Kronika Stowarzyszenia Pszczelarzy z Juszkowa. Część II
Kiedy rozpoczynaliśmy naszą sentymentalną podróż w ramach pierwszej części Kroniki Stowarzyszenia Pszczelarzy z Juszkowa, która ostatecznie zamknęła się w ponad dwudziestu odsłonach, odkrywaliśmy okruchy wspomnień, szukając namacalnych artefaktów, a głównie miejsc w terenie tych dawnych spotkań. Przede wszystkim jednak wertowaliśmy dostępne materiały, by potwierdzić słowa wypisane w księdze. Chcieliśmy ożywić dawne Juszkowo (Gischkau) i poczuć rytm codziennego życia na pograniczu Wyżyny Gdańskiej i Żuław. Wtedy były to zaledwie hipotezy, luźne nitki, które uparcie próbowaliśmy powiązać w jedną całość.
Dziś, otwierając drugi rozdział, bierzemy na warsztat „II Księgę protokołów okręgu cechowego w Gischkau, rozpoczętą dnia 23 marca 1890 roku.”. Historia, jak to ma w zwyczaju, postanowiła nagrodzić cierpliwość badacza w najpiękniejszy z możliwych sposobów. To nie są już tylko suche daty z gdańskich archiwów. To żywy, spisany dawną kaligrafią dowód na to, że Juszkowo pszczelarstwem stało mocno, a lokalny cech bartników trząsł całym rynkiem, budując potęgę, która odbijała się głośnym echem na prowincjonalnych wystawach w Gdańsku.
Jakby tego było mało, na archiwalnej pocztówce, wśród zatartych przez czas detali, odnalazł się nikt inny jak sam Adolf Lebbe wraz ze swoją dumną, brzęczącą pasieką. Widok tych uli, słomianych koszy i ludzi, którzy sto trzydzieści lat temu przelewali płynne złoto do charakterystycznych szklanych butli, bezpowrotnie zmienia sposób, w jaki patrzymy na nasze własne podwórko.

Adolf Lebbe wraz ze swoją pasieką. Fragment litograficznej pocztówki „Gruss aus Gischkau” (Pozdrowienia z Juszkowa).
Zapraszamy Was na drugą część analizy „II Księgi protokołów okręgu cechowego w Gischkau”. Rejestr minionych dni otwiera się na nowo, a my bogatsi o odnalezioną kronikę i unikalne kadry, schodzimy jeszcze głębiej pod podszewkę dawnego Juszkowa. Usiądźcie wygodnie przy miodowym blacie starego biurka. Przewracamy pierwszą kartę.
Spotkanie stowarzyszenia 27 lipca 1892 roku w Kl. Böhlkau (Bielkówko)
Na dzisiejszym zebraniu, które odbyło się u oberżysty i właściciela, pana Schimnagela, pojawili się następujący członkowie: panowie Schimnagel, Mielke, Horn, Boedtke, Zimmermann, Bendrisch oraz Ganz. Lipiec 1892 roku przyniósł upały, a serce stowarzyszenia, pasieka w Juszkowie na chwilę zwolniło obroty. Dlaczego?
Szef jedzie „do wód”
Protokół z ostatniego zebrania został odczytany i podpisany. Z zapisu dowiadujemy się, że legendarny założyciel i przewodniczący, Adolf Lebbe, poważnie podupadł na zdrowiu. Pod koniec XIX wieku dla zamożniejszych mieszkańców Pomorza naturalnym ratunkiem była tzw. Badereise - podróż kuracyjna do modnych uzdrowisk (mogli to być pobliscy Sopot lub Jelitkowo, ale też modne sudeckie czy południowe kurorty). Pod nieobecność mistrza stery przejmuje jego sprawny zastępca, pan Boedtke z Kolbud (Kahlbude), który otwiera zebranie serdecznym „Witamy!”.
Nowy punkt na mapie: Karczma koło stacji w Bielkówku
Tym razem pszczelarze nie spotykają się w Straszynie, a ruszają nieco dalej na zachód do Bielkówka (Kl. Böhlkau). Gospodarzem lipcowego spotkania jest pan Schimnagel, lokalny biznesmen, właściciel ziemski i Gastwirth (karczmarz). Prowadził restaurację i pokoje gościnne bezpośrednio przy stacji, obsługując podróżnych i ściągając do siebie lokalne elity. Lokalna karczma stanowiła towarzyskie i biznesowe serce całej wsi. Członkowie stowarzyszenia zjechali się tam z okolicznych majątków, by w chłodnych murach gospody omówić nowinki technologiczne.
Na liście obecności pojawiają się dobrze nam znane nazwiska (Mielke, Horn, Zimmermann, Bendrisch, Ganz), co dowodzi, że trzon stowarzyszenia był niezwykle zmobilizowany, bez względu na to, w której podgdańskiej wsi organizowano zjazd.
Technologiczny wyścig i rewolucyjny pastor ze Słupska
Protokół wspomina o nowym typie sztucznej węzy (woskowego szablonu, na którym pszczoły budują plastry), stworzonym przez pastora Wornstorfa. Pastor ów musiał być genialnym racjonalizatorem, skoro jego produkt zyskał entuzjastyczną recenzję w ogólnokrajowej prasie branżowej. Pszczelarze z powiatu gdańskiego nie czekają, od razu podejmują decyzję o wpisaniu się na listę społeczną i zakupie partii testowej na kolejny sezon.
XIX-wieczny „bio-hacking”, czyli nafta do ula
Odczytano artykuł z Lipskiej Gazety Pszczelarskiej (Leipziger Bienenzeitung) pod tytułem „Nafta w służbie gospodarki pszczelarskiej”, w którym na końcu stwierdza się: Kto zatem chce przepędzić obce (rabujące) i ochronić własne pszczoły, niech zastosuje naftę! To działa!
Jeśli myśleliście, że sprowadzanie leków z Hanoweru w poprzednich miesiącach było szczytem pomysłowości, punkt piąty rzuca nowe światło na metody radzenia sobie z tzw. rabunkiem uli (gdy silniejsze rodziny pszczele napadają na słabsze, by ukraść miód). Pszczelarze, cytując fachowe pismo z Lipska (Leipziger Bienenzeitung), bez ogródek polecają użycie... nafty (Petroleum). Intensywny, chemiczny zapach ropy naftowej nanoszony wokół wlotków ula skutecznie dezorientował i odstraszał agresywnych „rabusiów”. Metoda drastyczna, pachnąca rewolucją przemysłową, ale jak kwituje sekretarz: Es wirkt! (To działa!).
Leipziger Bienenzeitung „Petroleum im Dienste des Bienenzüchters” (Nafta w służbie pszczelarza). Autor opisuje swoje doświadczenia z użyciem nafty do walki z rabunkiem pszczół („...im Bekämpfen der Raubbienen...”) poprzez smarowanie nią wylotka („...bestrich damit Flugbrett...”) [1].Święto Dziękczynienia za Plony (Dożynki) ma być obchodzone w tradycyjny sposób. Następne miejsce zebrania: Kolbudy. Kindel. Ganz.
Spotkanie stowarzyszenia 28 sierpnia 1892 roku w Kahlbude (Kolbudy)
Wielki powrót szefa, gdański biznes miodowy na ulicy Długiej i huczny dancing w Kolbudach
Sierpień to dla dziewiętnastowiecznych pszczelarzy czas podsumowań sezonu, zabezpieczania pasiek przed nadchodzącą jesienią oraz planowania sprzedaży zebranego płynnego złota. Nic dziwnego, że 28 sierpnia 1892 roku członkowie podgdańskiego koła stawili się na zebraniu w Kolbudach (Kahlbude) w rekordowym składzie. Po lipcowych upałach i wakacyjnym rozprężeniu stowarzyszenie ruszyło z kopyta, a sala pękała w szwach. Frekwencja okazała się absolutnie rekordowa. W ławach obrad zasiadła śmietanka towarzyska i gospodarcza regionu. Na liście obecności odnotowano m.in. takie nazwiska jak: Nowski, Werner, Schimnagel, Schulz, Ganzow, Mielke, Horn, Meyer, Boedtke, Neumann, Thomas, Richter, Fierke, Jul. Boedtke, Ganz, Wittstock, Ruse, Engelsmann oraz Garde.
Co najważniejsze po kuracji „u wód” (Badereise) wypoczęty i pełen sił na pokład wrócił legendarny przewodniczący Adolf Lebbe z Juszkowa! Na sali pojawiła się także nowa, niezwykle prestiżowa figura, lokalny lekarz, dr Crone, a także cała rzesza niezrzeszonych gości zainteresowanych nowoczesną gospodarką pasieczną. Obrady, które otworzył osobiście przewodniczący Lebbe, rozpoczęto tradycyjnie od odczytania i zatwierdzenia protokołu z poprzedniego, lipcowego spotkania u pana Schimnagela w Bielkówku.
Wystawa odwołana - czas goni!
W punkcie drugim porządku obrad na tapet wzięto ambitny plan zorganizowania przez stowarzyszenie własnej, oficjalnej wystawy pszczelarskiej, która miała promować lokalne wyroby i nowoczesny sprzęt. Po burzliwej dyskusji górę wziął jednak pomorski pragmatyzm. Z racji uciekającego kalendarza i nawału prac polowo-pasiecznych pomysł ten został oficjalnie odrzucony ze względu na „krótkość czasu” i niesprzyjające okoliczności (der Kürze der Zeit wegen abgelehnt). Pszczelarze uznali, że zamiast pokazów, czas poświęcić na realny biznes i edukację.
Krytyka w Chojnicach: Pszczelarze ze Straszyna nie dają sobie wcisnąć kitu
Niezwykle ciekawą, zakulisową relację przyniósł punkt trzeci protokołu. Ceniony gospodarz ze Straszyna, pan Horn, złożył szczegółowe sprawozdanie ze specjalistycznego kursu nauczycielsko-szkoleniowego, który odbył się w odległych Chojnicach (Konitz). Wyjazd naszych delegatów na to prestiżowe sympozjum zakończył się jednak... sporym rozczarowaniem i surową krytyką!
