Łączna liczba wyświetleń

sobota, 31 stycznia 2026

Bilet z pruszczańskiego Kina Krakus

Kino Krakus, którego już nie ma…

Kino Krakus zniknęło z przestrzeni Pruszcza Gdańskiego już dawno, ale jak widać wciąż potrafi o sobie przypomnieć.
Podczas domowych porządków jeden z czytelników i obserwatorów strony p. Krystian natrafił na prawdziwy skarb: stary bilet do kina. Papierowa karta wstępu, nieco już zmęczona swoim kinowym życiem, przetrwała ponad pół wieku, by znów wywołać wspomnienia.

Ten niepozorny bilecik stał się pretekstem do prawdziwej podróży w czasie, nie tylko do 1971 roku, kiedy trafił do kina Krakus, ale też do świata dwóch filmów z 1969 roku, które opowiadały o wydarzeniach z 1928 roku. Historia rozciąga się od słonecznej Italii, przez Słupsk (niem. Stolp), aż po lodowe pustkowia Bieguna Północnego! To niesamowite, jak jeden mały kawałek papieru potrafi połączyć tak różne miejsca i epoki, od dramatów historycznych, przez szaleństwa produkcji filmowej, po pamięć kina, które już nie istnieje.

Bilet z Kina Krakus, czwartek 19 sierpnia 1971 roku, jego historia zajęła dwa filmy, podczas których odkrywany był los sterowca Italia i inne niezwykłe opowieści związane z tym filmowym seansem


Na bilecie można odczytać:

MINISTERSTWO KULTURY I SZTUKE Naczelny Zarząd Kinematografii

BILET WSTĘPU DO KINA

Min. Kuit SL Nadz. Zarz

ODCINER KONTROLNY

Ser. Gbe

Bilet ważny tylko na oznaczony dzień 1 seans. Zachować o kontroli

I na odwrocie znajduje sie pieczątka Kina Krakus z data seansu.  



Co grano w Kinie Krakus w czwartek, 19 sierpnia 1971 roku? Co było wyświetlane było na ekranie?


Otóż był to film „Czerwony namiot”

Film opowiadał o tragicznej wyprawie Umberta Nobilego sterowcem Italia na Biegun Północny oraz o dramatycznej akcji ratunkowej, która poruszyła cały świat.

Kilka faktów dla kinomanów:

  • oryginalny tytuł: Krasnaya palatka

  • produkcja: ZSRR / Włochy (1969)

  • reżyseria: Michaił Kałatozow

  • czas trwania: 2 godz. 38 min

  • gatunek: przygodowy / dramat historyczny

Film oparty jest na autentycznych wydarzeniach z 1928 roku. Po katastrofie sterowca Italia na lodach Arktyki, słynny norweski polarnik Roald Amundsen wraz z Rosjanami zorganizował heroiczną akcję ratunkową. Wyprawa ta na zawsze zapisała się w historii eksploracji polarnej [1].

Co ciekawe, ta zrealizowana z dużym rozmachem koprodukcja radziecko-włoska otrzymała w 1972 roku nominację do Złotego Globu w kategorii najlepszego filmu zagranicznego.



 Polski plakat promujący Czerwony namiot. Wyprawy generała Nobile na Biegun Północny w 1928 roku 


Radziecki billboard, plakat kinowy filmu [2]



Dla wszystkich, którzy chcą poczuć sierpniowy klimat 1971 roku, propozycja na idealny, zimowy seans. Tutaj, żeby było ciekawiej, pozostaje wybrać wersję gdyż de facto powstały aż dwa filmy Czerwonego namiotu. Na dodatek podczas produkcji i odtwarzania scen wydarzyły się cuda, aż do maksymalnej awantury o film.

👉The Red Tent (1969) Peter Finch, Sean Connery, Claudia Cardinale

https://www.youtube.com/watch?v=mWIKj9O2M-M


  👉 The Red Tent (1969) https://www.youtube.com/watch?v=NovoRWvzDCg



„Czerwony namiot” to film, który powinien zajmować poczesne miejsce w historii kina choć w bardzo osobnej, niemal egzotycznej kategorii. Opowiada o dramatycznej wyprawie Umberta Nobilego na Biegun Północny w 1928 roku i akcji ratunkowej, zakończonej sukcesem dzięki radzieckiemu lodołamaczowi Krasin. Sama historia była dla ZSRR propagandowym skarbem i stała się pretekstem do międzynarodowej, niezwykle kosztownej koprodukcji [3].

Kulisy powstawania filmu są niemal ciekawsze niż fabuła: spory ideologiczne, nieograniczony budżet, zmieniające się wersje scenariusza, udział największych gwiazd epoki (m.in. Sean Connery, Claudia Cardinale) oraz realizacja w ekstremalnych arktycznych warunkach. Efektem były… dwa różne filmy pod tym samym tytułem, radziecki i „międzynarodowy”.

Choć obraz nie odniósł wielkiego sukcesu, pozostał fascynującą ciekawostką swoich czasów: monumentalnym, nieco groteskowym dzieckiem zimnej wojny, z imponującymi zdjęciami i muzyką Ennia Morricone, które do dziś potrafią zrobić wrażenie.

To obraz, który powinien zajmować poczesne miejsce w historii kina, choć w swojej „egzotycznej” kategorii. Opowiada historię włoskiego generała Umberta Nobilego i jego katastrofalnej wyprawy sterowcem Italia nad Arktykę w 1928 roku. Po katastrofie połowa załogi zginęła, reszta znalazła się w dramatycznej sytuacji — i dopiero radziecki lodołamacz Krasin uratował rozbitków. Historia sama w sobie brzmi jak scenariusz filmu przygodowego, ale to naprawdę wydarzyło się naprawdę.

