkami egzekucji była grupa okolicznych mieszkańców, głównie starsi mężczyźni, nieliczne kobiety oraz kilkunastu wścibskich chłopców, wśród których znajdował się Erwin Völz.
Po odczytaniu wyroku i związaniu oczu skazanym padła salwa. Oboje Polacy spadli za wał ziemny, jednak młoda dziewczyna przeżyła pierwszą salwę, otrzymała jedynie postrzał w przedramię. Gdy ranna głośno wzywała Boga, lokalny dygnitarz NSDAP podszedł do niej i z zimną krwią dobił ją strzałem w serce.
Ciała zastrzelonych Polaków pozostawiono przy skarpie żwirowni przez około trzy dni. Przy ich głowach umieszczono tabliczki informujące, że zostali rozstrzelani za „grabież”.
Dalsze losy niemieckiej rodziny również potoczyły się tragicznie. W maju 1945 roku matka dzieci została aresztowana przez nowo utworzoną polską milicję i już nigdy nie wróciła. Jej dzieci w sierpniu 1945 roku opuściły Pruszcz w jednym z transportów dla wysiedlanych Niemców.
Gdy Erwin Völz odwiedził Pruszcz Gdański w lipcu 1998 roku, odnalazł rejon dawnej egzekucji. Po żwirowni nie było już śladu , krajobraz uległ całkowitej zmianie. Jedynym punktem odniesienia pozostał budynek dawnego przedszkola.
Na naszej dzielnicy, mówiło się wtedy w Pruszczu „za torami”, nastąpiło poruszenie.
Zarządzono publiczną egzekucję z powodu grabieży. Nasza mama tam nie poszła, ale ja znalazłem to miejsce. Przy Pfarrlandweg (obecna Kochanowskiego) za przedszkolem znajdowała się żwirownia, działająca na potrzeby wspomnianej wcześniej rozbudowy lotniska. Na jej górze, po północnej stronie skarpy, odbyło się publiczne rozstrzelanie dwójki młodych Polaków. Żona wyższego rangą oficera SS uciekała koleją na zachód wraz z trójką lub czwórką swoich dzieci. Zostawiła w domu polską służącą, która się tam ukryła i zamknęła. Do domu zabrała młodego polskiego robotnika rolnego. Oboje żyli tam z dostępnych zapasów domowych oraz zabijając kury. W taki sposób chcieli przeczekać do wyzwolenia. Jednak uciekająca pociągiem na zachód rodzina nie przedostała się. Radzieckie wojska zamknęły „kocioł” gdański i rodzina wróciła z powrotem doPruszcza. W swoim domu natrafiła na ukrywającą się dwójkę Polaków. Poszła wtedy do naczelnika grupy lokalnej ( tytuł paramilitarny w NSDAP) i zgłosiła to. Wyrok sądu doraźnego tego czynu karalnego nabrał swój bieg. Obydwoje skazanych zostało doprowadzonych przed naczelnika w brązowym uniformie z opaskami ze swastyką oraz grupę szarych strzelców.
Rodzaju broni jaką posiadali nie pamiętam a raczej z powodu zdenerwowania nie rozpoznałem. Obserwatorami było kilku starszych mężczyzn, mało kobiet oraz kilku wścibskich chłopaków. Skazanym związano oczy, coś odczytano, padł rozkaz i wtedy rozległa się salwa. Oboje upadli przez wał ziemny ale młoda dziewczyna miała tylko postrzał w przedramię i jeszcze żyła. Wołała do Boga a „brązowy” podszedł do niej i strzelił prosto w serce. Niektóre kobiety płakały, oddział wycofał się. Mi zrobiło się niedobrze. Zastrzeleni leżeli około trzech dni przy skarpie. By odstraszać, umieszczono tabliczki przy głowach: zastrzeleni z powodu grabieży. Podczas mojej wizyty w lipcu 1998 roku odwiedziłem również i to miejsce. Poza budynkiem przedszkola, gdzie z tylu odbyła się ta egzekucja, nie było można już nic rozpoznać.
Sfotografowałem otoczenie i myślami byłem przy tym bezsensownym czynie.
Kobieta i jej dzieci mogłyby sprytnie schronić się przed inwazją Armii Czerwonej, wykorzystując do tego obecność dwójki Polaków. To co było wówczas rozsądne, było też okrutnie nierozsądne. W maju 1945 roku owa kobieta została aresztowana przez polską milicję. Nigdy już nie wróciła. Najstarsza dziewczynka z tej rodziny miała 14 lat, wraz ze swoim rodzeństwem oraz z nami, w towarzystwie małżeństwa Geffe, 13.08.45 roku o godzinie 17 opuściła Pruszcz pociągiem dla wypędzonych. Małżeństwo ewangelików Geffe było znane w mieście , udzielało się społecznie i chrześcijańsko. Mieliśmy z nimi kontakt także podczas wojny. Pani Geffe była krawcową. Uratowałem jedno z jej zdjęć.
Erwin Völz [1].