Pan Horn bez ogródek zarzucił prowadzącemu szkolenie (Herr Kursusleiter), że potraktował temat po łebkach i podszedł do niego zbyt powierzchownie. Prowadzący skupił się niemal wyłącznie na metodzie sztucznego pędzenia i zsypywania rojów (Trachtmethode / Kunstmethode). Z perspektywy praktyków z powiatu gdańskiego kurs okazał się niekompletny, całkowicie pominięto w nim fundamentalne dla Pomorza kwestie: jak prawidłowo zabezpieczać i prowadzić rodziny pszczele zimą oraz jak efektywnie sterować gospodarką w popularnych u nas ulach leżakach (Lagerkasten). Nasi pszczelarze wrócili z Chojnic niedoedukowani, dając jasny sygnał, że posiadają ogromną wiedzę teoretyczną i nie dadzą sobie wcisnąć byle jakich wykładów.
Słodki biznes na ulicy Długiej: Gdańsk i Sopot otwierają podwoje
Najważniejsze z biznesowego punktu widzenia decyzje zapadły jednak w punkcie czwartym. Przewodniczący Związku Głównego ogłosił uruchomienie dwóch oficjalnych, certyfikowanych punktów sprzedaży miodu (Zweigverkaufsstellen), które miały zagwarantować zbyt dla podgdańskich pasiek. Lokale wyznaczono w najbardziej prestiżowych punktach regionu:
Pierwszy punkt powstał w modnym, nadmorskim kurorcie w Sopocie (Zoppot).
Drugi zlokalizowano w samym sercu Gdańska (Danzig) w znanej kwiaciarni (Blumenhandlung) pana Wersuhna, mieszczącej się na prestiżowej ulicy Długiej (Langgasse), u zbiegu z ulicą Pończoszników (Wollwebergasse)!
Związek narzucił rygorystyczne zasady handlowe, dbając o markę premium: miód musiał być rozlewany wyłącznie do słoików o pojemności jednego i dwóch funtów, a każdy z nich musiał posiadać specjalną oficjalną etykietę gwarantującą absolutną czystość i najwyższą jakość produktu. Sztywno ustalono również ceny detaliczne: za słoik jednofuntowy klient w Gdańsku musiał zapłacić 80 fenigów, natomiast większy, dwufuntowy słoik kosztował 1,50 marki. Aby zachęcić sprzedawców i rozbujać interes, prowizję handlową dla sklepów zdecydował się tymczasowo pokrywać w całości Związek Główny.
A po obradach... dancing na pełnej petardzie!
Po załatwieniu bieżących spraw finansowych i ściągnięciu zaległych składek członkowskich od spóźnialskich (punkt piąty), nastąpił moment, który idealnie pokazuje, że stowarzyszenie pszczelarzy było czymś znacznie więcej niż tylko organizacją rolniczą. Było tętniącym życiem centrum towarzyskim.
Sekretarz zapisał na dole strony absolutną perełkę, która rzuca światło na obyczajowość tamtych czasów:
„Niniejszym część oficjalna została zakończona i nastąpiła teraz tak zwana część towarzyska (gemütliche Teil), a mianowicie z tańcami, na które zaproszone zostały również damy członków stowarzyszenia!”
Oficjalne garnitury, księgi rachunkowe i debaty o ulach leżakach szybko ustąpiły miejsca muzyce, zabawie i integracji całych wielkich, pszczelarskich rodzin w Kolbudach. Wieczór zakończył się hucznym dancingiem, który z pewnością zapadł w pamięć mieszkańcom wsi na długo.
Dokument, pieczętujący udany powrót Adolfa Lebbego i świetny gdański kontrakt miodowy, podpisali na dole zweryfikowani sekretarze: pan Ganzow, niezawodny Kindel oraz medyk dr Crone.
Spotkanie stowarzyszenia 18 września 1892 roku w Gr. Kleshkau (Kleszczewo)
Pszczelarski skandal z księgą, tajny wysłannik do Brzeźna i naukowa debata o mszycach w Kleszczewie
Po hucznym, sierpniowym dancingu w Kolbudach, przyszedł czas na kolejne, jesienne zebranie.
18 września 1892 roku członkowie stowarzyszenia ruszyli na południowy wschód, tym razem gospodarzem zjazdu było Kleszczewo, zapisane w kronice pod oficjalną niemiecką nazwą Gr. Kleschkau. Spotkanie odbyło się w gościnnych progach lokalnego przedsiębiorcy, u kupca (Kaufmann) pana Lietzaua, który prowadził we wsi swój sklep i zapewne wyszynk. Na liście obecności zameldowali się: Ganzow, Lietzau, Mielke, Eisernitz, Rieck, Kels, Müller, Loth, Grunhold oraz Länger. W ławach pojawił się także wyjątkowy gość reprezentujący inny filar ówczesnej wiejskiej gospodarki, mistrz ceglarski Ludwig z Pruszcza Gdańskiego (Zieglermeister Ludwig - Praust). Zebranie otworzył tradycyjnie przewodniczący, witając wszystkich serdecznym słowem i przechodząc od razu do porządku obrad. I wtedy właśnie wybuchł mały, organizacyjny skandal...
Skandal w punkcie pierwszym: Zapomniana księga protokołów!
Punkt pierwszy oficjalnych obrad zawsze wyglądał tak samo: odczytanie zapisków z poprzedniego miesiąca i ich uroczyste podpisanie. Tym razem jednak stało się coś niesłychanego, co sekretarz musiał z rumieńcem na twarzy odnotować w kronice:
„Zrezygnowano z odczytania protokołu, ponieważ sekretarz/kronikarz... nie zabrał ze sobą księgi protokołów!” (weil der Schriftführer das Protokollbuch nicht mitgebracht hatte).
Możemy sobie tylko wyobrazić te miny szanownych gospodarzy i Adolfa Lebbe, gdy okazało się, że najważniejszy dokument koła został na stole w czyimś domu! Na szczęście pszczelarze nie tracili czasu na zbędne swary i natychmiast przeszli do spraw najwyższej wagi państwowej i biznesowej.
Tajna misja szkoleniowa w Brzeźnie
Punkt drugi przyniósł elektryzujące wieści. W dniach od 3 do 7 października 1892 roku w nadmorskim Brzeźnie (Brösen) miał odbyć się elitarny kurs państwowy (Staatskursus), prowadzony przez szanowanego nauczyciela, pana Duddecka.
Nauczone doświadczeniem z Chojnic (gdzie prelegent potraktował temat po łebkach), nasze stowarzyszenie postanowiło nie zostawiać niczego przypadkowi. Postanowiono wysłać tam swojego oficjalnego delegata i „szpiega” w jednej osobie. Wybór padł na pana Riecka. Pan Rieck otrzymał od koła jasne zadanie: ma jechać nad morze, przypilnować poziomu szkolenia i przejąć na siebie przygotowanie kompletnych materiałów edukacyjnych (die Vorarbeiten übernehmen) dla całego tutejszego stowarzyszenia.
W tym samym punkcie doprecyzowano też gdańskie sekrety handlowe z poprzedniego miesiąca. Kronikarz podał wreszcie dokładne, konkretne nazwiska właścicieli punktów sprzedaży, gdzie mieszkańcy Trójmiasta mogli kupić miód z powiatu gdańskiego:
W Sopocie miód trafił do drogerii / sklepu z artykułami kolonialnymi pana Brösecke (Brösecke - Zoppot).
W Gdańsku - potwierdzono adres prestiżowej kwiaciarni pana Wersuhna (Wersuhn - Danzig) na ulicy Długiej.
Spis powszechny i wielka debata o mszycach
W punkcie trzecim sporządzono szybką, jesienną statystykę pasiek (Die Statistik wurde von den anwesenden Mitgliedern aufgenommen), zbierając dane o liczbie rodzin i zapasach na zimę od każdego z obecnych członków.
Prawdziwą bombą merytoryczną okazał się jednak punkt czwarty, który zamienił wiejską oberżę w Kleszczewie w uniwersytecką aulę. Rozpętała się wielka dyskusja na temat powstawania miodu spadziowego (Über Honigthaubildung). Sekretarz odczytał najnowszy artykuł z prestiżowego pisma „Agricoltore”, autorstwa niejakiego pana von Rauschenfelsa. Autor ów postawił rewolucyjną jak na tamte czasy tezę: twierdził, że obserwowana przez pszczelarzy słodka spadź na liściach wcale nie jest bezpośrednią wydzieliną mszyc (Blattläuse), ale jest wydzielana przez... same liście drzew pod wpływem nakłuwania! Artykuł wywołał ogromne poruszenie, a sekretarz dla podparcia lub zweryfikowania tej teorii zaczął cytować na głos kolejne przykłady z fachowej Lipskiej Gazety Pszczelarskiej (Leipziger Bienenzeitung), opisujące ten „słodki sok”, działanie mszyc i specyfikę ich aparatów gębowych. Debata o biologii owadów i fizjologii roślin przeciągnęła się do późnego wieczora.
Kleszczewskie zebranie, mimo początkowej wpadki z zapomnianym notesem, okazało się jednym z najbardziej napakowanych wiedzą spotkań tego roku. Pokazało też, że nasi dawni sąsiedzi z podgdańskich wsi byli nie tylko sprawnymi biznesmenami, ale też autentycznymi pasjonatami nauki!
Spotkanie stowarzyszenia 10 października 1892 r roku w Prangenau (Pręgowo)
Powrót szpiega z Brzeźna, wielka statystyka uli i zapowiedź dancingu w Lublewie
Jesienna aura nie ostudziła zapału podgdańskich bartników. 10 października 1892 roku członkowie stowarzyszenia stawili się w kolejnym punkcie na mapie regionu, tym razem gospodarzem zjazdu było malownicze Pręgowo (Prangenau).