"Italia" w Słupsku. Pechowa ekspedycja Italii. Ekspedycja polarna sterowca Italia w 1928 roku miała być spektakularnym sukcesem.  Okazała się pasmem porażek, które kosztowało życie połowy załogi [3]



Samo powstanie filmu było równie szalone, co fabuła. Radzieckie Mosfilm rzuciło niemal nieograniczone środki, reżyser Michaił Kałatozow walczył z ideologią, ambicjami gwiazd i wymaganiami Włochów. W efekcie powstały dwa filmy pod tym samym tytułem, radziecki i międzynarodowy, z różną muzyką i nieco inną narracją. 

Wyprawę od początku prześladował pech. Podczas lotu z Mediolanu do Słupska Nobile o mały włos nie stracił sterowca, gdy nad Czechosłowacją rozpętała się burza. Grad i błyskawice zagrażały wypełnionemu wodorem statkowi powietrznemu, każda chwila mogła skończyć się pożarem. Podczas postoju w Słupsku, Nobile postanowił naprawić wszystkie uszkodzenia spowodowane przez burzę. 16 kwietnia 1928 r. "Italia" zakotwiczyła w hangarze w Jezierzycach, a znamienitego gościa umieszczono w najelegantszym słupskim hotelu "Mund". Odbył się również oficjalny bankiet [4]



Dziś, oglądając „Czerwony namiot”, trudno uwierzyć w wysiłek i chaos, który towarzyszył jego powstawaniu. To dzieło swojego czasu, pełne ambicji, propagandy i szaleństwa wielkiego kina. A dla mnie? To także kawałek wspomnień o kinie, które już nie istnieje, o biletach i zapachach, które przetrwały tylko w pamięci i w szufladach starych domów.

Trasa przelotu sterowca „Italia” – z Rzymu przez Mediolan do Słupska, a dalej ku biegunowi. Fragment dokumentuje pechową podróż, w trakcie której burze i grad niemal zniszczyły statek powietrzny.



Czasem jeden stary bilet potrafi otworzyć całą historię i przypomnieć, że kino nie zawsze było tylko rozrywką, ale też wehikułem czasu.





1. Filmweb, Czerwony namiot, https://www.filmweb.pl/film/Czerwony+namiot-1969-4806/descs

2. Informacje na temat akcji ratunkowej, sądowego procesu, https://en.wikipedia.org/wiki/The_Red_Tent_%28film%29

3. Pechowa ekspedycja Italii, https://ciekawostkihistoryczne.pl/2021/12/12/pechowa-ekspedycja-italii/

4. Narcystyczny kapitan i tragedia w krainie lodu, https://podroze.onet.pl/ciekawe/wyprawa-umberto-nobile-sterowcem-italia-na-biegun-polnocny/9lym86g


piątek, 23 stycznia 2026

Herb Pruszcza Gdańskiego

Szanowni Państwo,

wielu z Was pisało do nas lub oznaczało nas w dyskusjach z prośbą, abyśmy odnieśli się do sprawy nowego herbu Pruszcza Gdańskiego. Nie rościmy sobie prawa do pouczania władz, jak należy rządzić miastem ani jakich symboli używać, by nie budziły wstydu czy konsternacji. Kilka słów refleksji – a nawet krytyki – jednak się należy. Zwłaszcza wobec władzy sprawowanej od lat niemal przez zasiedzenie.

Formalnie rzecz biorąc, urzędnicy nie zawsze mają obowiązek przeprowadzania konsultacji społecznych przy zmianach herbowych – wszystko zależy od zapisów statutu gminy, czy też miasta. Brak obowiązku nie zwalnia jednak z rozsądku. Herb miasta nie jest bowiem urzędowym logo ani estetyczną fanaberią kilku osób, lecz symbolem wspólnoty i jej historii. To znak, który powinien łączyć mieszkańców, a nie dzielić ich na zwolenników i zaskoczonych obserwatorów. Dobrą praktyką – nawet jeśli niewymaganą przepisami – jest informowanie mieszkańców i umożliwienie im zapoznania się z planowanymi zmianami. Brak dialogu niemal zawsze rodzi niepotrzebne kontrowersje, szczególnie gdy chodzi o symbole mające funkcjonować przez kolejne dekady.

W dyskusjach często pojawiało się porównanie do Gdańska, gdzie – jak przypominano – za podobne projekty płaci się niemałe pieniądze. Warto więc przywołać przykład województwa pomorskiego. Projekt logo „Pomorskie”, autorstwa Andrzeja Pągowskiego, zaprezentowany w 2015 roku, kosztował około 90–93 tys. zł i powstawał ponad rok. Wzbudził przy tym ogromne kontrowersje i do dziś bywa przywoływany jako przykład kosztownej, a niekoniecznie powszechnie akceptowanej zmiany wizerunkowej.

Jak się okazuje, w Pruszczu Gdańskim skala wydatków wcale nie była tak odległa (co prawda różnica dziesięciu lat na pewno miałaby istotny wpływ na koszty). Miasto zamówiło nie tylko sam herb, ale pełen pakiet identyfikacji wizualnej oraz elementy Systemu Informacji Miejskiej. Z dostępnych dokumentów wynika, że łączny koszt przedsięwzięcia wyniósł 83 950 zł brutto, na co złożyły się:

  • 6 150 zł – studium historyczno-heraldyczne,

  • 35 000 zł – korekta herbu oraz podstawowe elementy identyfikacji wizualnej (typografia, kolorystyka, flagi, pieczęcie, papiery firmowe),

  • 42 800 zł – identyfikacja wizualna, System Informacji Miejskiej oraz komunikacja zmiany (pylony, witacze, oznakowanie ulic, materiały informacyjne, strona WWW, wystawa, animacje i prelekcje).