Ryc. 1. Sytuacja operacyjna na Pomorzu w marcu 1945 roku. Współczesne opracowanie graficzne ukazujące pierścień okrążenia wokół trójmiejskiego węzła (Gdańsk, Sopot, Gdynia) zamknięty przez jednostki Armii Czerwonej w końcowej fazie operacji pomorskiej. To właśnie odcięcie dróg lądowych i magistrali kolejowej w kierunku zachodnim zniweczyło próbę ucieczki rodziny oficera SS. Jak wspominał Erwin Völz: „Radzieckie wojska zamknęły »kocioł« gdański i rodzina wróciła z powrotem do Pruszcza”, co uruchomiło tragiczny bieg wydarzeń przy Pfarrlandweg.

Ryc. 2. Ilustracja przedstawiająca mundury funkcjonariuszy oraz przywódców politycznych NSDAP i organizacji z nią powiązanych. Opisany we wspomnieniach Erwina Völza naczelnik w brązowym uniformie z opaską ze swastyką to Ortsgruppenleiter NSDAP – przedstawiciel cywilnego aparatu partyjnego, który w marcu 1945 roku w ramach sądów doraźnych ferował i egzekwował wyroki śmierci, natomiast towarzysząca mu „grupa szarych strzelców” stanowiła pododdział egzekucyjny, najpewniej złożony z członków lokalnego Volkssturmu lub formacji pomocniczych [2].
Ryc. 3. Dawny plan Praust z okresu wojennego z zaznaczoną siatką ulic w dzielnicy „za torami”. Opisywany w relacji Erwina Völza rejon oznaczono numerami:

Ryc. 4. Niemieckie zdjęcie lotnicze Pruszcza z sierpnia 1945 roku przedstawiające infrastrukturę wojskową i rejon egzekucji w dzielnicy „za torami”:

Ryc. 5. Ujęcie całościowe obszaru wyrobiska żwirowni w dawnym Praust, zwanego potocznie po wojnie rowem przeciwczołgowym. Na zdjęciu lotniczym oznaczono kluczowe elementy infrastruktury przemysłowo-wojskowej oraz odniesienia terenowe:

Ryc. 6. Ujęcie porównawcze w konwencji „Było / Jest”. Górna część przedstawia historyczne zdjęcie lotnicze z 1944 roku ukazujące rejon przedszkola oraz czynnej żwirowni wykorzystywanej przy rozbudowie pruszczańskiego lotniska wojskowego. Dolna część to współczesna fotografia satelitarna tego samego obszaru, ilustrująca całkowitą transformację terenu dawnego wyrobiska i wałów w nowoczesne osiedle mieszkaniowe (Wschód).

Cyfrowa rekonstrukcja historyczna rejonu ul. Kochanowskiego (Pfarrlandweg) i żwirowni z okresu II wojny światowej.