Mimo chłodniejszej pory roku, frekwencja znowu dopisała. W ławach zasiedli kluczowi działacze oraz lokalna elita: Ganz, dr Crone (nasz znajomy medyk i pasjonat pszczół), Ganzow, Mielke, Boedtke, Perlich, Stahlweiss, Stelter, Kels, Rieck, Werner oraz Zimmermann. Pojawił się również niezwykle ciekawy gość specjalny reprezentujący lokalną edukację, nauczyciel pan Bitter z Bielska (Lehrer Bitter - Gr. Bölkau).
Zjazd otworzono tradycyjnie, ale tym razem nauczony wpadką z poprzedniego miesiąca (gdy zapomniano notesu), sekretarz odrobił lekcję z nawiązką: w punkcie pierwszym odczytano i uregulowano zaległości, zatwierdzając od razu oba ostatnie protokoły.
Wystawa w klinczu
Punkt drugi przyniósł małe rozczarowanie organizacyjne. Planowane sprawozdanie dotyczące wielkiej wystawy, która miała odbyć się w Cedrach Wielkich (Gr. Zünder), musiało zostać przesunięte na kolejne spotkanie. Powód był prozaiczny: główny sprawozdawca i organizator tego wydarzenia po prostu nie pojawił się na sali w Pręgowie. Pszczelarze musieli uzbroić się w cierpliwość.
Sukces misji wywiadowczej: Pan Rieck przywozi „rój” na salę obrad!
Najważniejszym i najbardziej wyczekiwanym momentem spotkania był punkt trzeci. Na mównicę wkroczył nasz „tajny wysłannik” z poprzedniego miesiąca, pan Rieck. Zdał on szczegółową relację ze specjalistycznego kursu państwowego (Staatskursus), który odbył się w nadmorskim Brzeźnie (Brösen).
Tym razem, w przeciwieństwie do wcześniejszego, krytykowanego kursu w Chojnicach, szkolenie w Brzeźnie okazało się absolutnym hitem i pokazem profesjonalizmu. Wzięło w nim udział 10 starannie wybranych kursantów. Pan Rieck z entuzjazmem opowiadał, że poziom praktyczny stał na najwyższym poziomie, każdego z uczestników przeszkolono i sprawdzono tak mocno, że każdy musiał samodzielnie wykonać od podstaw kosz (ul słomiany, tzw. Stülper) i przygotować go do natychmiastowego osadzenia roju pszczelego!
Żeby udowodnić zebranym, że nie marnował czasu nad morzem, pan Rieck... wyciągnął na środek sali i zaprezentował słomiany kosz, który osobiście wykonał podczas szkolenia w Brzeźnie! Namacalny dowód nowoczesnej sztuki pszczelarskiej wywołał podziw wśród tutejszych gospodarzy.
Wielki spis powszechny i podgdańskie finanse
W punktach czwartym i piątym pszczelarze przeszli do twardej ekonomii i urzędowych obowiązków. Na sali oficjalnie sfinalizowano wielką, jesienną statystykę pasiek, spisano ostateczną liczbę rodzin pszczelich przygotowanych do zimowania u każdego z członków koła. Przy okazji skarbnik bezlitośnie, ale skutecznie ściągnął zaległe składki członkowskie od wszystkich obecnych, porządkując budżet przed nadchodzącym końcem roku.
Na sam koniec oficjalnej części, jako ciekawostkę i ostrzeżenie, odczytano fachowy komunikat prasowy dotyczący zwalczania groźnej choroby pszczół, zgnilca złośliwego (Morbus foetidus / Faulbrut).
Następny przystanek: Lublewo (i znowu dancing!)
Oficjalne, napakowane praktyczną wiedzą i pokazem rękodzieła zebranie zakończyło się optymistycznym akcentem. Zarząd ogłosił, że kolejne spotkanie stowarzyszenia odbędzie się w miejscowości Lublewo Gdańskie (Löblau).
A żeby tradycji stało się zadość i jesienna chandra nikogo nie dopadła, sekretarz z wielką radością wykaligrafował na dole strony: „...und zwar mit Tanz” (a mianowicie z tańcami!). Wygląda na to, że w Lublewie szykował się kolejny huczny, pszczelarski dancing!
Dokument podpisali na dole zweryfikowani i odpowiedzialni sekretarze koła: Ganzow oraz niezastąpiony Kindel.
Spotkanie stowarzyszenia 6 listopada 1892 roku w Löblau (Lublewo)
Technologiczna rewolucja w Lublewie, słodki raport z Różyn i wielki zaciąg nauczycieli
Zgodnie z obietnicą złożoną na październikowym zebraniu w Pręgowie, kolejny zjazd podgdańskich pszczelarzy musiał odbyć się z pompą. 6 listopada 1892 roku członkowie stowarzyszenia oraz wyjątkowo liczne grono niezrzeszonych gości (eine ganze Anzahl Gäste) stawili się w miejscowości Lublewo Gdańskie (Löblau).
Listopadowe chłody sprawiły, że frekwencja w lokalnej karczmie była imponująca. Na liście obecności znaleźli się m.in.: Ganzow, Reichert, Loth, Lietzau, Eisernitz, Richter, Irmehel, Boedtke, Böhlke, Hartung, Trentz, Brittal, Dingler, Mielke, Weigle oraz Silg. Spotkanie otworzył przewodniczący Adolf Lebbe, który po zatwierdzeniu i podpisaniu protokołu z Pręgowa, od razu przeszedł do sedna sprawy. A na stole obrad wylądowały... archaiczne ule.
Słomiane kosze odchodzą do lamusa. Wielka debata ulowa
W punkcie drugim (P. II) porządku obrad przewodniczący Adolf Lebbe postanowił przeprowadzić fundamentalną debatę nad przyszłością pomorskiego pszczelarstwa. Przyniósł na salę i zaprezentował dwa tradycyjne ule słomiane: klasyczny kosz (Bienenkorb fig.1) oraz tzw. kuczkę o łukowatym kształcie (Bogenstülper fig.2).
Konstrukcja i wyposażenie obu tych tradycyjnych domostw dla owadów zostały przez zebranych poddane szczegółowej i bezwzględnej analizie. Doświadczeni bartnicy zgodnie wskazali na ogromne trudności w prowadzeniu i nowoczesnej gospodarce w ulu typu Bogenstülper. Padł jasny wyrok: czas na nowoczesność! Stowarzyszenie oficjalnie ogłosiło, że najlepszym i najbardziej opłacalnym schronieniem dla pszczół w naszym regionie pozostaje nowoczesny, skrzynkowy ul ramowy, czyli tzw. ul ruchomy (Mobilstock). To był ostateczny krok ku technologicznej rewolucji w powiecie gdańskim.
Kulisy wystawy w Różynach: Mało miodu, dużo miodówki i maszynowy hit
Punkt trzeci przyniósł wreszcie zaległy, wyczekiwany raport Adolfa Lebbe z wielkiej wystawy rolniczo-pszczelarskiej w Cedrach Wielkich (Groß Zünder). Z relacji szefa koła wyłania się obraz intrygującego, choć nieco chaotycznego organizacyjnie wydarzenia.
Sama wystawa została otwarta z dużym opóźnieniem, dopiero o godzinie 5 popołudniu. Co gorsza, na miejscu zabrakło samego prezesa Związku Głównego. Honor organizacji musiał ratować sekretarz z Sopotu, pan Reitor Jahnke, który w imieniu zarządu powitał gości i podziękował podgdańskim pszczelarzom za uratowanie prestiżu imprezy i przygotowanie ekspozycji.
Co tam pokazywano? Lebbe donosił, że czystego miodu było jak na lekarstwo, wystawiono zaledwie około 2 cetnarów (ok. 100 kg) płynnego złota, w tym trochę miodu sekcyjnego w plastrach (Scheibenhonig), ale niestety osadzonego w starych, ciemnych woszczynach. Za to prawdziwym hitem okazały się wyroby przetworzone! Stoły uginały się pod setkami butelek tradycyjnego miodu pitnego (Methflaschen) oraz aromatycznych pierników i ciast miodowych (Honigkuchen). Wśród sprzętu pasiecznego absolutną furorę zrobiła nowoczesna parowa prasa do wosku (Dampfwachspresse), ułatwiająca masowy przerób pasieczny.
Podsumowanie roku i masowa inwazja wiejskiej inteligencji
Po odczytaniu przez przewodniczącego rocznego raportu z działalności koła, który powędrował do centrali (punkt czwarty) i sprawnym zebraniu składek (punkt piąty), przyszedł czas na punkt kulminacyjny. Szeregi stowarzyszenia zalała niesamowita fala nowych członków. Co niezwykle ciekawe pszczelarstwem masowo zainteresowali się... lokalni nauczyciele!
Do koła uroczyście przyjęto następujące osoby:
Aug. Skomrock - gospodarz z Bielkówka (Kl. Bölkau),
pan Kneiphof - nauczyciel (Lehrer) z Ostrowitego (Ostrowittken),
pan Hevelt - nauczyciel (Lehrer) z Sulmina (Sulmin),
pan Hoppenheit - nauczyciel (Lehrer) z Buszkowa (Buszkau),
pan Lemke - księgowy (Buchhalter) z Kolbud (Kahlbude),
pan Bartsch - właściciel ziemski/gospodarz (Hofbesitzer) z Lublewa (Löblau).
Wstąpienie trzech pedagogów i księgowego w jednym miesiącu jasno pokazuje, że pszczelarstwo w okolicach Pruszcza przestało być tylko zwykłym zajęciem rolników, a stało się modnym, elitarnym hobby dla lokalnej inteligencji.
Obiecany, huczny dancing!