Warto przy tym pamiętać, że koszt samego projektu to dopiero początek. Zmiana herbu pociąga za sobą lawinę kolejnych wydatków: od wymiany pieczęci i papierów urzędowych, przez tablice z nazwami ulic, oznakowanie budynków i jednostek miejskich, aż po elementy infrastruktury i materiałów promocyjnych, które przez lata funkcjonowały z dotychczasowym godłem pruszczańskim. W skali całego miasta oznacza to setki tysięcy, a docelowo nawet miliony złotych, wydawane na zmiany wizualne, których zasadność i społeczna akceptacja wciąż pozostają przedmiotem dyskusji.

To kolejny powód, by przy tego typu decyzjach stawiać na dialog, rozwagę i transparentność – zanim, a nie dopiero wtedy, gdy kolejne publiczne pieniądze zostaną już nieodwracalnie wydane.

Wszystko to dzieje się w mieście, które z jednej strony deklaruje troskę o historię, a z drugiej – od lat pozwala na jej stopniowe wypieranie: przez nieprzemyślane remonty, wyburzenia historycznych domów i zastępowanie ich „stylizowanymi” nowymi obiektami, a także przez tworzenie urzędowych bytów mających w nazwie historię, lecz funkcjonujących raczej jako administracyjne wydziały niż realne instytucje pamięci.

Nie chodzi o to, by każdą zmianę torpedować. Chodzi o to, by w mieście z tak złożoną i ciekawą przeszłością historia nie była jedynie dekoracją do bieżących decyzji, lecz realnym punktem odniesienia. A to wymaga rozmowy, nie tylko uchwał.

Obecnie, gdy środki publiczne zostały już wydane, a mieszkańców postawiono przed faktem dokonanym, postanowiliśmy sprawdzić, jak mogłaby wyglądać alternatywa. Zwróciliśmy się do ogólnodostępnych narzędzi sztucznej inteligencji, przekazując im kilkanaście precyzyjnych wytycznych dotyczących historii Pruszcza Gdańskiego, z odniesieniami do dawnych nazw Prust i Praust, lokalnej symboliki oraz zasad klasycznej heraldyki.

W ciągu kilku minut otrzymaliśmy spójne propozycje, które – niezależnie od oceny estetycznej – pokazują, że proces projektowy można prowadzić szybko, transparentnie i w oparciu o jasno zdefiniowane założenia. Dla porównania: analogiczny proces po stronie urzędowej trwał kilka lat i wiązał się z bardzo wysokimi kosztami.

Jednym z kluczowych pytań, jakie postawiliśmy, było:
czy historycznie bardziej uzasadnionym symbolem dla miasta jest lew czy gryf?
Lew funkcjonował w dotychczasowym herbie, jednak – jak argumentowano – „przestał odpowiadać” nowej wizji. W jego miejsce pojawił się nowy znak, który według oficjalnych zapewnień ma być zgodny z zasadami heraldyki, choć wielu mieszkańców odbiera go jako nieczytelny, a nawet groteskowy. Do dziś nie ma też jasności, czy nowy symbol przedstawia lwa, gryfa, czy raczej formę pośrednią.

Sztucznej inteligencji jasno wskazaliśmy kontekst historyczny:

  • Pruszcz Gdański nie posiadał średniowiecznego herbu miejskiego,

  • pierwszy znany znak heraldyczny pojawił się w herbarzu Wolnego Miasta Gdańska jako herb parafii prausterskiej (równoramienny krzyż),

  • w latach 60. XX wieku podejmowano próby stworzenia herbu miejskiego,

  • współczesna zmiana herbu budzi poważne wątpliwości co do zgodności z zasadami heraldyki oraz ciągłości symbolicznej.

Efektem było kilka propozycji opartych na klasycznych regułach heraldycznych: prostych formach, czytelnych barwach i symbolice zakorzenionej w historii miejsca, a nie w doraźnych trendach wizualnych. Nie jako gotowe „rozwiązania do wdrożenia”, lecz jako dowód, że dialog, analiza i alternatywy były możliwe – i to bez wieloletnich procedur oraz znaczących wydatków.

Ten eksperyment nie ma na celu podważania decyzji już podjętych. Pokazuje jednak, że przy symbolach tak ważnych jak herb miasta, warto najpierw zapytać, poszukać i porozmawiać – zamiast dopiero po fakcie tłumaczyć, dlaczego „tak musiało być”.

Zapytaliśmy również o stylizację pazurów lwa – ich liczbę i formę, które w komentarzach były wielokrotnie przedmiotem sporów – oraz o wygląd litery „P”, dla której z dużą starannością próbowano doszukiwać się historycznych inspiracji w stylistyce przełomu XIX i XX wieku, w tym na kartkach pocztowych z dawnego Praust.

W ciągu zaledwie kilku minut otrzymaliśmy spójną propozycję, możliwą do dalszego dowolnego korygowania zgodnie z zasadami heraldyki. Co istotne, nie podejmowaliśmy się już kolejnych modyfikacji – nie dlatego, że projekt był „skończony”, lecz dlatego, że sam proces jasno pokazał, iż środki publiczne można było przeznaczyć na znacznie ciekawsze i bardziej potrzebne cele. Wydatki poniesione na wieloletnie prace projektowe wydają się bowiem niewspółmierne do efektu końcowego.