Ryc. 6. Powojenny plan Pruszcza Gdańskiego z lat 50. (ok. 1953–1957) obrazujący przekształcenia przestrzenne po rozbudowie lotniska i infrastruktury militarnej. Na podkładzie kartograficznym zaznaczono:
Ryc. 10. Współczesna fotografia terenowa przedstawiająca obszar dawnej żwirowni od strony ulicy Żwirki i Wigury (tyły przedszkola przy ul. Kochanowskiego). Na zdjęciu widoczny jest charakterystyczny uskok terenu stanowiący pozostałość po historycznej skarpie wyrobiska i wale ziemnym, w sąsiedztwie którego miała miejsce egzekucja na Polakach.
Ryc. 11. Współczesna fotografia terenowa przedstawiająca obszar dawnej żwirowni od strony ulicy Żwirki i Wigury (tyły przedszkola przy ul. Kochanowskiego).
Ryc. 12. Współczesna fotografia terenowa przedstawiająca obszar dawnej żwirowni od strony ulicy Żwirki i Wigury (tyły przedszkola przy ul. Kochanowskiego).
Ryc. 13. Współczesna fotografia terenowa przedstawiająca obszar dawnej żwirowni od strony ulicy Żwirki i Wigury (tyły przedszkola przy ul. Kochanowskiego).
Ryc. 14. Zachowany w terenie betonowy strop szczeliny przeciwlotniczej (bunkra) z widocznym otworem wejściowym/węzłem obserwacyjnym, zlokalizowany na zapleczu budynku przedszkola przy ul. Kochanowskiego.
Ryc. 15. Archiwalne zdjęcie przedszkola przy ul. Kochanowskiego (dawniej Pfarrlandweg) wzniesionego w 1938 roku, w charakterystycznym stylu ryglowym (Fachwerk). W latach II wojny światowej obiekt był wykorzystywany m.in. jako wojskowa stołówka/kantyna zaplecza lotniska Praust [5].
Ryc. 16. Współczesny widok budynku przedszkola przy ul. Kochanowskiego od strony placu zabaw. Mimo powojennych modernizacji i rozbudowy, obiekt zachował swój charakterystyczny bryłowy kształt oraz architektoniczne nawiązanie do historycznego budynku wzniesionego w 1938 roku.
Tragiczna historia egzekucji dwójki młodych Polaków przy dawnej Pfarrlandweg to wciąż mało znana, a jakże wymowna karta z ostatnich tygodni II wojny światowej w Praust. Dzięki precyzyjnemu zestawieniu wspomnień Erwina Völza z archiwalną kartografią, zdjęciami lotniczymi z lat 1944–1953 oraz współczesnymi wizjami lokalnymi, udało się nie tylko dokładnie odtworzyć przebieg tych dramatycznych wydarzeń, ale i precyzyjnie zlokalizować miejsce zbrodni.
Iloczyn wojennej machiny: wyrobisko żwirowni - rów przeciwczołgowy czy wojskowa infrastruktura lotniskowa z biegiem lat uległy zatarciu pod nową zabudową mieszkaniową Osiedla Wschód. Jedynie nieliczne ślady w terenie, takie jak ukształtowanie skarp czy betonowy strop dawnego schronu za przedszkolem, przypominają o wydarzeniach z marca 1945 roku. Ocalenie tej historii od zapomnienia staje się tym samym symbolicznym hołdem złożonym bezimiennym ofiarom hitlerowskiego terroru u progu „wyzwolenia” Pruszcza Gdańskiego, nadejścia frontu w marcu 1945 roku i zajęcia miasta przez Armię Czerwoną.
Źródła
1. Strona o Praust A. Katinsa, tłumaczył P. Wójcik, http://praust.katins.com/
2. Mundury przywódców politycznych NSDAP i stowarzyszeń powiązanychhttp://www.dorsten-unterm-hakenkreuz.de/2012/05/28/zwischen-nsdap-und-staat-gab-es-einen-von-hitler-gewollten-kompetenzwirrwarr-doch-die-partei-war-machtiger-struktur-und-praxis-der-nazi-partei-und-ihrer-goldfasane/
3. Mapa dawnego Praust, https://praust.wordpress.com/2018/04/20/mapy-z-praust-pruszcz/
https://praust.wordpress.com/category/potezne-lotnisko-praust/

































