Gdy część oficjalna dobiegła końca, nadszedł moment, na który wszyscy czekali od miesiąca. Zgodnie z zapowiedzią z Pręgowa, listopadowe spotkanie płynnie przeszło w tzw. część towarzyską (gemütliche Teil). Zsuwano stoły, strojono salę i jak skrupulatnie zanotował sekretarz na sam koniec strony rozpoczęto huczne, wspólne tańce (und zwar dieses Mal mit Tanz), które rozgrzały Lublewo do białego rana.
Dokument z tego niezwykle udanego zjazdu swoimi podpisami przypieczętowali: Mielke, Ganzow, Adolf Lebbe oraz Bruno Kindel.
Spotkanie stowarzyszenia 19 marca 1893 roku w Straschin (Straszyn)
Zimowe straty, wielka debata biologiczna i plany edukacyjnego „show” w Gdańsku
Po zimowej przerwie podgdańscy pasiecznicy powrócili do intensywnej działalności. Pierwsze noworoczne zebranie zwołano 19 marca 1893 roku w Straszynie (Straschin). Lista obecności pękała w szwach, co dowodzi, że po mroźnych miesiącach głód dyskusji był ogromny. W ławach zasiedli: Ganzow, dr Crone, Schulz, Lebbe, Rieck, Stamm, Rotzoll, Rogowski, Grunhold, dwaj panowie Hevelt (nauczyciele), Schrönagel, Horn, Mielke oraz Kindel.
Zjazd otworzono tradycyjnie od punktu pierwszego odczytano i jednogłośnie zatwierdzono zaległy, listopadowy protokół z Lublewa. W punkcie drugim dokonano wyboru delegatów na zbliżający się zjazd główny całego okręgu w Chojnicach (Konitz) zaszczytną funkcję reprezentowania koła powierzono przewodniczącemu Ganzowowi oraz sekretarzowi Kindlowi. Następnie odczytano roczne sprawozdanie finansowo-organizacyjne wysłane do Związku Głównego, wraz z oficjalnym podziękowaniem od centrali za rzetelną pracę.
Czy pszczoły mogą umrzeć z głodu, mając pełny ul miodu?
Niezwykle ciekawą i głęboką dyskusję techniczną przyniósł punkt czwarty. Na sali padło fundamentalne pytanie: „Czy zimujące pszczoły mogą zamrzeć z głodu, mimo że w ulu znajduje się miód?”
Odpowiedź doświadczonych bartników brzmiała: tak, jak najbardziej! Wyjaśniono zebranym, że dzieje się tak w sytuacji, gdy zapasy są źle rozmieszczone w stosunku do zimowego kłębu owadów. Aby temu zapobiec, tutejsi mistrzowie zalecili, by jeszcze jesienią odpowiednio nacinać lub przestawiać plastry w gnieździe. Dzięki temu pszczoły wędrujące zimą za pokarmem mogą płynnie przechodzić na puste, sąsiednie komórki, mając stały, fizyczny dostęp do jedzenia.
Wirowanie miodu na żywo na oczach gdańszczan!
W dalszej części obrad omówiono pismo z centrali dotyczące zaplanowanej na 29, 30 i 31 lipca 1893 roku wielkiej wystawy w Gdańsku. Przewodniczący Ganzow wyszedł z rewolucyjną inicjatywą: wystawa nie może być nudna, a mieszczan trzeba wyedukować! Zaproponował, aby zorganizować tam pokazy praktyczne na żywo.
Niezwykle fascynujące światło na rozmach działań naszych pasieczników w ubiegłym sezonie rzuca obszerna relacja prasowa, która ukazała się w gdańskich wiadomościach pod koniec lipca 1893 roku. Zapowiadała ona wielką Prowincjonalną Wystawę Pszczelarską (Provinzial-Ausstellung), zorganizowaną z ogromnym rozmachem w gdańskim Ogrodzie Strzeleckim (Schützengarten). Na wystawę wpłynęło wówczas około 90 oficjalnych zgłoszeń z całych Prus Zachodnich. Choć sam Gdańsk był reprezentowany dość skromnie, prawdziwą siłę pokazali bartnicy z Gdańskich Wyżyn (Danziger Höhe), Żuław (Danziger Werder) oraz bogate sekcje z Chojnic, Malborka czy Wałcza. Publiczność mogła podziwiać zapierające dech w piersiach ekspozycje: w alejach ogrodu wystawiono ponad 50 wymyślnych uli, w tym specjalny, potężny pawilon mieszczący aż 16 żywych rodzin pszczelich, podczas gdy ciężkie przyrządy i maszyny pasieczne ulokowano w nawach dawnej strzelnicy. W hali głównej, obok bezpłatnych degustacji płynnego złota, mali rzemieślnicy wystawili sekcje z miodem w plastrach, miodami w garncach oraz tradycyjnymi wyrobami: winami miodowymi (Honigweine) i miodowymi piernikami (Honigkuchen). Prawdziwym magnesem na tłumy gdańszczan były jednak widowiskowe pokazy praktyczne na żywo, podczas których mistrzowie prezentowali przepędzanie i bębnowanie rojów (Abtrommeln), bezpieczne wyłapywanie matki z kłębu, publiczne wirowanie miodu oraz pokazowe topienie wosku. O randze państwowej tego wydarzenia świadczy fakt, że oficjalnego otwarcia w imieniu Nadprezydenta prowincji von Goßlera dokonał radca Delbrück, a Dyrekcja Kolei w Bydgoszczy przyznała wszystkim odwiedzającym wystawę aż 50-procentową zniżkę na przejazdy pociągami państwowymi. Całość tego wielkiego święta uświetniały codzienne, uroczyste koncerty ogrodowe pod batutą mistrza Theila, tworząc niezapomniany obraz prężnie rozwijającego się pomorskiego pszczelarstwa [3].
Zgodnie z planem, znany ze swojej odwagi pan Zimmermann miał przeprowadzić na oczach publiczności pełne omiatanie i bębnowanie roju oraz sztukę bezpiecznego chwytania i znakowania matki pszczelej. Mało tego! Postanowiono przynieść nowoczesne wirówki miodowe i wirować płynne złoto bezpośrednio przed publicznością. Cel był jasny: udowodnić niedowiarkom z Gdańska, że miód z wirówki jest krystalicznie czysty, naturalny i pozyskiwany bez jakichkolwiek sztucznych czy brudnych domieszek.
W punkcie piątym podniesiono kwestię zakupu naczyń do miodu, które ze względu na masową produkcję powinny być zamawiane wspólnie, by uzyskać lepszą cenę. Na sam koniec w poczet członków przyjęto panów Kwicka oraz Reikowskiego, a jako kolejne miejsce zjazdu wyznaczono Pruszcz.
Dokument podpisali: Schulz, Ganzow, dr Crone oraz Kindel.
Spotkanie stowarzyszenia 23 kwietnia 1893 roku w Praust (Pruszcz)
Elitarne nowinki techniczne, wieści z Chojnic i tragedia pod młyńskim kołem
Niespełna miesiąc po spotkaniu w Straszynie, 23 kwietnia 1893 roku, pszczelarze tłumnie zjechali do samego serca regionu, do Pruszcza (Praust). W pruszczańskiej karczmie stawili się m.in.: Schulz, Nickelski, Goedtke, Held, Rieck, Jänger, Neumann, Müller, Boedtke, Lebbe, Zimmermann, dr Crone, Ganzow, Reikowski, Schrönagel oraz Kindel. Jako goście specjalni w ławach zasiedli panowie Endritat i Gottke.
Po serdecznym powitaniu zebranych i podpisaniu protokołu ze Straszyna, przewodniczący Ganzow zdał szczegółową relację z oficjalnego, wielkiego zjazdu okręgowego w Chojnicach. Rozdano drukowane broszury ze statystykami i z dumą ogłoszono, że kolejny prestiżowy kurs pszczelarski w tym roku odbędzie się w malowniczej Oliwie. Aby ułatwić organizację zbliżającej się lipcowej wystawy w Gdańsku, rozdano specjalne formularze zgłoszeniowe, każdy z członków musiał dokładnie zadeklarować, ile miodu, wosku i sprzętu zamierza tam zaprezentować.
Słoma spotyka nowoczesność: Ul z nadstawką
W części merytorycznej głos zabrał niezastąpiony Adolf Lebbe z Juszkowa, który zaprezentował zgromadzonym najnowsze trendy techniczne z prasy branżowej. Przywiózł ze sobą i omówił modny wówczas tzw. kosz lüneburski (Lüneburger Stülper).
Trzy ule lüneburskie z Muzeum Lüneburg [4].Lebbe pokazał pruszczańskim gospodarzom, jak sprytnie można zmodyfikować ten tradycyjny, słomiany ul poprzez dodanie nowoczesnych, drewnianych skrzynek nadstawkowych (Aufsatzkasten). Taki zabieg pozwalał połączyć tradycyjne, ciepłe słomiane plecionki z nowoczesną, wygodną gospodarką ramową.
Przy okazji wspomniano o ułatwieniach handlowych: związek uruchomił dwa oficjalne punkty sprzedaży sprzętu i artykułów pszczelarskich. Członkowie koła mogli kupować tam akcesoria po okazyjnych kosztach własnych stowarzyszenia (Selbstkostenpreis), natomiast osoby niezrzeszone musiały płacić pełną, wysoką cenę rynkową.
Tragedia w Krzywym Kole: Śmierć pod młyńskim kołem
Na sam koniec zebrania w Pruszczu radosną i pracowitą atmosferę przerwała nagła, tragiczna wiadomość, która wstrząsnęła wszystkimi obecnymi. Przewodniczący przekazał, że jeden z szanowanych członków stowarzyszenia, pan Ohl właściciel młyna w Krzywym Kole (Mühlenbesitzer Ohl - Kriefkohl) stracił życie w straszny sposób wskutek nieszczęśliwego wypadku we własnym zakładzie, wciągnięty przez młyńskie machiny. Cała sala w głębokim poruszeniu i ciszy uczciła pamięć zmarłego tragicznie kolegi.