To klasyczny przykład różnicy pomiędzy rozwiązaniem prostym a urzędowym – jak między ławką kupioną w markecie a „ławką urzędową”, gdzie końcowy koszt potrafi urosnąć do zupełnie innej skali.

Poniżej prezentujemy propozycję oraz krótkie wyjaśnienia, oparte na najprostszych i najbardziej klasycznych wytycznych heraldycznych dla herbu Pruszcza Gdańskiego.


Propozycja herbu „Lew Prausterski”

Tarcza (pole herbowe)

Błękitna (azure) — kolor tradycyjnie używany w heraldyce pomorskiej i bałtyckiej; symbolizuje rzekę Radunię, wodę, spokój i wierność.

Godło główne

Lew złoty (or), wspięty (rampant), zwrócony w prawą stronę (heraldyczną), z czerwonym językiem i pazurami (barwy gules, typowe dla lwów pomorskich).

  • Lew w heraldyce pomorskiej występuje często, również w licznych dawnych pieczęciach miast pruskich.

  • Lew nie jest gryfem — dzięki temu nie powstaje konflikt z herbem gminy.

  • Lew nawiązuje do obecnego herbu, a także historycznej przynależności do Gdańska.

Atrybut – litera „P”

Lew trzyma w łapie:

Złotą literę „P” (or), stylizowaną na gotycką uncjałę, aby nawiązać do historycznej nazwy Praust.

Litera „P”:

  • zachowuje pełną zgodność heraldyczną (litery i cyfry mogą występować w herbach),

  • jest jasnym i dosłownym symbolem Praust / Pruszcza,

  • wygląda jak element godła, a nie logos.

Dodatkowe elementy symboliczne (opcjonalne)

Można rozważyć delikatne wprowadzenie symboli bez „przeładowania” tarczy:

  • Pod łapami lwa mała fala srebrna (argent) – symbol Raduni.

  • Nad lwem drobna złota gwiazda sześciopromienna (or) – symbol rozwoju miasta i jego powojennej historii (często stosowany neutralny element heraldyczny).

Dlaczego projekt jest heraldycznie poprawny?

- wyraźne barwy: or – gules – azure – argent
- prosta, czytelna kompozycja (nic nie zasłania lwa)
- brak cieni, trójwymiarów, logotypowych deformacji
- tradycyjna postawa lwa (rampant)
- symbol lokalny („P”) w formie akceptowalnej heraldycznie
- brak konfliktu z miejscowym herbem gminy (gryf)
- łatwy do odwzorowania w wersjach: druk, tablice, pieczęcie



Przedstawiam współczesną, ale w pełni heraldyczną propozycję herbu, która:

  • nawiązuje do historii Prausta / Pruszcza,

  • nie odtwarza średniowiecza na siłę, bo takiego herbu faktycznie nie było,

  • uniknie groteski,

  • jest czytelna, symboliczna, zgodna z regułami heraldyki,

  • może służyć realnie jako herb miejski.

HERB PROPOZYCYJNY DLA MIASTA PRUSZCZ GDAŃSKI

„Lew dla Pruszcza Gdańskiego z nawiązaniem prausterskim (z Krzyżem i Literą P)”

TARCZA HERBOWA

Kolor pola: błękit (azure)
– symbol: Radunia, Pruszcz jako miasto rzeki, związek z wodą i pomorskim krajobrazem.
– kolor dopuszczony i klasyczny dla heraldyki miejskiej.

GODŁO GŁÓWNE: LEW ZŁOTY (OR) – WSPÓŁCZESNA HERALDYKA, CZYTELNA FORMA

Postawa:

Lew wspięty (rampant), zwrócony w prawo heraldyczne.
– jasna identyfikacja, bez wątpliwości „gryf czy lew”.
– forma klasyczna, ale rysowana współcześnie (czysta linia, symboliczny detal, bez logotypowania).

Barwy:

  • ciało: złote (or)

  • pazury i język: czerwone (gules)

Uzasadnienie:

Lew jest tradycyjny dla Pomorza i dawnych osad pruskich — pojawia się w ikonografii regionu znacznie częściej niż gryf.
Może pełnić funkcję stabilnego symbolu miejskiego, odpornego na interpretacje.

ATRIBUT 1 – LITERA „P” ZŁOTA (OR)

Lew trzyma w przednich łapach złotą, gotycyzującą literę „P”, jako czytelne odniesienie do:

  • Praust (nazwa historyczna),

  • Pruszcza (nazwa współczesna),

  • tradycji pieczęci miejskich, gdzie litery były dopuszczalne.

Litera „P” nie jest dekoracją — staje się heraldycznym ładunkiem, pełnoprawnym symbolem.

ATRIBUT 2 – KRZYŻ RÓWNORAMIENNY SREBRNY (ARGENT)

Nawiązanie do jedynego historycznie udokumentowanego symbolu Praust — herbu parafii prausterskiej z herbarza Wolnego Miasta Gdańska.

Umiejscowienie krzyża:

W głowicy tarczy (u góry), niewielki, pojedynczy, srebrny.
– Nie dominuje nad lwem.
– Nadaje historyczną ciągłość bez przeładowania kompozycji.

ELEMENTY OPCJONALNE (jeśli miasto chciałoby bogatszą symbolikę)

Fala srebrna (argent) w podstawie tarczy

– symbol Raduni i Kanału Raduni;
– nie koliduje z godłem;
– nie przeciąża kompozycji.

Można ją dodać lub pominąć — projekt działa w obu wersjach.

