Zanim przejdziemy do księgi oraz dokumentów dotyczących szczepień w Praust, warto przywołać nieco historii związanej ze szpitalem Wiedemanns Krankenhaus, założonym przez dr. Hermanna Theodora Wiedemanna i otwartym 1 lutego 1894 roku. Wspomniana rodzina nie tylko zajmowała się leczeniem mieszkańców, lecz także aktywnie uczestniczyła w życiu społecznym miasta, działając zgodnie z najnowszymi standardami rozwoju małych ośrodków miejskich. To z ich inicjatywy Praust zostało zelektryfikowane, wybudowano cukrownię oraz wspomniany szpital.
Jednym z powodów otwarcia kliniki – obok nowoczesnego podejścia do zarządzania miastem – była epidemia cholery, która nawiedziła również Praust. W kronikach Wilhelma Hoffmanna czytamy:
„Pod koniec maja 1831 roku cholera dotarła do Praust; jej apogeum przypadło na przełom lipca i sierpnia. Zmarło 38 osób […]. Utworzono specjalny cmentarz choleryczny, na którym pochowano 80 osób z protestanckiego Praust, Zipplau i Wojanowa, gdzie znalazły one swoje ostateczne miejsce spoczynku”.
Szpital (lazaret) w Pruszczu
Dokumentacja jego założenia i ukończenia
opracowana przez E. G. Hirschfelda-Czerniaua,
sekretarza zarządu szpitala
Wstęp
Celem niniejszego dokumentacyjnego opracowania dotyczącego powstania pruszczańskiego lazaretu jest wyrażenie, poprzez ten skromny znak, naszej trwałej wdzięczności Wielce Szanownemu Panu Przewodniczącemu, doktorowi Wiedemannowi seniorowi, za jego energiczną inicjatywę, bezinteresowną działalność oraz wybitne zaangażowanie, połączone z rzadką znajomością spraw i interesów, dzięki którym możliwe było osiągnięcie wyznaczonych celów.
Wszystkim zaś, którzy z oddaniem i życzliwością wspierali nasze przedsięwzięcie, zarówno radą, jak i czynem, przekazujemy to niewielkie pismo jako pamiątkowy dziennik, wraz z życzeniem i prośbą o dalszą, równie cenną przychylność dla naszego instytutu w przyszłości, aby cel tej instytucji dobroczynnej mógł rozwijać się w pełnym zakresie.
Wydawca
List królewieckiego profesora Wagnera z wojennej areny z jesieni 1870 roku, w którym – uznając za uczynki miłosierdzia i słuszne posunięcia – podkreślał pilną konieczność ewakuacji wojskowych lazaretów z lekko rannymi i rekonwalescentami, stał się powodem, że adresat listu, dr Wiedemann z Pruszcza, wraz z panami H. Boltem, Franzem Drewke oraz lejtnantem H. Neumannem, wszyscy z Pruszcza, zebrali się w komitet i przystąpili do zbiórek pieniężnych.
Gdy więc w ogłoszonym przez nadprezydenta Prowincji Prusy wezwaniu do mieszkańców prowincji o współudział w opiece nad chorymi i rannymi żołnierzami poprzez zakładanie rezerwowych lazaretów, na terenie dawnego gdańskiego powiatu wiejskiego działał już wspomniany wyżej komitet, zebrano tak znaczące patriotyczne datki, iż przez sześć miesięcy w jednym, utworzonym w Pruszczu lazarecie rezerwowym, można było codziennie wyżywić przeciętnie od 30 do 35 chorych żołnierzy i rekonwalescentów.
Przy zbiórce tych datków szczególnie zasłużyli się pan Wilhelm Penner, właściciel browaru w Świętym Wojciechu, oraz pan dr Wiedemann wraz z obydwoma synami.
Ten ostatni, jako lekarz naczelny lazaretu, poprzez swoją zdecydowaną postawę wobec Rady Wojennej w Berlinie doprowadził do tego, że królewska intendentura wypłaciła komitetowi środki na wyżywienie w wysokości 75 fenigów na osobę i dzień, które potraktowano jako darowiznę. Dzięki temu w wielu przypadkach, zwłaszcza tam, gdzie konieczny był dłuższy pobyt w lazarecie, możliwe było wypłacanie zwalnianym, wyleczonym żołnierzom pieniędzy stanowiących podstawę ich dalszej egzystencji materialnej, o czym świadczą dziękczynne słowa zawarte w licznych listach.
Po ewakuacji lazaretu rezerwowego, w następstwie oszczędnego i skrupulatnego administrowania, pozostała nadwyżka środków pieniężnych w wysokości 4544 marek i 22 fenigów.
4
Pieniądze te, na mocy uchwały zebrania zwołanego do Pruszcza przez gazetę powiatową w dniu 25 maja 1871 roku, w którym uczestniczyli wszyscy ci, którzy brali udział w zbiórce poprzez składki pieniężne, przekazano komitetowi z poleceniem zarządzania nimi i ich pomnażania, a mianowicie w tym celu, aby w przyszłości wybudować w Pruszczu, na zachodnim skraju okolicy, prywatny lazaret.
Na tymże zebraniu dr Wiedemann, który z bezinteresownym poświęceniem oddał się czynnościom związanym z założeniem i administrowaniem rozwiązanym rezerwowym lazaretem, a tym samym także trosce o to, aby pozostała nadwyżka środków przede wszystkim przynosiła dochód, został wybrany przewodniczącym komitetu. Na jego wniosek, absolutną większością głosów, w tajnym głosowaniu wybrano po trzech przedstawicieli z różnych klas społecznych, a mianowicie panów: J. F. Doerksena – Cedry Wielkie, Gustava Schwartza – Łęgowo, A. Schultza – Trutnowy, Carla Drawe – Zaskoczyn, H. Neumanna – Pruszcz oraz E. Hirschfelda – Czerniaua.