Pierwszy numer urzędowego czasopisma „Dziennik powiatowy dla powiatu gdańskiego” (Kreis-Blatt für den Danziger Kreis) z dnia 7 stycznia 1860 roku. W punkcie siedemnastym ówczesny właściciel młyna, E. Ohl z Krzywego Koła, informuje: „Młody mężczyzna, który chce nauczyć się młynarstwa, natychmiast znajdzie pracę w młynie w Kriefkohl”. Trzydzieści trzy lata później, w 1893 roku, tamtejszy młynarz tragicznie traci życie. Choć w prasie nie zachował się bezpośredni opis samego wypadku, nagła śmierć mogła być bezpośrednio związana z pogodowymi kataklizmami, które nawiedziły wówczas obszar Żuław. Rok 1893 zapisał się bowiem w historii regionu dramatyczną, wiosenną powodzią zatorową, po której nadeszła katastrofalna susza stulecia, niszcząc żuławskie gospodarstwa i paraliżując pracę tutejszych młynów [5].
Mimo tego smutnego akcentu, machina stowarzyszenia musiała kręcić się dalej. Do koła uroczyście przyjęto dwóch dotychczasowych gości: nauczyciela pana Endritata z Bielkówka (Lehrer Kl. Bölkau) oraz pana Gottke z Buszkowy (Buschkau).
Kolejne zebranie zapowiedziano w Bielkówku (Kl. Bölkau), a pod protokołem podpisy złożyli: Ed. Boedtke, Ganzow, Schulz oraz Kindel.
Spotkanie stowarzyszenia 25 maja 1893 roku w Bölkau (Bielkówko)
Finansowy fundament, gdańska loteria fantowa i pszczelarskie oszczędności na Wyżynach
Zgodnie z zapowiedzią z pruszczańskiego zjazdu, kolejne spotkanie stowarzyszenia odbyło się 25 maja 1893 roku w Bielkówku (zapisanym jako Kl. Bölkau). Pomimo rozpoczęcia gorącego sezonu pasiecznego, frekwencja dopisała wyśmienicie. W ławach zasiedli: Ganzow, Schulz, Mielke, Kowki, Rieck, Boedtke, Gottke, Lebbe, Horh, Stamm, Zimmermann, Eisernitz, Rutkowski, Ganz, Tielk oraz niezastąpiony sekretarz Kindel. Jako gość specjalny (Als Gast) na sali pojawił się kolejny przedstawiciel lokalnej oświaty pan Talkenberg, nauczyciel z Bielkowa (Lehrer Gr. Bölkau).
Po tradycyjnym odczytaniu i zatwierdzeniu protokołu z poprzedniego zebrania w Pruszczu, pszczelarze przeszli do najważniejszego punktu dnia oficjalnego zamknięcia i rozliczenia roku obrachunkowego 1892.
Kasa stowarzyszenia pod lupą: Gdzie trzymano kapitał?
Dzięki skrupulatności sekretarza otrzymujemy kapitalny, pełny wgląd w finanse tutejszych bartników z tamtych lat. Twarde liczby prezentują się następująco:
Łączny przychód (wliczając stan posiadania z lat poprzednich): 429,02 marki.
Łączne wydatki w roku 1892: 190,53 marki.
Czysty zysk (stan kasy na dzień 31 grudnia 1892 r.): 238,49 marki.
Co niezwykle ciekawe z punktu widzenia historii gospodarczej regionu, zarząd nie trzymał tych pieniędzy w przysłowiowej skarpecie. Okrągłe 200 marek ulokowano na książeczce oszczędnościowej (Sparkassenbuch) wystawionej na koło w Juszkowie (Giszkau), a same fundusze pracowały na procencie w Kasie Oszczędności Wyżyn Gdańskich (Sparkasse Danziger Höhe)!
Budynek dawnej Kasy Oszczędnościowej Okręgu Wyżyny Gdański, oddział w Pruszczu (Sparkasse des Kreises Danziger Höhe. Zweigstelle Praust). Było to niezwykle ważne miejsce dla lokalnej społeczności, przedsiębiorców oraz rolników z okolicznych wsi, szukających bezpiecznego miejsca na ulokowanie swoich ciężko zarobionych pieniędzy. To tutaj najprawdopodobniej prężnie działające stowarzyszenie pszczelarzy z siedzibą w Juszkowie, mogli deponować swoje oszczędności oraz zyski ze sprzedaży wybornego, okolicznego miodu.
Wielka loteria fantowa: Wygraj... rodzinę pszczelą!
W punkcie trzecim powrócił temat kluczowej, lipcowej wystawy w Gdańsku. Przewodniczący Ganzow gorąco zaapelował do sumienia i ambicji zebranych, przypominając, że każdy ma obowiązek osobiście zaangażować się w to, by ta pierwsza tak wielka wystawa zakończyła się godnym sukcesem: „Musimy zrobić wszystko, co w naszej mocy”. Aby podkręcić budżet i zainteresowanie wydarzeniem, stowarzyszenie zakupiło 200 losów loteryjnych w cenie 50 fenigów za sztukę, których dystrybucja miała ruszyć pełną parą na kolejnym zebraniu. Organizatorzy zadbali o niezwykle atrakcyjne, branżowe nagrody (Als Gewinne). Gdańska publiczność i tutejsi gospodarze mogli wygrać w loterii m.in.: całe, żywe rodziny pszczele (Bienenvölker), nowoczesny sprzęt pasieczny oraz gotowe produkty pszczelarskie!
Na sam koniec oficjalnej części sprawnie ściągnięto bieżące składki członkowskie, a jako kolejne miejsce zjazdu wyznaczono Juszkowo (Giszkau). Tradycyjnie też, w poczet pełnoprawnych członków koła uroczyście przyjęto dotychczasowego gościa nauczyciela, pana Talkenberga z Bielkowa.
Protokół swoimi podpisami przypieczętowali: Adolf Lebbe, Schulz oraz Kindel.
Spotkanie stowarzyszenia 25 czerwca 1893 roku w Gischkau (Juszkowo)
Tajemnice założycieli, blaszany łapacz rojów za 6 marek i spór o klamry do plastrów
Sezon pszczelarski w pełni, a podgdańscy pasiecznicy spotkali się 25 czerwca 1893 roku w Juszkowie (Gischkau). Tym razem zabrakło głównego przewodniczącego z powodu nagłej przeszkody wyższej (leider am Erscheinen zu der Versammlung verhindert) musiał on przekazać prowadzenie obrad sekretarzowi. Brunonowi Kindelowi, udźwignął jednak ciężar spotkania, witając zebranych: Mielkego, Lebbego, Gottkego, Horha, Müllera, Ludwiga, Jängera oraz Horna. Jako gość specjalny na sali zasiadł pan Mohring z Pruszcza (Gst. Herr Mohring - Praust). Po tradycyjnym odczytaniu i podpisaniu protokołu z Bielkówka, zebrani od razu przeszli do konkretnych, technicznych innowacji oraz głębokiej historii koła.
Naciski na darmowe bilety i loterię prowincjonalną
W punkcie drugim powrócił temat losów na zbliżającą się wielką wystawę. Choć sprzedaż ruszyła, członkowie zaczęli głośno kombinować. Pojawił się postulat, aby każdy, kto zakupi lub sprzeda minimum 10 losów, otrzymał od stowarzyszenia w nagrodę darmowy bilet wstępu na wystawę (Freilos). Ponieważ sprawa dotyczyła budżetu, Kindel zapisał, że ostateczna decyzja w tej kwestii zostanie skonsultowana z nieobecnym przewodniczącym.
Wielka debata nad klamrami do plastrów (Wabenklammer)
Punkt trzeci przyniósł czytanie fachowych nowinek z centralnego biuletynu pszczelarskiego (Zentralblatt). Rozgorzała dyskusja nad specjalnymi klamrami lub drucikami używanymi w górnej części ramek do podtrzymywania plastrów (Wabenklammer oder Stifte im Oberteil der Rähmchen).
Głos zabrał pan Ludwig, który zdradził, że w tym roku sprowadził dla siebie aż 100 sztuk takich fabrycznych klamer (w cenie 40 fenigów) i sprawdzają się one znakomicie. Co więcej, jako zaradny gospodarz, zaczął produkować je samodzielnie z blachy! Wyliczył z dumą, że własnoręczne wykonanie około 200 sztuk kosztowało go zaledwie 20 fenigów. Pozostali członkowie przyznali jednak szczerze, że z drucikami w górnej części ramek nie mają jeszcze większego doświadczenia.
Blaszany przyrząd do osadzania rojów za 6 marek
Największe poruszenie wywołał punkt czwarty. Adolf Lebbe przyniósł i zaprezentował na środku sali własnoręcznie wykonany aparat do bezpiecznego wprowadzania rojów pszczelich do uli skrzynkowych (Apparat zum Einbringen der Schwärme in Kastenwohnungen).
Zasada działania była genialna w swojej prostocie: urządzenie montowało się bezpośrednio przy wylotku ula. W pewnej odległości umieszczało się kosz z osadzonym wcześniej, świeżym rojem. Po kilku uderzeniach w kosz, pszczoły były kierowane prosto przez rurę i bezpiecznie maszerowały do wnętrza ula przy czym, jak zachwalał Lebbe, ani jedna pszczoła nie błąkała się na zewnątrz ani nie żądliła pasiecznika! Przyrząd był niezwykle praktyczny, ale miał jedną wadę: wykonany solidnie z blachy cynkowej, kosztował aż 6 marek. Dla mniejszych bartników była to zawrotna kwota, dlatego wielu z nich stwierdziło, że na razie musi im wystarczyć tradycyjna, drewniana szuflada do rojów (Hopfschaufel).