KONSTRUKCJA CAŁOŚCI — ZASADY HERALDYKI ZACHOWANE:

- czytelność z daleka
- mała liczba elementów
- wyraźny kontrast (błękit – złoto – czerwień – srebro)
- symbolika nawiązująca do historii i tożsamości miasta
- brak cieni, efektów 3D, logotypowych deformacji
- łatwość wykonania na pieczęciach, dokumentach, tablicach

STRESZCZENIE PROJEKTU

Na błękitnym tle złoty lew wspięty, z czerwonymi pazurami i językiem, trzymający złotą literę P. W głowicy tarczy — srebrny krzyż równoramienny nawiązujący do herbu parafii prausterskiej. (Opcjonalnie: fala srebrna u podstawy).

To projekt, który mógłby zostać prawdziwym herbem miejskim, a nie obrazkiem, którego nikt nie rozumie.


W HERALDYCE LEW NIE MUSI MIEĆ 5 PAZURÓW  (?).

Heraldyczny lew zwykle ma 4 pazury — nie 5.

W większości klasycznych bestiariów heraldycznych, wzorników i herbarzy (XIII–XIX w.) lew przedstawiany jest:

  • z czterema palcami na łapie (3 palce + kciuk),

  • z widocznymi czterema pazurami,

  • czasem stylizowany tak, że widać tylko 3 pazury.

Dlaczego?

Bo heraldyka jest stylizacją, a nie anatomią.
W heraldyce najważniejsza jest rozpoznawalność i ekspresja — nie szczegółowy realizm zwierzęcia.

A jak jest w profesjonalnej heraldyce europejskiej?

Przykłady lwów z czterema pazurami:

  • Herb Czech (Lew czeski) – 4 pazury

  • Herb Normandii – 4 pazury

  • Herb Habsburgów – 4 pazury

  • Herb św. Marka (Wenecja) – 4 pazury

  • Herb Brabancji – 4 pazury

  • Lew Luksemburski – 4 pazury

To są wzorcowe, profesjonalne herby europejskie.

Dlaczego mieszkańcy tak często uważają, że „powinno być 5 pazurów”?

Bo współczesne grafiki (nieheraldyczne) — np. z podręczników, bajek czy popkultury — przedstawiają lwa anatomicznego z 5 palcami.

Heraldyka nie pokazuje zwierząt anatomicznie.
To symbol, nie zdjęcie.

Czy przedstawiony przeze mnie lew jest zgodny z heraldyką?

Tak.
To prawidłowy, heraldyczny układ:

  • postura: rampant,

  • stylizacja: uproszczona, kontrastowa,

  • pazury: 4, barwa kontrastowa,

  • zgodność z zasadą czytelności,

  • brak błędów heraldycznych.

Minimalizm nie ma tu znaczenia - to klasyczna forma heraldyczna.

W HERALDYCE LITERA NIE MOŻE WYGLĄDAĆ JAK WSPÓŁCZESNY KRÓJ PISMA.

Ma być symboliczna, ponadczasowa i stylizowana, a nie wyglądać jak z Worda, logotypu czy współczesnej typografii.

Jakie litery są dopuszczalne w heraldyce?

Litery pojawiały się w wielu europejskich herbach od XV wieku — ale zawsze:

1. w formie stylizowanej, nie „czcionkowej”

Litera nie może wyglądać jak Arial, Calibri, Helvetica, Times, ani jak nowoczesne fonty.

2. musi pasować do stylu rysunku herbu

Jeżeli lew jest heraldyczny, nie może trzymać litery wyglądającej jak z plakatu 2022 r.
Wtedy powstaje dysonans stylistyczny.

3. powinna mieć cechy epoki, do której nawiązuje symbol miasta

W przypadku Praust / Pruszcza mamy dwie naturalne możliwości:

A – gotycyzująca uncjała (XI–XV w.)

Bardzo naturalna, bo ziemia gdańska była krainą silnie związaną z gotykiem.
Litera „P” w takiej formie:

  • wygląda dostojnie,

  • jest ponadczasowa,

  • kojarzy się z dokumentami miejskimi, pieczęciami i księgami,

  • daje natychmiastowy „heraldyczny” odbiór.

B – renesansowa kapitala (XVI w.)

Prosta, ale nadal stylizowana – znana z renesansowych pieczęci miejskich.

Obie te wersje są zgodne z heraldyką, obie unikają współczesności.

A czego robić NIE WOLNO?

  • Litery wyglądającej jak z nowoczesnego fontu.

  • Litery stylizowanej „na logo”.

  • Litery z gradientami, efektem 3D, cieniami.

  • Litery o zmiennym nacisku pióra (kaligrafia współczesna).

  • Litery cartoonowej lub geometrycznej.

  • Litery bez żadnych historyzujących cech (czyli zwykłe „drukarskie P”).

To właśnie był problem wielu współczesnych herbów – litera wygląda, jakby ją wklejono z katalogu fontów.

Czy litera „P” w naszej propozycji jest wystarczająco stylizowana?

Tak, ale można ją bardziej upodobnić do uncjały lub kapitali renesansowej, żeby wzmocnić tożsamość historyczną.


Co byłoby najlepsze dla współczesnego herbu miasta?

Najlepsza jest stylizacja, która jest:

  • ponadczasowa,

  • historyczna,

  • prosta,

  • dojrzała heraldycznie,

  • dobrze pasująca do lwa,

  • czytelna z daleka.

Zwykle wybiera się uncjałę lub kapitalę renesansową, bo są neutralne i mają tradycyjną godność, a jednocześnie nie wyglądają jak starodawna fantazja.