W dniu 9 czerwca 1871 roku komitet ukonstytuował się pod nazwą „Zarząd Pruszczańskiego Funduszu Budowy Lazaretu”, z dr. Wiedemannem jako przewodniczącym, Schultzem jako jego zastępcą, Hirschfeldem jako sekretarzem zarządu, Drawe jako zastępcą sekretarza, Neumannem jako skarbnikiem oraz Doerksenem i Schwarzem jako ławnikami. Zaakceptowano również projekt statutu, który początkowo służył jako regulamin obrad. Stały fundusz oprocentowano w celu jego pomnażania, najpierw do następnej zimy, z myślą o przyszłości.
W późniejszym czasie znany niewidomy recytator i aktor Richard Tuerschmann z Gdańska zainaugurował u nas swoją nową działalność trzema recytacjami, a mianowicie: „Brunhildą” Hebbla, „Hamletem” Szekspira oraz „Faustem” Goethego. Występ ten cechowało pełne opanowanie materiału, klasyczne oddanie oraz głębokie jego ujęcie. Niemniej godne podziwu było zróżnicowanie ról poprzez odmienne prowadzenie głosu, przy czym środki wyrazu pozostawały jedynie w niewielkim stopniu pospolite. Czysty dochód wyniósł 187 marek i 70 fenigów.
Potem w dniu 13 kwietnia 1872 roku nastąpił wykład marynarza Pana Maksa Schmidta na temat odbytych na zachodzie wypraw okrętowych na biegun północny, który przyniósł czystego dochodu 135 marek 46 fenigów.
Przez przyrost czynszów i dochodów z kar pieniężnych, wraz z powyższymi dochodami podwyższył się nasz fundusz w dniu 1 lipca 1872 roku na sumę 5700 czerwonych marek. Gdy ten z wolna wzrost niezgodny z naszymi intencjami był został postawiony wniosek u wysokiej władzy zorganizowania domowej kolekty do pomnażania funduszu. Dokładna motywacja konieczności utworzenia szpitala w Pruszczu zredagowana przez naszego przewodniczącego, którego wniosek dołączony i później w gazecie powiatowej nr 35 na 1872 rok opublikowany jako ekstra dodatek brzmi:
"Jeśli budowa szpitali dla miast jest już dłuższą uznaną potrzebą, tak więc uwydatnia się konieczność takiego urządzenia dla równiny w jeszcze znaczniej wysokim stopniu, co my krótko zakładając chcielibyśmy spróbować".
W wielu przypadkach występuje w przypadku niezamożnych chorych zwłaszcza przy niebezpiecznych chorobach brak możliwości dojazdu i sprowadzenia daleko mieszkającego lekarza, co my w przypadku epidemii cholery za często musieliśmy doświadczać, podczas gdy jednorazowy transport do przewiezienia danych chorych do zakładu leczniczego dużo lżejszy do uzyskania byłby. Ale również w przypadkach, w których powiedzie się pomoc lekarską sprowadzić u biednych mieszkańców wsi mimo to właściwie mówiąc o prawdziwej lekarskiej opiece nie ma mowy. Albowiem zazwyczaj lekarza z powodu związanych z tym trudności sprowadza się wtedy, gdy choroba jest tak zaawansowana, że na pomoc jest już za późno. Ale również pomijając to tylko raz taka sytuacja się wyjaśniła: lekarz zjawił się w mieszkaniu biednego mieszkańca wsi, izba była mała, przeludniona, bez prawie światła dziennego, w zimie w niej zimno, całkiem bez wentylacji, ponieważ półnagi mieszkaniec marne ciepło nie chciałby zastąpić zimnym powietrzem; powietrze jest okropnie ciężkie, przepełnione wszystkimi możliwymi odorami, przy czym zły gaz naftowy jeszcze w ogóle się nie liczy.
6
Zazwyczaj w sali gotowano skromne pożywienie na żelaznym piecu, przy czym para unosiła się w całym pomieszczeniu, powodując wilgoć do tego stopnia, że zimą ściany były oblodzone. W tych pomieszczeniach, na rozkładanej na ziemi słomie lub w drewnianych przepierzeniach, leżał jeden, a nieraz i kilku chorych, do których lekarz miał utrudniony dostęp.
Jak w takich warunkach możliwe jest dokładne zbadanie chorych? W takich okolicznościach zarówno prawidłowe postawienie diagnozy choroby, jak i obserwacja pacjentów – na przykład badanie żołądka, pomiar temperatury i inne są znacznie utrudnione. Lekarz jest w stanie wykonać jedynie najprostsze czynności, natomiast te często bardzo ważne, jak kąpiele, okłady itp., nie są stosowane. Nawet te najprostsze zalecenia bywają często zaniedbywane.
Dalsza opieka lub zabiegi, wskutek niedokładnego ustnego przekazywania poleceń oraz braku dokumentacji, są najczęściej przeprowadzane nieprawidłowo lub wręcz błędnie. Najwięcej uchybień popełnia się przy koniecznie zalecanej diecie, przez co dochodzi do poważnych błędów w diagnozie i leczeniu.
Czy można się temu dziwić, że na wsiach umiera tak wielu chorych lub że stają się oni nosicielami chorób, które następnie się rozpowszechniają? Zwracamy uwagę zwłaszcza na niewyleczone zapalenia płuc i powstającą na ich tle gruźlicę. Występuje także wiele schorzeń wymagających interwencji chirurgicznej, na przykład złamania kończyn, które również sprawiają poważne trudności, gdyż brak odpowiednich pomieszczeń, kilka źdźbeł słomy na podłodze lub pryczach nie wystarcza do ich wyleczenia.
7Nie chcemy w tym miejscu poruszać wszystkich istniejących problemów. Te krótkie wywody wystarczą, aby uzasadnić potrzebę istnienia szpitala, szczególnie dla okolicznych wsi. Należy przy tym wziąć pod uwagę, że koszty budowy szpitala są w ostatecznym rozrachunku niższe niż koszty opieki nad chorymi poza szpitalem, które narastają wskutek dojazdów lekarza i aptekarza, kosztów opieki itp.
Z tego powodu zmuszeni jesteśmy przewozić większość naszych chorych do szpitali w Gdańsku. Nie jesteśmy jednak przekonani, czy jest to korzystne dla samych pacjentów. Badania wykazują, że większość chorób epidemicznych powstaje na skutek zatrucia krwi, poprzez wdychanie zarazków, pleśni itp.; do tego dochodzą substancje pochodzenia roślinnego lub zwierzęcego. Właśnie w zagęszczonych miastach istnieje znacznie większa możliwość zarażenia się chorobami.
Gdańsk, jeśli chodzi o statystyki medyczne, osiągnął wysoki poziom zachorowalności i umieralności, niemal o charakterze epidemicznym. Miasto położone jest na podmokłym gruncie, zabudowane w sąsiedztwie niemal stojących wód, z wąskimi uliczkami, małymi podwórzami, bez większych placów i otoczone wysokimi wałami, przez co brak jest odpowiedniej cyrkulacji powietrza. Na tak niewielkich przestrzeniach, przy dużej liczbie mieszkańców, epidemia może wybuchnąć bardzo szybko. Jest to również przyczyną wysokiej śmiertelności w gdańskich szpitalach.
Jeżeli to tylko możliwe, każdy rozsądny lekarz kieruje swoich pacjentów na leczenie poza miasto, w przekonaniu, że świeże powietrze bywa niekiedy ważniejsze niż dobre odżywianie. My, mieszkańcy wsi, powinniśmy postępować podobnie.
8Na ciężkie choroby stawiające tym mniejszy opór szkodliwymi wpływami mamy znakomity środek leczniczy: zdrowego powietrza pozbawić i w atmosferę wysłać. A co będącymi w ciąży z chorobą krwi? Z tego powodu obserwujemy powtarzające się przypadki, że chory wysłany do gdańskiego lazaretu, gdzie są panujące tam endemie, w których choroby krwi śmiertelny wynik przyjmują pada ich ofiarą. Wprawdzie ostatnio utrzymuje się, że wskaźnik śmiertelności przez kanalizację i wodociąg w Gdańsku jest korzystniejszy, na co bezpośrednie świadectwo przytacza ostatnia epidemia cholery, lecz pewnie niesłusznie, chociaż tego nie dowiedziono.
Zatem te obserwacje poczynione nad łagodnymi wystąpieniami ostatniej epidemii cholery w Gdańsku, jak to mieliśmy również w innych miastach bez wodociągów i cotygodniowe listy statystyczne wskazują jeszcze aż do dzisiejszego dnia, że liczba zmarłych przewyższa zwykle liczbę urodzeń. Obok tych założeń przeciw transportowi chorych ze wsi do miasta pojawiają się i inne, które przez praktykę stwierdzonymi są stając się właściwie mówiąc pobocznymi, jak np.: to, że przy epidemiach miejskie szpitale często są tak przepełnione, że chory ze wsi nie może być przyjęty, że zazwyczaj musi mieć miejsce poprzednie przyjęcie, że dalszy transport do 3 mil dla wielu chorych jest zbyt uciążliwy.
Chodzi o urządzenie szpitala dla naszej tak bogato zaludnionej okolicy. Gdańsk jako plac budowy musi wobec powyższego zostać wyłączony. Dlatego miejsce na wsi zostanie ustalone, które jest wolne od owej wady. Jako takie rekomenduje się Pruszcz.
Pruszcz z ponad 1800 mieszkańcami, którzy na dużej powierzchni rozproszeni mieszkają, z apteką i dwoma lekarzami, położony nad prędko płynącą Radunią, wykazuje po prawej stronie Raduni warunki glebowe, jakie tylko można sobie życzyć do urządzenia szpitala. Według badań Pettenkofersa są tu mianowicie znakomite fluktuacje w poziomie wód gruntowych, gdy choroba pobudzający moment sobie upatrzy.
Tutaj znajdujemy prawie stały poziom wód gruntowych na głębokości 3 metrów, ponadto przepuszczający grunt żwirowy, tak że samo nagromadzenie wilgotności przy mocnych i długotrwałych opadach meteorologicznych nie ma tu miejsca i do tego przy głębokości 3 metrów dobra woda pitna. Te sprzyjające dla Pruszcza warunki chronią, jak uczy doświadczenie w rozmaitych epidemiach. Przytaczamy tu tylko przykładowo cholerę, która w pojedynczych epidemiach w innych miejscach powiatu od szóstej do trzeciej części ludności zabierała, podczas gdy największa śmiertelność dla Pruszcza przy 1800 mieszkańcach wynosiła 20 i trochę. Prócz tego przemawia za tym położenie Pruszcza prawie w środku powiatu wiejskiego między granicami powiatowymi: kościerską, starogardzką i Gdańskiem, poza tym połączenie przez znakomite drogi komunikacyjne z okolicą umożliwiające wygodny transport chorych w niekorzystnych porach roku. Pruszcz ma prócz tego stację kolejową kierunek Gdańsk - Tczew. Te krótkie napomknienie udowadnia nie tylko konieczność urządzenia szpitala dla naszego wiejskiego powiatu, lecz również dowodzi, że nie Gdańsk, lecz sam Pruszcz jest takim właściwym miejscem do budowy szpitala.
Pruszcz, 26 kwietnia 1872 r.
Zarząd
Na przeprowadzenie kolekty zezwolono nam reskryptem nad prezydenta von Horna dla gdańskiego powiatu wiejskiego z dnia 4 kwietnia 1872 toku, przez co nasz dochód czysty wyniósł 4500 czerwonych marek; sumy wpłynęły zaś dopiero w drugim roku obrachunkowym i częściowo nieco później.
W międzyczasie były prowadzone pertraktacje z zakonem joannitów nad objęciem fundacji, poddane pod wstrzymane głosowanie. To nie ziściło się, bo zakon przedłożył swój żywy interes nad sprawę z powodu jednej drobnostki - a mianowicie stanu istniejącego kapitału i zapowiedział swoje współuczestnictwo w fundacji dopiero po wybudowaniu lazaretu w perspektywie, który w objęciu fundacji miał być najważniejszy, podczas gdy administracja zakładu i pozostała praca nam pozostawiona zostałaby. To naturalnie odrzuciliśmy!
10
Tak samo zakon był przychylny organizując dla naszego celu wielką loterię pieniężną i składając w naszym imieniu wniosek u pana ministra do zatwierdzenia, gdyż my sami otrzymaliśmy odpowiedź odmowną. Również wielokrotne zabiegi w administracji królewskiej rejencji o podział na trzy części majątku zlikwidowanego w 1806 roku klasztoru bonifratrów na Starych Szkotach wartości 40 tys. marek, z których dochody z odsetek mogłyby być przeznaczone na przyjęcie w wyznaczonym terminie chorych z okręgu rejencji do gdańskich lazaretów mimo życzliwości joannitów pozostały bez odzewu. Przełamał to natomiast wykład dyrektora artystycznego pana Hartha w połączeniu z fizycznymi eksperymentami, który pomnożył kapitał fundacji o 153 marki i 25 fenigów. Prócz tego przyniosły czysty dochód w wysokości 1113 marek dwa przedstawienia w wykonaniu teatru amatorskiego, który wystąpił w dniach 22 stycznia i 5 marca 1873 roku ze sztukami: "Dzień dobry Panie Fiszer", "Pierwszy obiad", "Monsieur Herkules", "Kuracje zdrojowe", "Gdy narzeczony się wycofuje" z paniami
Panią von Kries - Będzieszyn,
Panną Margot von Franzius,
Panną Edith von Franzius,
Panną Jenny von Gordziewska,
Panną Helene von Franzius - Ulkowy,
Panną Plehn - Morzeszczyn
i panami
porucznikiem von Ploetz - Gdańsk,
porucznikiem Wuestenfeldem - Gdańsk,
Henerem - Goszyn,
von Palubitzkim - Zajączkowo,
Muhlem - Łaguszewo,
właścicielem majątku Schletherem - Kleinhof (Kochstedt)
Alfredem i Hugo Wiedemannami
Hugo Wiedemann
11
Przedstawienia reżyserował dr Wiedemann. Charakteryzowały się doskonale wyuczonymi rolami i były wystawione z wielkim talentem, co przyjęto dobrze zasłużonymi brawami. Potem zatwierdzono 17 kwietnia 1873 roku wylosowane przez królewskiego radcę z Gdańska fortepiany koncertowe, a sprawozdawca (Hirszfeld - przyp. tłum.) zorganizował 20 maja z królewskim dyrektorem muzycznym Panem Buchholzem z Gdańska przy współudziale z panną J. Gordziewską koncert. Drugi odbył się 5 czerwca ze współudziałem jego żony dworskiej pianistki Marii Gaertner - Hirszfeld na 2 fortepianach. Potem publicznie wylosowano fortepian na drugi koncertowy dzień. Przyniosło to razem 642 marki 36 fenigów dochodu. W pierwszym koncercie grał sprawozdawca D-moll koncert Mendelsohna i Es-dur Polonez Chopina, obydwa utwory z akompaniamentem orkiestry, potem własne kompozycje. W drugim koncercie grał z żoną Wariacje Schumanna, Liszta - Webera, E-dur Polonez, i Galop chromatique Liszta na 2 fortepianach. Pani Hirszfeld grała zaś różne kompozycje sprawozdawcy, Liszta i Chopina Ballada As-dur. Na koniec pierwszego koncertu Pani Hirszfeld ucieszyła publiczność wykonaniem na bis Rhapsodii hongroise Liszta.
Mimo wszystkich nieudanych zabiegów mogliśmy jednak stwierdzić na koniec drugiego roku rachunkowego dalsze powiększenie naszej fundacji na sumę 9060 czerwonych marek, przy czym wzmiankujemy, że duża część datków z kolekty domowej jeszcze nie wpłynęła.
Do 1 lipca 1874 roku (trzeci rok obrachunkowy) nie pobrano żadnych wymagań od społecznych dobroczynności. Jednak nie odwróciła się od nas w przeciwieństwach stale okazywana życzliwość. Mimo wszystko nasza fundacja wzrosła przez przyrost odsetek, resztę z kolekty, zwroty kar pieniężnych itd. na sumę 12 600 czerwonych marek, a więc potroiła się.
Jesienią 1874 roku nabyto od Pana von Kriesa z Będzieszyna położony w Pruszczu kawałek gruntu o powierzchni 11,5 morgi i do tego malutki kawałek o powierzchni 0,5 morgi od innego sprzedawcy za sumę 7350 marek.
12
Przy tym nie można nie wspomnieć, że nie tylko pan von Kries cenę kupna na umowie opiewającą na 900 marek, ale i też pan adwokat Martin całą należność za kontrakt na budowę ze względu na dobroczynne cele w swym wielkim, znakomitym liberalizmie nam podarował. Te grunty pierwotnie przeznaczone na plac budowy dla lazaretu zostały z zyskiem wydzierżawione i później, jak mieliśmy okazję trochę dogodniej nabyliśmy ponownie sprzedając. Przy tych transakcjach kupna i sprzedaży odkrył się wybitny i praktyczny talent naszego przewodniczącego, kiedy nie tylko ani razu ze szkodą dla naszej fundacji, ale z wielką korzyścią stale dla niej operował.
Jednak przy tych prawnych interesach wystąpiła wyraźna wada naszej konstytucji. Naszemu konsorcjum brakowało prawa korporacyjnego. Temu brakowi zaradzono wręczając 18 października 1874 roku szczegółowo umotywowany wniosek królewskiemu gabinetowi w Gdańsku poprzez królewskiego starostę do poparcia. Nam jako zarządowi pruszczańskiej fundacji lazaretu dostarczono właściwą osobę prawną. Nasz wniosek został odrzucony przez gabinet królewski. Zezwolenie wydano dopiero wtedy, gdy szpital zaczęto rzeczywiście budować i osiągnął on zdolność do życia.
Ale również późniejsza prośba z 15 listopada 1875 roku, którą bezpośrednio skierowaliśmy do Pana królewskiego nad prezydenta została w dniu 1 lutego 186 roku załatwiona odmownie. Odmowę uzasadniono tym, że w tej chwili nie warte jest polecenia czynienie z zakładu przedstawiciela prawa korporacyjnego, i jego całkowitą administrację i reprezentację przekazywać poprzez uzupełnienie składu zarządu w jedne ręce. Raczej pożądane byłoby zaplanowanie utworzenia stowarzyszenia jako przedstawiciela prawa korporacyjnego. Królewski gabinet w Gdańsku polecił nam przez reskrypt z dnia 19 lutego 1876 roku przyłączenie się do Ojczyźnianego Stowarzyszenia Kobiet jako przedstawiciela prawa korporacyjnego.
13
Na wskazówki królewskiego gabinetu dotyczące przyłączenia się do innego stowarzyszenia odpowiedzieliśmy zgodnie z przepisami odmownie. Czas sprawił, że słowa naszego przewodniczącego stały się prawem, a my bez prawa korporacyjnego równie dobrze mogliśmy się żywiołowo rozwijać i pracować.
Wróćmy teraz do chronologicznego opisu rozwoju naszej instytucji z powrotem. 23 stycznia 1875 roku członek zarządu Pan Hermann Neumann z Pruszcza złożył swą rezygnację z zarządu nie chcąc więcej uczestniczyć w jego pracach. Na jego miejsce 13 lutego 1875 roku wybrano zgodnie z paragrafem 3 naszego statutu właściciela apteki Pana H. Wernera z Pruszcza, którego dokooptowano jako członka. Ten przyjął wybór i powierzone sobie prowadzenie kasy.
Aby ponownie wystąpić publicznie uchwaliliśmy przeprowadzenie aukcji wspomaganej przez bardzo hojne wsparcie prezentami ze strony pań z Gdańska, Pruszcza i okolic. Miała ona miejsce 9 i 10 maja 1875 roku w sali Kucksa w Pruszczu i przyniosła naszej fundacji 1186 marek i 95 fenigów czystego zysku. W przeprowadzeniu aukcji szczególnie zasłużyły się panie: Panna Selma Drewke z Pruszcza, obydwie Panny Schwarz z Łęgowa, Panna Dreckmeher z Grabiny, Panna Johanna Hildebrandt z Doliny Schwabego koło Oliwy, Panna Gertruda Wiedemann z Nowego Dworu Gdańskiego i inne, przez których osobistą łaskawość sama sprzedaż przedmiotów taki dochód mogła przynieść. Przez to oraz przez resztę domowej kolekty, czynsze, dzierżawy itp. wzrósł kapitał naszej fundacji na zakup działek pod nieruchomość do 17300 czerwonych marek.
Już 27 września 1874 roku wnieśliśmy do na prezydenta prowincji wniosek o przeprowadzenie loterii rzeczowej z dokładnym wyjaśnieniem naszych warunków.
14
Nasz plan był taki, ze rozprowadzić 60 000 losów po 3 marki, a za połowę uzyskanej ze sprzedaży sumy tylko użyteczne nagrody zakupić:
1 główna nagroda - 15 000 marek
2 główna nagroda - 3 000 marek
4 główna nagroda - 1 500 marek
6 główna nagroda - 750 marek
i tak dalej aż do uzyskania 2850 nagród - 6 marek, tak że na dziesięć losów wypada nagroda, przy czym jako pierwsza główna nagroda do wzięcia na widoku jest - willa w Sopocie. Zaplanowano prowizję i wydatki 20-21 % i wyproszono sprzedaż losów w całej monarchii. 23 grudnia 1874 roku poinformowaliśmy Pana Nad prezydenta, że Pan Minister w myśl rozporządzenia z 11 grudnia 1874 roku zgłosił zastrzeżenia co do zezwolenia na przeprowadzenie loterii na terenie całej monarchii, jeśliby to przedsięwzięcie połączone byłoby z prowincjonalnym interesem. Jednak wyjaśniono Panu Nad prezydentowi Hornowi, który dla naszego przedsięwzięcia stale gorące zainteresowanie wykazywał, żeby wydał zezwolenie na przeprowadzenie loterii na terenie Prowincji Prusy. W związku z tym trzeba było zmodyfikować plan loteryjny, gdyż zbyt 60 000 losów na terenie prowincji nie byłby możliwy i obniżyć na 20 % dochód po odliczeniu kosztów.
4 stycznia 1875 roku zwróciliśmy się w związku z tym do królewskiej rejencji w Gdańsku z prośbą o poparcie naszego pierwszego planu loteryjnego przez Pana Nad prezydenta zwracając uwagę, jak wielki jest teraz w ludności jest powiew zabawy, która już w grudniu ubiegłego roku wykupiła losy na budowę katedry w Kolonii. Poza tym obecnie na naszym terenie i terenie sąsiednich prowincji nie odbywają się lub nie są na widoku żadne loterie.
15
Ewentualnie wyprosimy sobie zezwolenie na redukcję do 50 000 sztuk i ogłosimy z naszym przedsiębiorcą Panem Teodorem Vertlingiem z Gdańska ustaloną równomierną obniżkę wydatków do 18 % faktycznie sprzedanych losów. Po dalszym zapytaniu i potem przyjęliśmy osiągnięcie przy sprzedaży 50 000 losów przynajmniej 75 000 marek zysku. 8 marca 1875 roku udzielono nam na to zezwolenia.
Na dzień ciągnięcia losów wyznaczono perspektywicznie 18 sierpnia, jednak później definitywnie ustalono dzień 18 października 1875 roku, gdyż do sierpnia rozprowadzono niewystarczającą ilość losów. Główna nagroda: willa w Sopocie za 15 00 marek, budowlana ruchomość użytkowa za 6 000 marek, ruchomość mahoniowa za 5 000 marek, dwa fortepiany za 1 800 i 1 500 marek zostały do 2 sierpnia sprzedane, ale pozostała duża ilość małych nagród o wartości od 750 do 6 marek. Ilość tych ostatnich w porównaniu ze sprzedanymi losami stale konsekwentnie stawała się niewielkim ciężarem przynosząc korzyści takie, jak niewielka cena nagrody i udzielony uzgodniony ustnie ze sprzedającym rabat. Jednak wytrwała aktywność naszego przewodniczącego przezwyciężyła te trudności z największą korzyścią dla naszej fundacji. Krótko przed ciągnięciem losów niespodziewanie wyłoniły się podobne trudności, które zachwiały naszą już pewną przyszłość i widoki na pomyślny rezultat loterii.
Przez rozporządzenie królewskiego gabinetu z dnia 8 października 1875 roku zakwestionowano nam na podstawie dekretu z 31 marca 1812 roku willę w Sopocie jako główną nagrodę proponując w to miejsce inny przedmiot do wyboru ewentualnie inną loterię. Ta sprawiona w ostatniej godzinie przeszkoda (10 dni przed losowaniem) była tym niepojęta, że w naszym pierwszym planie losowania, jak wyżej powiedziano wyraźnie zaznaczono, że willa w Sopocie jest główną nagrodą do wzięcia. Bez tego punktu losowanie w swoim czasie mogłoby być zakwestionowane.
Kronika lazaretu pruszczańskiego i jej autor trafili też na stronice "Bibliografii" Estreichera.
Ta okoliczność – zdjęcie głównej nagrody stałaby się znana w szerszych kręgach publiczności , a większa część losów zostałaby zwrócona, chyba żeby większą część kupujących losów zachęcić do zabawy z nadzieją na zdobycie głównej nagrody. Przez szczęśliwą okoliczność przeszkodziliśmy temu i rozprzestrzenieniu się znajomości faktu zdjęcia głównej nagrody w szerszych kręgach przesuwając dzień ciągnięcia losów. Wielkiej uprzejmości Pana A. P. Muscate z Gdańska zawdzięczamy to, że w miejsce willi w Sopocie zakupiliśmy aparat Fowlera* za sumę 15 000 marek, a królewska rejencja mogła o tym być powiadomiona bez przesuwania dnia ciągnięcia losów
Publiczne ciągnięcie losów odbyło się w gdańskim domu przemysłowym w dniu 18 i 19 października 1875 roku w obecności notariusza i świadków. Szczęśliwym zwycięzcą i odbiorcą pierwszej nagrody był sekretarz pocztowy Kűmmel z Gdańska, który jednak aparat Fowlera nam z powrotem sprzedał i nabył będącą jeszcze w naszym posiadaniu willę w Sopocie, podczas gdy Pan Muscate chętnie, bez domagania się odstępnego odkupił od nas aparat Fowlera. Możemy jemu wyrazić tylko wdzięczność jeszcze raz, że nas wybawił z wielkiego problemu, w jakim niewinnie uczestniczyliśmy.
Sprzedaż całościowa była w ilości 44 530 losów po 3 marki, co się równa sumie 133 590 marek; na 4530 wygranych wydaliśmy 66 791 marek, 18 % kosztów sprzedaży dla księgarza Theodora Berlinga wyniosło 24 047 marek, tak że nasz czysty dochód wyniósł 42 572 marki. Oprócz tego zaś naszemu przewodniczącemu jeszcze dały zyski wyżej wspomniany rabat i osiągnięte dochody ze sprzedaży losów, tak że nasza fundacja w lipcu 1876 roku odnotowałaby swój kapitał na sumę prawie 70 000 marek, gdyby nie następująca sprawa, która spowodowała największe wydatki.
Jesienią 1875 roku dano nam mianowicie możliwość nabycia części działki przy parcelacji gruntu Juliusa Neumanna (2 maja 1876 roku znajdował się przy moście łączącym Wűrfelstrasse, Dirschauerstrasse i Lindenstrasse; później wybudowany tam dom nosił numer Dirschauerstrasse 24 i nazywany był „Der Paartopf” [„Dwojaki”]) , która ze wszystkich placów budów w Pruszczu dla wybudowania szpitala najlepiej by nam odpowiadała.
* aparat Fowlera (Dampfbodenculturapparat) - lokomobila parowa używana do młocki i prac ornych
17
Niestety sprzedający zaplanowane 112 mórg nie chciał dalej dzielić i nabyliśmy tym samym mimo wszystkiego za dość wysoką cenę 420 marek za morgę grunt słabej jakości. Nabyty grunt, dla naszego przedsięwzięcia o wiele za duży, w przynoszącej owoce ręce naszego doktora przybrał nowy kształt źródła dochodu, kiedy zaczął być wyprzedawany stopniowo po małym kawałku. Naturalnie był to znaczny trud, gdyż rozmaite kupna i sprzedaże, wydzierżawianie, roszczenia dzierżawne itp. przy brakach w prawie korporacyjnym wszystko równo na nazwisko lub osobę doktora musiało być zrobione. Ale już w sierpniu 1877 roku ten sam z całej powierzchni, która w zakupie kosztowała 50 171 marek sprzedał za sumę 47 678 marek, tak że pozostałe 22 morgi tylko za 113 marek za morgę (około 420) do księgi rachunkowej trafiły. Z tego gruntu później jeszcze 12 mórg sprzedano z zyskiem. W ten sposób reszta około 10 mórg jako grunt pod budowę lazaretu nam bezpłatnie pozostała i przez odpowiednie tymczasowe wydzierżawienie do pomnożenia fundacji się przyczyniła. Ta sama pomnożyła się do lipca 1877 roku poza wyżej wspomnianą parcelą z pozostałych jeszcze 34 mórg gruntu na sumę 58 460 czerwonych marek.
Życzenie przyspieszenia osiągnięcia zamierzonego celu spowodowało wystosowanie 17 września 1877 roku prośby do Pana Nadprezydenta o zezwolenie na powtórną loterię rzeczową bezpośrednio po pierwszej loterii z wniesieniem planów rozlosowania i z zawiadomieniem o naszym zamiarze, który ze zbudowaniem szpitala dla chorych połączymy.
Ten wniosek doprowadził do wymiany dłuższej korespondencji z Królewską Rejencją w Gdańsku, w której wyszły w końcu przezwyciężone braki w prawie korporacyjnym. W efekcie utworzono stowarzyszenie budowy szpitala w Pruszczu jako przedstawiciela prawa korporacyjnego i uprosiliśmy Królewską Rejencję poprzez Pana Nadprezydenta o zatwierdzenie naprędce sporządzonego projektu statutu stowarzyszenia.
18
To zatwierdzenie ani nas wcale nie zadowoliło, ani jeszcze w ogóle informacja co do naszego wniosku, jak i więc szkic statutu nigdy nie dotarł do nas z powrotem.
Raczej wątpiono w naszą żywotność – pomnożyliśmy przecież w niecałych siedmiu latach naszej fundacji 4500 marek włącznie w posiadłościach ziemskich na czerwonych 80 000 marek – do których największym zabezpieczeniem było powtórnie wniesione prawo korporacyjne. Poza tym wytknięto nam nasze bezplanowe działania i że szpital jeszcze nie istnieje.
Tylko, co mamy czynić z naszymi planami budowlanymi lub w ogóle ze szpitalem, skoro w takim razie tak wiele zastawiliśmy, aby wykazać konieczność tej budowy. Ale to nic w porównaniu z utrzymaniem zakładu.
Ostatecznie przyszła jeszcze propozycja przyłączenia nas do powiatu Gdańsk – Wieś lub do gminy Pruszcz. Pierwszy przez swoje zaangażowanie w budowę sieci szos i przy swoim geograficznym rozdzielonym położeniu dla nas był mało interesujący, jak to dokładnie wiedzieliśmy. W takim razie statutowo zostaliśmy przyłączeni do Pruszcza, którego zarząd gminy chciał poprzez zapis w swym ustroju przejąć nasze z trudem zdobyte środki.
W tym czasie nastąpił też podział prowincji , a mimo to prawie mieliśmy życzliwość w osobie Pana nadprezydenta Achenbacha, któremu zawdzięczamy zezwolenie na loterię. Niestety po krótkim czasie jego urzędowania został on zastąpiony przez Pana von Ernsthausena, który nam 24 kwietnia 1879 roku wyproszone zezwolenie na odbycie loterii cofnął, gdyż to jego zdaniem się nie na przyspieszenie działalności już wchodzącego w życie dla dobra ogólnego zakładu przeznaczone było, lecz na powiększenie w tym czasie już nie drobnego kapitału, którego użycie dla użytku ogólnego jeszcze pod znakiem zapytania postawione było!
Tego szybkiego osiągnięcia naszego pewnego ogólnego celu nam odmówiono, a nasz złożony na zabezpieczenie całego przedsięwzięcia wniosek – po prostu zignorowano. Jak to wyjaśnić?
19
W roku 1890 przy okazji kwestii koncesji szpitala złożone ustnie przewodniczącemu komisji okręgu Panu Nikiszowi sprawozdanie wywołało zdziwienie referentów, że przedsięwzięcie to jest okolicę bezpłatnie dla szpitala wyjednano, któremu wszędzie zazwyczaj władze i osoby prywatne drogę wyrównywać musiały, aby tutaj uczynione tak nieskończone trudności pokonać. Każdy, który dotąd nas słuchał musiał to zdziwienie podzielać. Do tego jeszcze dowiedzieliśmy się, że (sądzę, iż w Toruniu) całkiem małemu konsorcjum z niewartym wzmianki posiadanym kapitałem miało zostać przyznane do czysto towarzyskiego celu prawo korporacyjne, zaś nam nie, gdyż nie pasowaliśmy do szablonu. I nareszcie dopasowaliśmy się do szablonu.
Podstawą na to może mogłoby pod tym względem zostać uznane to, że wysoka władza postępowała tak, że i bez niej osiągnęliśmy takie rezultaty. Może też trwałość związku przyczynowego z już dłuższym i niedawno wzmocnionym wysiłkiem nam z rąk zebraną fundację wywinęła z rąk i wyrzuciła na łono gdańskiego zakładu.
Ten nasz fundacyjny dokument sprzeczny bezpośrednio z procedurą wcale nie znalazł naszej wzajemności i nie mógł nam zaszkodzić. Szczególne było to, że najgłośniej krzyczeli tacy ludzie, którzy żadnego feniga na nasze przedsięwzięcie nie wpłacili. Zresztą założyliśmy, że na przeciwnika mieszanie z błotem odpowiemy deptaniem.
Po tych tych niemiłych, ale niestety nieuniknionych wycieczkach wróćmy z powrotem do naszego opisu. Z wyłączeniem gruntów ziemskich (18 mórg) nasza fundacja pomnożyła się do lipca 1878 roku o czerwonych marek 69 400, a do lipca 1879 roku o 77 300 marek. Do tego mieliśmy poza dochodami z czynszów i sprzedaży gruntów oraz dzierżaw również i inne dochody na dzień 30 marca i 27 listopada 1878 roku, i 11 stycznia 1879 roku i trochę z wyprzedzeniem z mającego w Pruszczu przedstawienia teatru amatorskiego wspomagającego nas o 637 marek i 30 fenigów, które posłużą do zakupu darmowych łóżek do lazaretu.
Przy tej okazji słowa wdzięczności należą się paniom:
żonie doktora Wiedemanna seniora, żonie doktora Wiedemanna juniora z Pruszcza, żonie aptekarza Stecherna z Pruszcza, pannom Emmie, Marcie i Agnieszce Szwarc z Łęgowa, pannie Kohtz, pannie Liebig, pannie Szulc z Pszczółek, pannie Johannie Hildebrandt z Doliny Szwabego, pannie Gertrudzie Wiedemann z Nowego Dworu Gdańskiego oraz panom: doktorowi Wiedemannowi juniorowi, aptekarzowi Stechernowi, Georgowi Jacobiemu, Rohlederowi z Pruszcza, Barembruchowi z Różyn, Kluge i Dau z Pszczółek, Szwarcowi juniorowi z Łęgowa i Faehrlingowi z Gdańska.
Wystawiono sztuki: "Bogu dzięki, stół zastawiono" Uhdego, "Huczne niedziele" Flota, "Ojciec pozwolił" Mosera, "Nie" Benediksa, "Handlowa wymówka" Mosera, "Dwaj panowie i służący" Goldoniego, "Słowik i bratanica" Hahna, "35 minut w Gruenebergu" Holteha i "Hectora" Mosera, z wielkimi, całkiem uzasadnionymi oklaskami.
Również za koncert wrzeszczańskiemu towarzystwu śpiewaczemu z 9 listopada 1879 roku należy podziękować, aczkolwiek przez to osiągnięty zysk nie odpowiadał trudowi i starannie wyuczonemu odtworzeniu bogatego programu.
W dniu 11 grudnia 1877 roku zgłosił nasz kolega aptekarz Werner z Pruszcza, że wskutek przeprowadzki z Pruszcza zmuszony jest złożyć swój urząd. Wyrażono mu podziękowanie i na jego miejsce wybrano Pana właściciela ogrodnictwa Rathkego z Pruszcza, który wybór przyjął. Powierzono mu dalsze prowadzenie kasy.
20 stycznia 1880 roku nasz członek I. Doerksen z Ceder Wielkich zgłosił swą rezygnację z zarządu. Koledzy wyrazili mu swą wdzięczność za zainteresowanie naszym celem. Na jego miejsce zaakceptowano i wybrano Pana Gustawa Poppa z Rokitnicy.
Także Pan Gustaw Szwarc z Łęgowa 4 sierpnia 1887 roku złożył swój mandat z powodu zmiany miejsca zamieszkania z ciepłymi słowami uznania na piśmie dla naszego przewodniczącego w nasze ręce, które zostało przyjęte z serdecznymi słowami podziękowania. Na jego miejsce przyjęto jednogłośnie właściciela browaru ze Świętego Wojciecha Pana Wilhelma Pennera, który przyjął wybór.
We wspomnianym okresie czasu od 1880 do 1890 roku nie wyszczególniono poza tym osobno kwotowego powiększenia fundacji w większej części przez procentowy dodatek w lipcu 1880 81 412 czerwonych marek i 18 mórg ziemi, w lipcu 1881 89 969 czerwonych marek i 12 mórg ziemi za cenę zakupu 360 marek = 4320 marek, a więc razem 94 269 marek.
1882 lipiec jak przed 98 688 marek
1883 105 449
1884 112 544
1885 119 156
1886 127 295
1887 134 070
1888 140 320
1889 147 681
1890 155 246
1891 161 816
1892 135 429 do tego
zakup nowych gruntów 12 000
koszty budowy 22 080
suma 169 509 marek
1893 lipiec 106 732
budowa i osprzęt 30 856
suma 137 588
W styczniu 1890 roku złożyliśmy do komisji obwodu w Gdańsku wniosek o udzielenie koncesji na budowę i otwarcie prywatnego szpitala w Pruszczu. Z powodu znacznych trudności, które komisja znalazła na placu budowy związanych z bliskością cukrowni i bagien zdecydowaliśmy się odkupić od Pana Kuksa z Pruszcza oferowane 5 mórg ogrodów i pola pomiędzy stajnią Pennera a kawałkiem gruntu Krolla położonym 52 metry od frontu Szosy Gdańskiej (późniejsza Danzigerstrasse) za cenę sprzedaży 12 000 marek na wypadek gdybyśmy przez nabycie tego kawałka gruntu mieli otrzymać wyproszoną koncesję.
-------------------------------------------------------
* lazaret rezerwowy w Pruszczu utworzono w dniu 14 września 1870 roku w lokalu Kucksa.
Akta Praust
Urząd okręgowy w Praust, lista szczepień.


Ciekawy wpis rodziny Ratke (szkoła ogrodnicza):
Wpis rodziny Wiedemann:
Niesamowita tłoczona pieczęć:









































