Powrót do korzeni: Jak powstało koło w Juszkowie?
W punkcie piątym sekretarz pokazał zebranym nadesłany z centrali wzór nowoczesnego ula, po czym spotkanie przybrało niezwykle uroczysty obrót. Na sam koniec oficjalnej części Bruno Kindel wyciągnął ze skrytki i odczytał zebranym historyczny, pierwszy protokół Związku Pszczelarzy w Juszkowie, datowany na 13 października 1882 roku!
Dzięki temu czytelnicy Twojego bloga mogą poznać dokładne nazwiska ojców-założycieli stowarzyszenia. Zgodnie z tym starym dokumentem sprzed 11 lat, podwaliny pod koło położyli:
Adolf Lebbe (którego wtedy jednogłośnie wybrano na pierwszego przewodniczącego),
Julius Gottke,
Heinrich Popp,
ślusarz Neumann,
mistrz stolarski Bellair.
Aby upamiętnić ten historyczny moment i założycieli, którzy dekadę wcześniej skrzyknęli tutejszych pszczelarzy, obecni na sali członkowie jednogłośnie postanowili, że rocznica ta będzie co roku uroczyście obchodzona w formie małego, wewnętrznego święta (eine kleine Feier).
Następne zebranie zaplanowano w Pręgowie (Prangenau), a pod protokołem podpisali się tym razem: Mielke oraz pełniący obowiązki przewodniczącego Kindel.
Spotkanie stowarzyszenia 16 lipca 1893 roku w Saskoschin (Zaskoczyn)
Napięcie przed zaplanowaną na koniec lipca wielką wystawą w Gdańsku sięgnęło zenitu. Podgdańscy pasiecznicy zebrali się na nadzwyczajnym, przedwystawowym zjeździe w miejscowości Zaskoczyn.
Z racji szczytu prac w pasiekach oraz przygotowań logistycznych do Gdańska, na sali pojawiła się tym razem skromniejsza, ale najbardziej zaangażowana reprezentacja koła: Gottke, Horh, powracający do zdrowia przewodniczący Ganzow, Jänger, Ludwig, Rathke, Dragosch, Eisernitz oraz sekretarz Kindel.
Zjazd przyniósł błyskawiczne, strategiczne decyzje, które miały zabezpieczyć prestiż i finanse stowarzyszenia.
11. los gratis! Sukces negocjacji w sprawie loterii
Na samym początku odczytano protokół z burzliwego, czerwcowego zebrania w Juszkowie. Przewodniczący Ganzow przychylił się do postulatu członków z poprzedniego miesiąca. Oficjalnie zatwierdzono nową zasadę: każdy bartnik, który zakupi lub zdoła sprzedać 10 losów na gdańską loterię wystawową, jedenasty los otrzymuje od koła zupełnie za darmo (Freiloos). Ruch ten miał mocno podkręcić motywację lokalnych dystrybutorów.
Program z Gdańska dopięty na ostatni guzik
W punkcie drugim przewodniczący zapoznał wszystkich obecnych ze szczegółowym, oficjalnym programem gdańskiej wystawy (przypomnijmy, że wielkie otwarcie zaplanowano już na 29 lipca). Każdy z obecnych dostał jasne wytyczne, gdzie ma się stawić, za jakie stoiska odpowiada i jak technicznie będą przebiegać pokazy wirowania miodu i bębnowania rojów na żywo przed gdańską publicznością.
Finansowy hazard pszczelarzy: Gramy do końca!
Najbardziej zaskakujący i odważny zwrot akcji przyniósł punkt trzeci. Akcja sprzedaży losów w terenie cały czas trwała, ale zarząd musiał zabezpieczyć się na wypadek, gdyby część biletów loteryjnych nie znalazła nabywców wśród mieszkańców. Zamiast jednak zwracać niesprzedane losy do centrali, podgdańscy pszczelarze podjęli iście hazardową decyzję: oficjalnie postanowiono, że wszystkie niesprzedane losy nie zostaną odesłane, lecz przechodzą na własność koła i to samo stowarzyszenie weźmie z nimi udział w grze. Oznaczało to, że jeśli losy okażą się szczęśliwe, to całe ule, pszczele rodziny i nowoczesny sprzęt ufundowany w loterii zasilą majątek wspólny koła.
Po sprawnym ściągnięciu zaległych składek od ostatnich dłużników, zarząd ogłosił ważną wiadomość na zakończenie.
Następny przystanek: Kolbudy - Festiwal Pszczelarski z paniami
Po stresie i trudach gdańskiej wystawy pszczelarzom należała się nagroda. Jako miejsce kolejnego zjazdu wyznaczono Kolbudy (Kahlbude). Co najważniejsze, zapowiedziano, że spotkanie to będzie miało formę wielkiego festiwalu pszczelarskiego, na który członkowie koła zostali zaproszeni razem z żonami i partnerkami (und zwar mit Damen - Imkefest). Szykowało się letnie świętowanie sukcesu wystawy w pięknych okolicach raduńskich Kolbud.
Pod protokołem podpisy złożyli liderzy koła: Ganzow oraz Kindel.
Spotkanie stowarzyszenia 20 sierpnia 1893 roku w Kahlbude (Kolbudy)
Zgodnie z letnimi zapowiedziami, po trudach wielkiej gdańskiej wystawy, pasiecznicy spotkali się w Kolbudach. Frekwencja dopisała wyśmienicie, a na liście obecnych znaleźli się: Ganzow, dr. Corne, Schulz, Boedtke, Mielke, Werner, Gutzeit, Loth, Ganz, Gerlich, Reichert, Jul. Boedtke, Lebbe, Ramsteneink, Hoffmann oraz Wittstork. Do protokołu dopisano również sekretarza Kindla oraz odnotowano liczne przybycie gości specjalnych.
Po tradycyjnym odczytaniu i zatwierdzeniu protokołu z poprzedniego zjazdu w Zaskoczynie, zebrani przeszli do najważniejszego podsumowania tego roku.
Raport z gdańskiej wystawy i spór o „świętość” gniazda
W punkcie drugim przewodniczący przedstawił szczegółowe sprawozdanie z przebiegu lipcowej wystawy w Gdańsku oraz omówił treść wygłoszonych tam referatów naukowych. Największe poruszenie i dyskusję wywołała kwestia traktowania tak zwanego gniazda pszczelego.
Głos zabrał Adolf Lebbe, który mocno skrytykował popularne wówczas w literaturze twierdzenie, że „gniazdo pszczele należy traktować jak świętość” (der Brutraum ein Heiligtum). Lebbe argumentował czysto praktycznie: pszczelarz musi regularnie zaglądać do gniazda, aby kontrolować zapasy miodu. Jeśli jest go za mało, należy podjąć decyzję o podkarmianiu. Zwrócił też uwagę, że w miarę możliwości trzeba usuwać z gniazda miód wrzosowy i rzepakowy, ponieważ krystalizuje się on w żarnach i absolutnie nie nadaje się do bezpiecznego zimowania owadów. Lebbe zalecał także jesienne przeglądy częściowe, by upewnić się, że zapasy zimowe są wystarczające, a kłąb ma zapewniony spokój.
W toku debaty odniesiono się również do referatu niejakiego pana Thibbe na temat prowadzenia dwóch rodzin pszczelich w jednej przestrzeni gniazdowej. Zebrani członkowie koła zgodnie uznali taką metodę za zwykłą i bezużyteczną „zabawę” (Spielerei). Na zakończenie tej części oficjalnie przegłosowano podziękowania dla przewodniczącego oraz całej komisji wystawowej za ich ogromny trud włożony w organizację stoisk w Gdańsku.
Porady z Lipska: Ostatni dzwonek na zimowe zapasy
W punkcie trzecim sekretarz przytoczył najnowsze wytyczne z lipskiej prasy pszczelarskiej (Leipziger Bienenzeitung). Według niemieckich ekspertów, najwłaściwszym czasem na zaopatrzenie rodzin w niezbędny na zimę pokarm jest koniec sierpnia lub najpóźniej początek września.
Z kolei w punkcie czwartym zalecono, aby słabe rodziny pszczele jeszcze jesienią wzmacniać dodatkowymi owadami. Silne roje znacznie lepiej utrzymują ciepło w ulu i dzięki temu zimują bez porównania skuteczniej niż małe, osłabione rodziny.
Przed zakończeniem części oficjalnej skarbnik sprawnie ściągnął bieżące składki członkowskie za rok 1893 oraz ostatnie zaległości z roku 1892.
Muzyczne świętowanie do północy
Po zakończeniu formalnych obrad przyszedł czas na zapowiadaną, towarzyską część festiwalu (gemüthliche Teil). Zgodnie z planem, na sali pojawiły się żony i partnerki pszczelarzy. Przy dźwiękach skrzypiec oraz pianina ruszono do tańca, wznoszono liczne toasty i w doskonałych humorach, długo po północy, huczna zabawa dobiegła końca.
W trakcie tego wyjątkowego spotkania w poczet członków uroczyście przyjęto dwie nowe osoby: pana Wylutzkiego, właściciela ziemskiego z Trąbek Wielkich (Ksh. Gr. Tramken), oraz pana Wittstocka, nauczyciela z Kolbud (Lehrer - Kahlbude).
Jako miejsce kolejnego, jesiennego zjazdu wyznaczono Kleszczewo (Gr. Kleschkau). Pod protokołem podpisy złożyli: Ganzow oraz Kindel.