Poniżej prezentujemy propozycję, której nie modyfikowaliśmy ani nie „upiększaliśmy” kolejnymi wariantami. Pozostawiliśmy ją dokładnie w takiej formie, w jakiej została zaproponowana w odpowiedzi na jasno zadane pytania i historyczne odniesienia. Jest to pierwsza, podstawowa propozycja symbolu – wynikająca z analizy przeszłości Prust i Praust, a nie z bieżących wizji czy urzędowych kompromisów.

Ten przykład pokazuje dość dobitnie, że korzystając z nowoczesnych narzędzi można w krótkim czasie przygotować rozwiązanie bardziej czytelne, spójne i osadzone w kontekście historycznym, bez wieloletnich procedur i kosztownych procesów decyzyjnych. Co równie istotne – takie podejście pozwala uniknąć późniejszych niejasności i tłumaczeń na kolejnych spotkaniach czy zebraniach, podczas których mieszkańcy próbują ustalić, czy patrzą na lwa, gryfa, czy może zupełnie inny twór.

Nie chodzi o to, by kwestionować każdą decyzję władzy. Chodzi o to, by symbole miasta były na tyle jednoznaczne i przemyślane, aby nie wymagały ciągłych wyjaśnień – i by władza nie musiała się z nich tłumaczyć zamiast z dumą je prezentować.





niedziela, 4 stycznia 2026

Park na prausterskim Błędniku

 Historia prausterskiego Parku na Błędniku


Ta ciekawa historia została odkryta na nowo na podstawie starej mapy Pruszcza (dawniej Praust), zawierającej zarówno zwyczajowe, jak i historyczne nazwy terenów. Analiza tej mapy pozwoliła odtworzyć zapomniane działania gdańskiego landrata, historię powstania parku, a w konsekwencji także jego upadek związany z działalnością znanych wówczas rzezimieszków i morderców.


Rejon, o którym mowa, znajduje się w trójkącie dzisiejszych ulic: Zastawnej, Armii Krajowej i Grunwaldzkiej.

1. Historia Parku na Błędniku to rejon  dzisiejszych ulic: Zastawnej, Armii Krajowej i Grunwaldzkiej.




W okresie rządów Samuela von Treuge, administratora dystryktu gdańskiego (Landkreis Danzig) w latach 1818–1844, Pruszcz (Praust) przeżywał dynamiczny rozwój. Budowano nowe szosy, sadzono drzewa oraz zakładano tereny zielone. Jednym z takich przedsięwzięć był Park przy prausterskim Błędniku, założony w 1819 roku, który istniał do około 1847 roku.

2. Samuel von Treuge, administrator dystryktu gdańskiego (Landkreis Danzig) w latach 1818–1844 [1]


W planach było także utworzenie w tym miejscu restauracji i przestrzeni rekreacyjnej. Niestety, ambitne zamierzenia zostały przekreślone przez działalność przestępczą, która naznaczyła ten obszar złą sławą.


W okolicznych lasach i zaroślach ukrywali się bowiem Repping i Zinnack, znani XIX-wieczni złodzieje i mordercy działający w rejonie Gdańska. Byli oni przywódcami licznej bandy rabusiów, siejących postrach wśród mieszkańców okolic Pruszcza. Ich działalność koncentrowała się w trójkącie pomiędzy drogą do Tczewa a okolicami Świncza. Dla poskromienia ich działań sprowadzono do Gdańska dodatkowo 20 sierżantów policji [2].

Kulminacją ich przestępczej kariery był głośny proces karny w 1853 roku, znany jako „proces gigantów Reppinga i Zinnacka”. Postępowanie, w którym sądzono łącznie 28 członków bandy, odbywało się w Gdańsku w styczniu i lutym 1853 roku i było szeroko komentowane w całym regionie.

Skala przestępczości była tak duża, że władze zmuszone były zatrudnić dodatkowych sierżantów pomocniczych, aby zapewnić mieszkańcom podstawowe bezpieczeństwo. Działalność bandy skutecznie zniechęciła do dalszego zagospodarowywania parku, który ostatecznie został wycięty i popadł w zapomnienie.

Szczegółowy, wierny opis procesu z 1853 roku, wraz z biografiami przywódców gangu, został utrwalony w XIX-wiecznych publikacjach poświęconych tej sprawie.

3. Strona tytułowa książki z procesu i występków grupy Reppinga i Zinnacka [3]


Poniżej wycinki z Kroniki Wsi Praust Wilhelma Hoffmana o tym terenie [4]:

1819 rok

Nasza miejscowość weszła na drogę szybkiego rozwoju pod aktywnym zarządem pana landrata Treugego. 

Już w 1819 r. rozpoczęto w Pruszczu budowę wielkiej szosy państwowej do Gdańska, którą w późniejszym czasie poprowadzono dalej w drugim kierunku przez Tczew do Bydgoszczy.

 

Landrat zadbał także o poprawę dróg wiejskich oraz posadzenie drzew przy tych drogach, jak i nad brzegiem Raduni. Ponadto zawdzięczamy mu założenie parku wiejskiego w celu upiększenia miejscowości (ten tzw. „błędnik" położony był na południowym skraju wsi, w trójkącie, pomiędzy drogami do Tczewa i Świńcza, i istniał do 1847 r.).