Spotkanie stowarzyszenia 15 października 1893 roku w Prangenau (Pręgowo)
Październikowe spotkanie przyniosło nietypowy incydent organizacyjny oraz niezwykle szczegółowy, wręcz chemiczny przepis na zimowy syrop dla pszczół. Na zjeździe w Pręgowie stawili się: Ganzow, Schirrmacher, Ganz, Mielke, Lauck, Gottke, Storski, Wittstock, Strehlke, Kuhlweiss, Gutzeit, Schulz oraz sekretarz Kindel. Zanim jednak przeszli do spraw merytorycznych, doszło do zabawnej wpadki. Odczytanie protokołu z poprzedniego, kolbudzkiego zjazdu musiało zostać odłożone na kolejną kadencję. Powód? Roztargniony sekretarz po prostu zapomniał zabrać ze sobą na zebranie samej księgi protokołów. Po zebraniu od obecnych zaległych statystyk pasiecznych, całą uwagę poświęcono kluczowej kwestii jesiennego dokarmiania.
Chemia w pasiece: Patent z Perleburga na syrop, który nie krystalizuje
W punkcie trzecim przedstawiono rewolucyjną na tamte czasy metodę przygotowania zimowego pokarmu, której autorem był nauczyciel Heberer z miejscowości Perleburg w Brandenburgii. Głównym problemem pasieczników w tamtych latach była szybka krystalizacja syropu cukrowego w zimnych ulach, co uniemożliwiało pszczołom jego pobieranie.
Heberer znalazł rozwiązanie: zalecał mieszanie 80 części wagowych cukru z 20 częściami wody, a żeby masa nie ulegała krystalizacji, nakazywał dodanie pełnej łyżeczki do herbaty tak zwanego cremor tartari (wodorowinianu potasu / kwaśnego winianu potasu, znanego w kronice jako Weinsteinsäure). Sekretarz skrupulatnie zanotował, że 50 gramów tego środka kosztowało wówczas 35 fenigów.
Instrukcja laboratoryjna dla dziewiętnastowiecznego bartnika
Kronika bardzo dokładnie, krok po kroku, opisuje procedurę warzenia tego nowoczesnego specyfiku:
Należy doprowadzić do wrzenia półtora litra wody.
Gdy woda zacznie wrzeć, w małej filiżance wody należy rozpuścić czubatą łyżeczkę cremor tartari, wlać do garnka i przygotować w międzyczasie odmierzoną partię cukru.
Gdy woda z dodatkiem kwasu ponownie mocno zabulgocze, należy powoli, stale mieszając, wsypać 10 funtów cukru.
Naturalnie, wrzenie na chwilę ustanie. Gdy jednak masa ponownie zacznie kipieć, należy szybko zebrać powstałą na powierzchni pianę, zdjąć naczynie z ognia i natychmiast wmieszać resztę rozpuszczonego kwasu winowego.
Pod wpływem temperatury i kwasu zachodzi reakcja chemiczna, cukier trzcinowy/buraczany (sacharoza) ulega inwersji, przekształcając się w cukier inwertowany. Dzięki temu syrop pozostaje idealnie płynny w plastrach przez całą zimę. Kronikarz zauważa, że w trakcie gotowania masa wygląda na mętną, jednak po zakończeniu procesu staje się niezwykle klarowna, lekko żółtawa i gęsta. Ma intensywnie słodki smak i jest niezwykle chętnie oraz bezpiecznie pobierana przez pszczoły.
Jako miejsce kolejnego spotkania wyznaczono Lublewo (Löblau). Będzie to wyjątkowy zjazd, ponieważ połączono go z oficjalnymi obchodami święta założenia stowarzyszenia (Stiftungsfest).
Pod protokołem podpisy złożyli: Ganzow oraz Kindel.
Spotkanie stowarzyszenia 3 grudnia 1893 roku w Löblau (Lublewo)
Ostatnie w tym roku zebranie koła miało wyjątkowo uroczysty charakter, łącząc formalne podsumowania z obchodami rocznicowymi (Stiftungsfest). Do Lublewa przybyła bardzo liczna grupa członków: Ganzow, Schulz, Meyer, Werner, Mielke, Gerlich, Schlicht, Ganz, Falkenberg, Bendrisch, Boedtke, Dingler, Brittal, Knitsel, Böhlke, Hevelt-Sulmin, Lebbe, Thomas, Rob. Schramm oraz sekretarz Kindel.
Na samym początku odczytano i podpisano zaległy protokół z zebrania w Pręgowie, który tym razem szczęśliwie dotarł na miejsce. Po zebraniu ostatnich statystyk przewodniczący zaznaczył, że oficjalny raport dla okręgowego związku (Gauverein) nie został jeszcze ukończony z powodu braku czasu, jednak zapewnił, że sprawozdanie za ten rok nie będzie tak opóźnione jak dawniej. Przed częścią oficjalną skarbnik zebrał pierwsze składki na nadchodzący rok 1894 oraz zamknął ostatnie zaległości za rok 1893. Do stowarzyszenia uroczyście przyjęto nowego członka, pana Powelskiego, nauczyciela z Lublewa.
Powrót do korzeni: Kto założył koło w 1882 roku?
Przed rozpoczęciem biesiady przewodniczący wygłosił oficjalną przemowę do zgromadzonych dam i panów, w której przybliżył historię powstania organizacji oraz znaczenie jej oficjalnej pieczęci. Odczytano oryginalny protokół założycielski, z którego wynika, że stowarzyszenie zostało powołane do życia 13 października 1882 roku przez następujących pionierów podgdańskiego pszczelarstwa:
Adolf Lebbe - właściciel majątku (Hofbesitzer) z Gischkau (Juszkowo)
Julius Gottke - właściciel majątku z Gischkau (Juszkowo)
Heinz. Popp - właściciel majątku z Gischkau (Juszkowo)
Neumann - mistrz śluzowy (Schleusenmeister) z Praust (Pruszcz)
Bellaire - mistrz stolarski (Tischlerm) z Praust (Pruszcz) / Prangschin (Prędzieszyn), występujący jednocześnie jako pełnomocnik i reprezentant kolejnych założycieli: Zimmermanna i Lensera z Prędzieszyna oraz Budtkego i Raddego ze Straszyna (Straschin).
Pierwszym przewodniczącym koła wybrano wówczas Adolfa Lebbe. Po części historycznej wzniesiono huczny, humorystyczny toast za płeć piękną, który zainicjował nauczyciel Meyer z Bankau (Bąkowo), po czym ruszono do tańca. Radosna zabawa z udziałem rodzin trwała tradycyjnie do późnych godzin nocnych.
Spotkanie stowarzyszenia 18 marca 1894 roku w Straschin (Straszyn)
Pierwszy zjazd w nowym roku zorganizowano w gościnnych progach karczmy pana Rohde (Gastwirth Rohde) w Straszynie. Na spotkaniu pojawili się: Ganzow, Schulz, Ganz, Lebbe, Gottke, Storski, Wypalowski, Rohde, Lauck, Zimmermann oraz sekretarz Kindel.
Przewodniczący serdecznie przywitał zebranych, życząc im wybitnego i bogatego w miód roku pszczelarskiego. Z powodu ponownego braku księgi, odczytanie zimowego protokołu z Lublewa musiało zostać przełożone.
Wybory zarządu i 100 marek na manko
W punkcie drugim przystąpiono do wyboru delegatów oraz obsady kluczowych stanowisk. Zebrani uznali jednogłośnie, że dotychczasowy, sprawdzony zarząd powinien pozostać na kolejną kadencję w niezmienionym składzie. Pojawił się jednak problem ze skarbnikiem, który z powodu natłoku obowiązków stanowczo domagał się zwolnienia z funkcji. Aby zatrzymać go na stanowisku i zrekompensować trud prowadzenia rozliczeń, stowarzyszenie podjęło ważną uchwałę: oficjalnie przyznano skarbnikowi kwotę 100 marek na pokrycie ewentualnych niedoborów kasowych (Mankogelder).
W toku dalszych ustaleń podjęto decyzję o tymczasowym wstrzymaniu planów wydawania własnego, lokalnego czasopisma dla Prus Zachodnich (Westpreußen). Na oficjalnych delegatów reprezentujących koło na zjazdach wyższego szczebla wybrano panów: Ganzowa, Lebbe oraz Kindla.
Twarde liczby: Ile miodu dały podgdańskie pasieki?
Punkt trzeci przyniósł fascynujące podsumowanie statystyczne działalności za miniony rok 1893. Liczby czarno na białym pokazały, jak potężną organizacją stało się podgdańskie koło. Na koniec roku stowarzyszenie liczyło aż 91 aktywnych członków, 1 członka honorowego oraz 9 certyfikowanych wędrownych nauczycieli pszczelarstwa (Wanderlehrer).
Choć wspomniano, że frekwencja na niektórych spotkaniach bywała niska, ogólny stan posiadania członków koła robił wrażenie. W ich pasiekach znajdowało się średnio od 546 do 591 rodzin pszczelich, prowadzonych w trzech różnych typach uli:
284 nowoczesne ule ramowe (Mobilstöcke)
250 tradycyjne ule koszowe, tzw. kofile/szpice (Spitzkörbe)
57 ule obręczowe/wiankowe (Kranzkörbe)
W całym 1893 roku członkowie stowarzyszenia pozyskali łącznie 2559 kg miodu oraz 72 kg wosku. Z funduszy celowych wydano również 359 marek na wsparcie/zakup uli publicznych (prawdopodobnie pokazowych lub szkoleniowych), z czego sprzedano 6 sztuk za kwotę 84 marek.
Konkurs na wzorową pasiekę i medale dla liderów
W punkcie czwartym rozstrzygnięto konkurs i przyznano nagrody dla właścicieli wzorowych pasiek (Musterbienenstände). Choć z uśmiechem uznano, że „przecież każdy z obecnych ma wzorową pasiekę”, budżet na nagrody był ograniczony i wynosił zaledwie 15 marek. Postanowiono podzielić go na nagrody finansowe (dwie po 3 marki, trzy po 2 marki i dwie po 1,50 marki).