4. Prausterski błędnik (Irrgarten) rejon  dzisiejszych ulic: Zastawnej, Armii Krajowej i Grunwaldzkiej. Widoczny stary most na rzece Radunii i Różane Ogrody-aktualnie miejsce Parku Kultury "Faktoria" 




 1847 rok

Ponieważ w błędniku (Irrgarten) przebywał często podejrzany element (Repping i Zinnack, dwaj siejący strach mordercy na tle rabunkowym z tamtych czasów, mieli tam rzekomo mieć przez jakiś czas swoją kryjówkę), a zatrudnienie osobnego dozorcy parku było dla chłopów za drogie, teren ten zaplanowano przeznaczyć pod restaurację w lasku. Jednakże landrat odmówił wydania zezwolenia, na co gmina przedstawiła sprawę w rejencji, jednakże z tym samym skutkiem. W konsekwencji tych zdarzeń, na zgromadzeniu gminnym w dniu 19 października 1847 г. po-stanowiono o wycięciu drzew w parku, drzewa stojące na dzień I grudnia w mniejszych partiach ponumerowano i sprzedano pod wycinkę oferującym najwyższą cenę.

5. Prausterski błędnik (Irrgarten) po wycięciu drzew i budowie nowego osiedla w latach drugowojennych. Rejon  dzisiejszych ulic: Zastawnej, Armii Krajowej i Grunwaldzkiej.


Poniżej list gończy wydany za Reppingiem i Zinnackiem, opublikowany 15 marca 1848 roku w Amts-Blatt der Königlichen Regierung zu Danzig. Materiał otrzymaliśmy od znawcy gdańskiego środowiska przestępczego z połowy XIX wieku, dr. R. Kubusa, na którego wykładach miałem okazję uczestniczyć w trakcie studiów na Gedanistyce.

Nr 289. W nocy z 10 na 11 bieżącego miesiąca następujące cztery osoby, określone poniżej, stanowiące największe zagrożenie dla bezpieczeństwa publicznego i wielokrotnie karane, a mianowicie: robotnicy Johann Peter Bottke, Heinrich Jacob Lange, Carl Eduard Brock i szklarz August Otto Robert Repping z miejscowego więzienia karnego, gdzie przebywali w areszcie śledczym za kradzież i rozbój uliczny, uciekli w wyniku gwałtownej ucieczki. 

Wszystkie władze cywilne i wojskowe proszone są o zatrzymanie czterech wymienionych osób w przypadku ich pojawienia się i dostarczenie ich do więzienia karnego. 

  Gdańsk, 15 marca 1848 r.


6.  List gończy za Reppingiem i Zinnackiem, opublikowany 22 marca 1848 roku w Amts-Blatt der Königlichen Regierung zu Danzig [5]




Na koniec kilka informacji z procesu Reppinga-Zinnacka z uwzględnieniem napadów w Praust:


7. Proces Reppinga-Zinnacka z uwzględnieniem napadów w Praust




Kradzież w gospodzie „Weißen Kruge” w Praust koło Gdańska. 5 grudnia 1851 r. inspektor Wendt jechał z zbożem do Gdańska i nocował w gospodzie „Weißen Kruge” w Praust. Wóz z zbożem został zaparkowany w przylegającej do gospody stajni. Tego samego wieczoru z wozu skradziono 2 worki zawierające 6 korców pszenicy (o wartości 14 talarów). Kradzież została jednak natychmiast wykryta, a zboże znaleziono niedaleko, ukryte w śniegu. Mieszkańcy Schwohl, Möbus, Gottke i Johann Hennig zostali oskarżeni i przyznali się do wspólnego popełnienia tej kradzieży.

8. Biała Karczma z Praust




9.  Proces Reppinga-Zinnacka z uwzględnieniem napadów w Praust


Poważna kradzież z plecaka rzemieślnika Stolmanna w pobliżu Praust.9 listopada 1851 r. o godz. 19:00 rzemieślnik Stolmann, podróżujący z Dirschau do Gdańska, spotkał w pobliżu Praust wóz towarowy, którego kierowca zabrał go ze sobą. Stolmann położył swój bagaż na wozie, który był przykryty dużym płótnem. W Praust wóz zatrzymał się przed gospodą Kranichschen Krug. Woźnica i Stolmann zeszli z wozu. Kiedy później ruszyli dalej, sakwa zniknęła z wozu i okazało się, że plandeka naciągnięta na wóz została przecięta w tylnej części. W tym przypadku mamy więc do czynienia z poważną kradzieżą, o której popełnienie oskarżono braci Carla i Jos hanna Hennigów. Podczas przeprowadzonej wkrótce potem rewizji w ich domu znaleziono różne przedmioty, które poszkodowany rozpoznał jako znajdujące się w jego torbie. Carl Hennig twierdzi, że kupił te przedmioty od mieszkańca Selasinskiego za 5 talarów, Johann Hennig twierdzi, że otrzymał je od Selasinskiego w prezencie, co oba twierdzenia zaprzecza Selasinöki.



10. Proces Reppinga-Zinnacka z uwzględnieniem napadów w Praust

Prosta kradzież u Riebesa w Praust. W lutym 1851 r. sołtys Riebesw Praust zauważył, że z jego niezamkniętego strychu skradziono różne łóżka o łącznej wartości 8 talarów. Nie udało się ustalić, w jaki sposób doszło do tej kradzieży. O popełnienie tej kradzieży oskarżono mieszkańców Fieberg i Klingenberg. Spośród nich Klingenberg przyznał się do popełnienia czynu, podczas gdy Fieberg, pomimo wszystkich oskarżeń swojego wspólnika i kilku bardzo poważnych okoliczności oraz zeznań swoich najbliższych krewnych, nie chce wiedzieć nic o złodzieju


11. Proces Reppinga-Zinnacka z uwzględnieniem napadów w Praust

Wielka kradzież w gospodzie „Roter Krug” w Branst. Na początku marca 1851 r. woźnica Chlack z Malborka nocował w gospodzie „Roter Krug” w Praust. Swoją furmankę zaparkował w stajni przylegającej do gospody. Na wozie znajdowała się również znaczna partia skór, które Chlack otrzymał w Elblągu do dostarczenia do Gdańska. Rano Ghlack zauważył, że z tych skór skradziono cały pakiet skór końskich i 14 sztuk skór błyszczących. Nie stwierdzono śladów użycia siły, a okazało się, że jedne drzwi stajni, które wieczorem były zamknięte od wewnątrz, stały otwarte i okazało się, że przez szczelinę między drzwiami a ościeżnicą łatwo było podnieść rygiel za pomocą patyczka i w ten sposób otworzyć drzwi. Wartość skradzionych skór wynosi około 67 talarów. O tę wielką kradzież oskarżono Carla Fieberga z Praust. Żona Fieberga zeznała, że w 1851 roku jej mąż wrócił pewnego dnia do domu i powiedział jej, że znalazł kilka skór przy drodze (1). Opisał jej miejsce, w którym znajdowały się te skóry, i polecił jej, aby je stamtąd zabrała i zaniósła do Schwarza, który zapłaciłby jej za nie 2 talary, co też się stało. Zgodnie z tym Schwarz zeznał, że w marcu 1851 roku Fieberg zaoferował mu skóry na sprzedaż, twierdząc, że znalazł je przy drodze. Fieberg zaprowadził go następnie w pobliże Russoezin i pokazał mu 4 zwinięte kawałki skóry końskiej, które kupił od niego 4* za 3 talary i 10 groszy. Fieberg jednak uparcie zaprzecza wszystkim tym faktom i nie chce nic wiedzieć.



12. Proces Reppinga-Zinnacka z uwzględnieniem napadów w Praust

Poważna kradzież na drodze między Praust a Russoczyn.

13 grudnia 1851 r. woźnica Christian König jechał z ładowanym wozem z Gdańska do Dirschau. Wóz był drewniany, zamknięty z tyłu poprzeczną deską. Deska poprzeczna była przymocowana za pomocą kilku sznurów, dzięki czemu wagon był zamknięty w taki sposób, że nic z załadowanych towarów nie mogło spaść. Wśród innych ładunków znajdowały się dwie beczki z kołami, wypełnione delem, oraz duża beczka Orhoft z towarami (kawa, ryż, przyprawy, orzechy brazylijskie). Król otrzymał ten ładunek w Gdańsku do dostarczenia właścicielowi majątku Mankiewiczowi w Janischau, w którym znajdowało się

1 worek z 55 funtami ryżu karolińskiego,

1 worek z 10 funtami orzechów para,

1 worek z 2 miarami zielonej pszenicy,

1 rolka kolorowej płótna woskowego,

1 żelazna patelnia,

1 para damskich butów,

1gumowe buty,

5 funtów białego sznurka

i kilka innych podobnych rzeczy. Król wyruszył z Gdańska...


1. Samuel von Treuge, https://gdansk.gedanopedia.pl/gdansk/?title=POWIAT_GDA%C5%83SKI

2. Policja, https://gdansk.gedanopedia.pl/gdansk/?title=POLICJA

3. Proces Reppinga-Zinnacka: czyli szczegółowy i wierny opis procesu karnego przeciwko 28-osobowej grupie rabusiów i złodziei, który odbył się w styczniu i lutym 1853 r. przed sądem przysięgłych w Gdańsku, wraz z biografiami przywódców grupy i historią ich uwięzienia, https://pbc.gda.pl/dlibra/publication/20736/edition/16815/

4. Z Kroniki wsi Pruszcz w powiecie Gdańskie Wyżyny Wilhelma Hoffmana (Chronik des Dorfes Praust Kreis Danziger Höhe : Sammlung der unter dem Titel "Aus vergangen Tagen" im "Anzeiger für Praust, Ohra und Umgegend" erschienen Aufsatze nach amtlichen Quellen), https://pbc.gda.pl/dlibra/publication/14999/edition/11578

5. List gończy, https://dlibra.bibliotekaelblaska.pl/dlibra/publication/25723/edition/24298

☕☕☕

Moje działania poszukiwawcze i historyczne prowadzę pro publico bono, czyli z czystej pasji do odkrywania przeszłości i dzielenia się wiedzą z Państwem. Z myślą o nowoczesnych formach kontaktu założyłem portal, na którym można „postawić wirtualnie kawę” - drobny gest wsparcia dla mojej pracy.

Jednak najwięcej radości sprawia mi bezpośredni kontakt: wspólne wypicie gorącej, pachnącej kawy lub herbaty i wysłuchanie Państwa opowieści o dawnych czasach, dzieciństwie czy zmianach, które zaszły w naszym otoczeniu. To właśnie zdjęcia, pamiętniki i wspomnienia są często prawdziwym motorem napędowym moich działań – inspirują do dalszych poszukiwań, do burzy mózgów wśród pasjonatów historii, którzy chcą odkrywać przeszłość i dzielić się nią w kontekście naszych małych ojczyzn.

Dziękuję za uwagę, czas poświęcony na odwiedziny i za wszystkie historie, które zechcecie podzielić się ze mną. Każda z nich sprawia, że moja pasja do historii staje się pełniejsza i bardziej żywa.

Wirtualna kawa. Zapraszam i dziękuję ❤

☕ https://buycoffee.to/praust ☕

Dodatek:

13.  Repping i Zinnack w Praust na tle Białej Karczmy po napadzie 5 grudnia 1851 r. na inspektora Wendta




Bilet z pruszczańskiego Kina Krakus

Kino Krakus, którego już nie ma… Kino Krakus zniknęło z przestrzeni Pruszcza Gdańskiego już dawno, ale jak widać wciąż potrafi o sobie przy...