Do nagród nominowano szerokie grono pasieczników (Garde, Lebbe, Zimmermann, Boedtke, Kindel, dr. Corne, Schulz, Meyer, Müller, Eisernitz, Nickelski), a ostateczny werdykt komisji brzmiał:
I Nagroda: panowie Garde oraz Lebbe
II Nagroda: panowie Zimmermann, Boedtke oraz Kindel
III Nagroda: dr. Corne oraz pan Schulz
Woda dla pszczół i lokalna autonomia
W punkcie piątym poruszono ważną kwestię wiosennego ratowania rodzin. Zauważono, że jeśli pszczoły mają w ulu zapasy mocno skrystalizowanego, twardego miodu, potrzebują wody, aby móc go rozpuścić i pobrać. W okresie, gdy jest jeszcze zbyt zimno na bezpieczne wyloty, pasiecznicy muszą bezwzględnie podawać pszczołom wodę bezpośrednio do uli (poić je na miejscu), by zapobiec ich osłabieniu.
Niezwykle ciekawy był punkt szósty. Członkowie koła wykazali się dużą niezależnością od centrali. Uznano, że od teraz na każdym miesięcznym zebraniu będą opracowywane własne, lokalne instrukcje i kalendarze prac pasiecznych. Powód? Wytyczne drukowane w ogólnokrajowym biuletynie (Centralblatt) były niedostosowane do specyfiki klimatycznej i przyrodniczej ich regionu i często mijały się z prawdą.
Na sam koniec skarbnik zebrał bieżące składki na rok 1894, a zarząd przyjął bardzo radykalną uchwałę: członkowie, którzy zalegają z opłatami za ubiegły rok i nie uregulują długu, zostaną bezpowrotnie skreśleni z listy członków.
Jako miejsce kolejnego spotkania oficjalnie wyznaczono Pruszcz (Praust).
Teraz już całkowicie legalnie, pod protokołem podpisy złożyli:
v. (Vorsitzende - Przewodniczący) Ganzow
s. (Schriftführer - Sekretarz) Kindel
Spotkanie stowarzyszenia 22 kwietnia 1894 roku w Praust (Pruszcz)
Kwietniowe spotkanie w Pruszczu zgromadziło liczne grono pszczelarzy gotowych do rozpoczęcia nowego sezonu. Na zjeździe stawili się: Ganzow, Storski, Zimmermann, Bendrisch, Gottke, Lebbe, Müller, Boedtke, Schulz, Stortz, Mohring, Nickelski, Mielke, Held oraz sekretarz Kindel.
Na wstępie nadrobiono zaległości organizacyjne, odczytano i pomyślnie podpisano protokoły z dwóch poprzednich spotkań.
Pierwszy kalendarz prac: 6 zasad wiosennej pielęgnacji ula
Zgodnie z obietnicą podjęcia lokalnej autonomii, w punkcie drugim opracowano autorskie, miesięczne instrukcje pasieczne (Monatliche Anweisungen). Do protokołu wpisano sześć fundamentalnych rad na przełom kwietnia i maja:
Dbałość o silne rodziny: Tylko silna rodzina przynosi realny zysk, znacznie większy niż słaba. Silną pozycję ula osiąga się poprzez niedopuszczanie do głodu owadów (zapewnienie stałego pokarmu), usuwanie zbędnych, starych zapasów miodu z gniazda (by zrobić miejsce na nowy czerw) oraz poprzez regularne podkarmianie stymulacyjne (Spekulationsfütterung).
Brak wody: Jeśli pszczołom brakuje wody na start, pasiecznik musi bezwzględnie dostarczyć im wilgotne plastry.
Utrzymanie ciepła: W ulu wciąż musi być bardzo ciepło; należy dbać o odpowiednie ocieplenie gniazd.
Usuwanie pleśni: Wszelkie spleśniałe fragmenty w plastrach muszą być natychmiast wycięte, aby rozwijający się czerw nie uległ zakażeniu.
Rodziny bezmatkowe: Ul, który na tym etapie nie posiada czerwiu (jest bezmateczny), uważa się za osierocony, należy go niezwłocznie połączyć z inną, zdrową rodziną.
Wsparcie dla słabeuszy: Słabe rodziny mogą na początku przyszłego miesiąca (w maju), przy sprzyjającej pogodzie, zostać wzmocnione poprzez podrzucenie im plastrów z wygryzającym się czerwiem od silniejszych rodzin.
Hołd dla inspektora i nowe twarze
W punkcie trzecim przewodniczący zdał szczegółowe sprawozdanie z Walnego Zgromadzenia Związku Okręgowego (Gauverein), które odbyło się w trzeci dzień Świąt Wielkanocnych. Sekretarz streścił też najważniejsze punkty z odczytu pana Lipowa.
Przy tej okazji przewodniczący Ganzow przypomniał o ogromnych zasługach dla całego okręgu, jakie położył inspektor szkolny Witt (Kreisschulinspektor Witt), który niestrudzenie i bez reszty poświęcał się podnoszeniu poziomu stowarzyszenia. Aby oddać mu szacunek, wszyscy obecni uroczyście powstali ze swoich miejsc.
Kilka pytań dotyczących życia i biologii pszczół, które zadał pan Lebbe, zdecydowano się odłożyć i szczegółowo omówić na kolejnym spotkaniu. Przed zamknięciem części oficjalnej, połączonej z zamawianiem sztucznej węzy i krat odgrodowych oraz poborem składek, przyjęto nowego członka: pana Mischlankego, nauczyciela z miejscowości Rusocin koło Łęgowa.
Jako miejsce kolejnego spotkania wyznaczono Bielkówko (Kl. Bölkau).
Pod protokołem podpisy złożyli tym razem trzej liderzy: przewodniczący Ganzow, Adolf Lebbe oraz sekretarz Kindel.
Pamiątki po juszkowskich pszczelarzach: Księga protokołów i oryginalna karafka REX. Kawałek lokalnej historii na jednym ujęciu. Przedwojenne dokumenty w towarzystwie wyjątkowej, litrowej butli słynnej marki REX. Drugą Księgę protokołów okręgu cechowego w Gischkau (Juszkowie) rozpoczęto dnia 23 marca 1890 roku. Obok niej znajduje się oryginalna litrowa karafka REX (No 3 b). To zabytkowe naczynie z linii Rex Conservenglas oficjalnie charakteryzuje się wzorem plastra miodu (niem. Wabenmuster), co idealnie nawiązuje do pszczelarskich tradycji regionu.
Część II Kroniki Stowarzyszenia Pszczelarzy z Juszkowa. Podsumowanie
Druga część Kroniki, obejmująca kolejne 15 spotkań, przyniosła mnóstwo emocji i historycznych odkryć. Przeżyliśmy wspólnie tłumne podsumowania roczne, podziwialiśmy rozmach wielkiej lipcowej wystawy, a także dotknęliśmy momentów pełnych dramatyzmu, takich jak śmierć lokalnego młynarza z Krzywego Koła. Te kilkanaście protokołów to przede wszystkim kopalnia czysto pszczelarskich ciekawostek, które rzucają zupełnie nowe światło na dawne rzemiosło w Juszkowie (Gischkau) i okolicy Wyżyn Gdańskich.
Ogromne dzięki, że zajrzeliście do tej części! Odtworzenie tych historii wymagało ponownej, iście mrówczej pracy detektywistycznej, zwłaszcza podczas wielogodzinnego przeczesywania dawnej prasy w poszukiwaniu wzmianek o tamtych wydarzeniach.
Zgromadzone protokoły z tego okresu pokazują nie tylko ewolucję technik pasiecznych na przełomie wieków, ale przede wszystkim silne więzi społeczne i gospodarcze mieszkańców dawnego Gischkau. Zamykając ten rozdział historii, wyraźnie widzimy, jak pasja do pszczelarstwa stała się fundamentem lokalnej tożsamości, której materialnymi świadkami są dziś zabytkowa księga oraz kultowe naczynie z motywem plastra miodu.
A to jeszcze nie koniec... W oczekiwaniu na Część III zdradzimy Wam, że przed nami wciąż około dwieście kart pełnych niesamowitych zapisków. Będzie co robić!
Dziękuję za Twoją wizytę. Moje działania poszukiwawcze i historyczne prowadzę pro publico bono, czyli z czystej pasji do odkrywania przeszłości i dzielenia się wiedzą z Państwem. Z myślą o nowoczesnych formach kontaktu założyłem portal, na którym można „postawić wirtualnie kawę” – drobny gest wsparcia dla mojej pracy.
Jednak najwięcej radości sprawia mi bezpośredni kontakt: wspólne wypicie gorącej, pachnącej kawy lub herbaty i wysłuchanie Państwa opowieści o dawnych czasach, dzieciństwie czy zmianach, które zaszły w naszym otoczeniu. To właśnie zdjęcia, pamiętniki i wspomnienia są często prawdziwym motorem napędowym moich działań – inspirują do dalszych poszukiwań, do burzy mózgów wśród pasjonatów historii, którzy chcą odkrywać przeszłość i dzielić się nią w kontekście naszych małych ojczyzn.
Dziękuję za uwagę, czas poświęcony na odwiedziny i za wszystkie historie, które zechcecie podzielić się ze mną. Każda z nich sprawia, że moja pasja do historii staje się pełniejsza i bardziej żywa.
Źródła:
1. Leipziger Bienenzeitung, https://catalog.hathitrust.org/Record/008009179.
2. Tradycyjne ule słomiane, https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Straw_hive.jpg.
3. Prowincjonalna Wystawa Pszczelarska, https://dlibra.bibliotekaelblaska.pl/Content/9697/PDF/177.pdf.
4. Ule lüneburskie, https://historisches-museum-hellental.de/honig-co.html.
5. Dziennik powiatowy dla powiatu gdańskiego, https://jbc.bj.uj.edu.pl/Content/534617/NDIGCZAS027312_81017166.pdf
Wirtualna kawa. Zapraszam i dziękuję ❤
☕ https://buycoffee.to/praust ☕






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz