Łączna liczba wyświetleń

piątek, 19 czerwca 2026

Kronika Stowarzyszenia Pszczelarzy z Juszkowa

Kronika Stowarzyszenia Pszczelarzy z Juszkowa (1891-1892)

W ostatnim czasie otrzymaliśmy do weryfikacji i przejrzenia bardzo interesujący zabytek piśmienniczy ze zbiorów Muzeum Wojny i Techniki [1]. Jest to pokaźnych rozmiarów księga protokołów, około 20 × 30 cm, zachowana w oryginalnej oprawie i zawierająca rękopiśmienne wpisy z lat 1891-1907. Średnio jeden wpis na miesiąc co daje ogólnie 200 stron materiału z epoki. Już pierwsze oględziny wskazują, że mamy do czynienia z niezwykle ciekawym źródłem historii lokalnej, związanym z miejscowością Juszkowo, funkcjonującą w okresie pruskim pod niemiecką nazwą Gischkau.

Na stronie tytułowej widnieje zapis:

II Protokollbuch des Innungsbezirks Gischkau Angefangen den 23ten März 1890

co można przetłumaczyć jako:

II Księga protokołów okręgu cechowego w Gischkau, rozpoczęta dnia 23 marca 1890 roku.


Strona tytułowa omawianego dokumentu II Księga protokołów okręgu cechowego w Gischkau, rozpoczęta dnia 23 marca 1890 roku.


Sama księga została wykonana przez gdańską firmę introligatorską Introligatornia i Fabryka Ksiąg Handlowych Adolpha Cohna w Gdańsku (niem. Adolph Cohn Danzig Buchbinderei & Contobücher Fabrik) mieszczącej się przy Długiej w Gdańsku (dawnej ulicy Langgasse / Langgasser Thor). Specjalizowała się w produkcji ksiąg handlowych, rachunkowych i urzędowych. Już ten fakt wskazuje, że nie była to zwykła prywatna notatka, lecz dokument przeznaczony do wieloletniego prowadzenia działalności organizacyjnej.


Informacja tycząca się wydawnictwa i producenta książki, druku: Introligatornia i Fabryka Ksiąg Handlowych Adolpha Cohna w Gdańsku


Choć analiza księgi jest dopiero na początkowym etapie, pierwsze strony pozwalają stwierdzić, że nie jest to kronika, pamiętnik ani księga gospodarstwa. Wszystko wskazuje na to, że mamy do czynienia z dokumentacją działalności lokalnej organizacji rzemieślniczej działającej na terenie Gischkau i okolicznych miejscowości. W protokołach regularnie pojawiają się informacje dotyczące:

- zebrań członków,

- przyjmowania nowych osób do organizacji,

- wyborów przedstawicieli i delegatów,

- spraw finansowych i składek,

- funkcjonowania biblioteki,

- szkolenia uczniów rzemieślniczych,

- organizacji zgromadzeń okręgowych,

- działalności pośrednictwa pracy dla rzemieślników.

Jednym z powodów, dla których księga zwróciła naszą uwagę, jest znajdująca się w dalszej części, na stronie trzydziestej, pojedyncza pieczęć związana z lokalnym pszczelarzem z Juszkowa. Początkowo mogło to sugerować, że dokument dotyczy organizacji pszczelarskiej. Pan Lobbe uczestniczy we wszystkich spotkaniach, często zabiera znaczący głos w sprawach organizacyjnych. 

W Juszkowie pszczelarstwo cieszyło się niegdyś wielką renomą. Szczególną sławą otoczona była pasieka Alberta Lebbego, który jak głosi lokalna tradycja, raz w tygodniu wyruszał do Gdańska lub do umówionych odbiorców z dwiema dużymi walizkami wypełnionymi po brzegi złocistym miodem. Widok pszczelarza przemierzającego drogę z cennym ładunkiem na stałe zapisał się w pamięci mieszkańców [2]. Tym większą radość sprawiło nam odnalezienie ręcznie pisanej księgi cechowej z Juszkowa. To wyjątkowy dokument, który można uznać za swoisty pamiętnik miejscowości, zachowujący ślady życia jej dawnych mieszkańców.


Pieczęć firmowa Adolfa Lebbe z Gischkau, najprawdopodobniej prezesa stowarzyszenia z Juszkowa, nie tylko pszczelarza.

Stowarzyszenie Pszczelarzy w Juszkowie było jedną z ważniejszych lokalnych organizacji społecznych przełomu XIX i XX wieku. Powstało około 1882 roku, a w 1907 roku obchodziło jubileusz 25-lecia działalności. Świadectwem tego wydarzenia jest wydana lokalnie okolicznościowa gazetka pamiątkowa („Fest-Zeitung”) przygotowana z okazji 25-lecia stowarzyszenia pszczelarzy w Juszkowie (niem. Gischkau). Dokument ukazał się 13 października 1907 roku.

Jubileuszowe wydawnictwa Fundacji Stowarzyszenia Hodowców Pszczół z Juszkowa i okolic - humor pszczelarski i sprawozdanie z działalności za okres 25 lat.


Prezentowany druk jest rzadkim przykładem jednodniówki o charakterze jubileuszowym (niem. Fest-Zeitung), a nie regularnie ukazującej się gazety. Wydano go wyłącznie z okazji uroczystości rocznicowych stowarzyszenia. W nagłówku znalazła się informacja, że pismo będzie ukazywać się „co 25 lat” („Diese Zeitung erscheint alle 25 Jahre”), co stanowiło humorystyczny zabieg redakcyjny podkreślający wyjątkowy charakter święta. Publikacja zawierała anegdoty, humor pszczelarski (niem. Imkerhumor) oraz oficjalne sprawozdanie z działalności związku.

Uroczystości jubileuszowe odbyły się w lokalu „Croll's Etablissement” w sąsiednim Straszynie. Był to znany na przełomie XIX i XX wieku kompleks rozrywkowo-gastronomiczny, obejmujący między innymi salę balową oraz ogród położony nad Radunią. Obiekt cieszył się dużą popularnością zarówno wśród mieszkańców okolicy, jak i gdańszczan, stanowiąc jedno z ważniejszych miejsc spotkań i organizacji wydarzeń towarzyskich w regionie.



Kompleks rozrywkowo-gastronomiczny Croll's Etablissement w Straszynie [3]

Pszczelarze z Juszkowa byli znani daleko poza okolicą. Ich miody i wyroby pszczelarskie zdobywały liczne nagrody oraz wyróżnienia na wystawach i konkursach. Z tym środowiskiem wiąże się również niezwykła historia jednego z miejscowych pszczelarzy, najprawdopodobniej właśnie Alberta Lebbego. Według przekazywanej przez mieszkańców opowieści, obawiając się utraty swoich cennych trofeów, zakopał w ogrodzie zdobyte puchary i odznaczenia. Aby nie zapomnieć miejsca ukrycia, pozostawił osobliwą wskazówkę: za pomocą rozciągniętej dratwy odmierzył dokładną odległość do zakopanego skarbu. Legenda mówi, że po latach puchary zostały odnalezione i wydobyte, a historia ta do dziś pozostaje jednym z najciekawszych wspomnień związanych z dawnymi pszczelarzami Juszkowa.


Choć pierwsze, powierzchowne spojrzenie na strukturę wpisów (częste wzmianki o składkach, wyborach delegatów czy bibliotece) mogło sugerować ogólny cech rzemieślniczy działający na terenie Gischkau i okolicznych miejscowości, to dalsza, drobiazgowa analiza przyniosła prawdziwy przełom w badaniach. Kluczem do rozwiązania zagadki okazała się karta trzydziesta oraz ponowna, niezwykle skrupulatna weryfikacja całej dotychczasowej transkrypcji. To, co początkowo braliśmy za ogólne sprawy rzemiosła, po głębszym odczytaniu kurrenty okazało się... czystym, specjalistycznym pszczelarstwem!

Mylnie odczytane na okładce słowo Innungsbezirk po wnikliwej analizie paleograficznej okazało się wyrafinowanym, długim wyrazem: Bienenzüchtervereins! Prawidłowe odczytanie strony tytułowej brzmi więc:

II Protokollbuch des Bienenzüchtervereins zu Gischkau. Angefangen den 23ten März 1890.

(II Księga Protokołów Stowarzyszenia Pszczelarzy w Juszkowie. Rozpoczęta dnia 23 marca 1890 roku).

Ta rewolucja w odczytaniu tekstu otworzyła zupełnie nowe drzwi. Każdy kolejny akapit zaczął układać się w logiczną całość. Protokoły mówią o problemach, z jakimi mierzyli się pomorscy bartnicy na przełomie wieków. Księga rejestruje ożywione dyskusje nad artykułami z branżowej prasy (m.in. Leipziger Bienenzeitung), debaty nad metodami ogrzewania rodzin pszczelich, sposobami walki z mrówkami wdzierającymi się do uli, a także testowaniem nowatorskich chwytaczy rojów czy technik wklejania węzy w ramki.

W tle tych wszystkich wydarzeń wyrasta kluczowa postać pan A. Lebbe. Jego nazwisko przewija się niemal na każdej stronie. Lebbe nie jest tu przypadkowym uczestnikiem; z treści protokołów, jego podpisów pod uchwałami oraz aktywnego głosu w sprawach organizacyjnych wynika, że był on filarem, a najprawdopodobniej szefem (przewodniczącym) Stowarzyszenia Pszczelarzy w Juszkowie.

Odkrycie to tworzy absolutnie unikatowy pomost historyczny z innym zabytkiem z epoki, zachowaną pocztówką z początku XX wieku pt. "Gruss aus Gischkau". W jej dolnym rogu widnieje rycina przedstawiająca ule, opatrzona podpisem Pasieka A. Lebbe (niem. Bienenstand A. Lebbe) .

Dzięki ponownym badaniom księgi zyskaliśmy stuprocentową pewność: Muzeum Wojny i Techniki posiada w swoich zbiorach nie zwykłą księgę rzemieślniczą, ale wspaniałą, kompletną kronikę elitarnego stowarzyszenia pszczelarskiego z Juszkowa. To bezcenny dowód na to, jak silne i doskonale zorganizowane były tradycje pasieczne na terenie dzisiejszego powiatu gdańskiego ponad 130 lat temu.


Pozdrowienia z Juszkowa (niem. Gruss aus Gischkau), pocztówka typu Gruss aus, tzw. grusówka.
Na ilustracji uwieczniono znanego juszkowskiego pszczelarza A. Lebbego i jego słynną pasiekę. Widoczne są także inne zabudowania dawnego Juszkowa, opisane szerzej we wpisie blogowym. Pocztówka stanowi cenne świadectwo historii i krajobrazu miejscowości sprzed ponad stu trzydziestu lat.



W tym samym czasie Wilhelm Hoffmann w „Kronice wsi Pruszcz w powiecie Gdańskie Wyżyny” wspomina jedynie o Związku Stowarzyszeń Oświaty Ludowej. Zastanawia jednak brak wzmianki o organizacji o porównywalnym znaczeniu społecznym i gospodarczym, okręgu cechowym, skupiającym członków między innymi z Pruszcza Gdańskiego (niem. Praust), który jest przedmiotem niniejszego opracowania [4].

Pan dr Hugo Wiedeman, który był zainteresowany duchowym rozwojem mieszkańców Praust utworzył 30 czerwca 1879 roku Towarzystwo Oświatowe Pruszcz (niem. Bildungsverein Praust) do którego na początku przystąpiło 82 członków. Do zarządu wybrani zostali: 

- pan dr Hugo Wiedemann - przewodniczący; 

- nauczyciel Waschkau - protokolant; 

- aptekarz Stechern - czuwający nad rozrywką; 

- mistrz murarski Bergemann - skarbnik; 

- kupiec Jacoby oraz mistrz ciesielski Schulz - członkowie.

Towarzystwo, które przyłączyło się do Wschodnio- i Zachodniopruskiego Związku Stowarzyszeń Oświaty Ludowej, przeżyło szybki rozkwit i podniosło Pruszcz do rangi intelektualnego centrum dla całej okolicy; jest to jedno z nielicznych towarzystw tamtych czasów, które utrzymało się do dnia dzisiejszego. 


Spotkanie z 23 marca 1890 roku w Gischkau (Juszkowo)

Pierwszy wpis pochodzi z 23 marca 1890 roku. Najprawdopodobniej odbył się w Juszkowie. Podczas pierwszego opisanego zgromadzenia odnotowano obecność licznych członków organizacji, a następnie omówiono szereg spraw administracyjnych. Pan przewodniczący serdecznie powitał zebranych i wyraził nadzieję, że łagodna zima nie przyniosła kolegom pszczelarzom żadnych strat, lub co najwyżej niewielkie, po czym przeszedł do porządku obrad. Odczytano artykuł z Lipskiej Gazety Pszczelarskiej (niem. Leipziger Bienenzeitung) na temat ogrzewania rodzin pszczelich i przeprowadzono nad nim dyskusję.

Winieta czasopisma „Leipziger Bienen-Zeitung” z kwietnia 1892 roku. Charakterystyczny motyw ula (kószki) w girlandzie kwiatów pojawił się również na prezentowanej wcześniej grussówce z naszych rejonów.



Następnie dyskutowano m.in. nad utrzymaniem biblioteki i dostępem członków do zgromadzonych książek. Na dzisiejsze, pierwsze w tym roku walne zgromadzenie przybyli następujący członkowie:

- Hoffmann,

- Zimmermann,

- Mielke,

- Lebbe,

- Rathke,

- Eisermann,

- Müller,

- Lück,

- Kindel,

- Reichert.

Przewodniczący otworzył zebranie i wyraził nadzieję, że w nadchodzącej zimie działalność cechu będzie mogła być prowadzona z większym pożytkiem niż dotychczas. Wspomina się także o celach pożytecznych dla ogółu i działalności społecznie użytecznej. 

Biblioteka Głównego Stowarzyszenia w Gdańsku (niem. Hauptverein Danzig). Właściciel ziemski, pan Hilbert z Miechucina pow. kartuski (niem. Miechutschin), przekazał Głównemu Stowarzyszeniu w darze bibliotekę składającą się ze 175 pozycji (numerów) pod warunkiem, że pozostanie ona w całości w posiadaniu Głównego Stowarzyszenia pod nazwą „Fundacja Hilberta” (niem. Hilbertstiftung) i będzie wypożyczana związkom kołowym (oddziałom) w celu wspierania pszczelarstwa. Postanowiono, że Główny Związek powinien wydrukować katalogi, aby każdy mógł wybrać interesujące go dzieła. Następnie odczytano porządek obrad zbliżającego się walnego zebrania Głównego Stowarzyszenia i z radością powitano fakt, że w tym roku w kursie mistrzowskim (szkoleniu) pszczelarskim mogą brać udział nie tylko nauczyciele, ale również inne osoby. Uzgodniono sprawę ubezpieczenia i postanowiono o składkach i sposobie ich pobierania. Pan Lebbe zabrał głos w sprawie biblioteki. Uważał, że utrzymywanie biblioteki jest kosztowne, a korzyści dla członków nie są współmierne do ponoszonych wydatków. Wskazywał, że wielu członków korzysta z niej rzadko lub wcale, przez co zakup książek nie przynosi oczekiwanych rezultatów. Zwrócono jednak uwagę, że biblioteka ma znaczenie dla kształcenia i dokształcania rzemieślników, a jej utrzymanie leży w interesie całego stowarzyszenia. Po dalszej dyskusji pozostawiono bibliotekę bez zmian. 

Odczytano fragment z nr 1 Gazety Centralnej (niem. Centralblatt) na temat chwytaczy rojów. Mianowicie o tym, jak zamiast dotychczasowych metod można zmusić rój, który chce uciec, do osadzenia się w wyznaczonym miejscu. Sprawa wydała się logiczna i zostanie wypróbowana podczas tegorocznego okresu rojowego.

Odczytano opinię Szwajcarskiej Gazety Pszczelarskiej na temat pruskiej ustawy o ochronie pszczół / prawie dot. szkód pszczelarskich.

Przedłożenie nowo wydanego pisma branżowego „der Imkerbote” (Goniec Pszczelarski) oraz cennika firmy Rauschenbach. Gazeta ta ukazuje się w Berne w Oldenburgu. Gazeta ta jest na wpół pszczelarska, a na wpół polityczna. Stwierdzono jednak, że pismo to jest nieodpowiednie; gdyby bowiem stowarzyszenia pszczelarskie chciały jednocześnie zajmować się polityką, wówczas każde zebranie musiałoby być zgłaszane na policji. Taka działalność byłaby traktowana jako podejrzana.

Następnie Pan Lebbe mówił o karmieniu wiosennym. Wielu [pszczelarzy] znajdzie się wiosną w sytuacji zmuszającej do podkarmiania. Karmi się miodem, zagęszczonym syropem cukrowym, cukrem pobudzającym (niem. Reizucker) i tym podobnymi. Najtańszy jest cukier pobudzający, gdyż nie prowokuje on pszczół do przedwczesnych wylotów i jest bardzo łatwy w przygotowaniu, wystarczy go jedynie wymieszać z wodą, bez konieczności gotowania. Jeśli pszczelarz prowadzący gospodarkę ramową (mobilną) ma możliwość podania pełnych plastrów miodu, jest to sposób najlepszy i najprostszy. Następnie pan Lebbe przeszedł do omówienia różnych metod podkarmiania, zaprezentował poszczególne podkarmiaczki (aparaty pasieczne) i opisał sposób ich użycia. Na zakończenie prelegent (referent) pokazał jeszcze nową dennicę do karmienia przeznaczoną do uli koszowych (kószek), których konstrukcja sięga samej ziemi i które nie posiadają górnego otworu.

Odczytano również pismo od Michaela Ambrozicia (był to słynny na całą Europę pod koniec XIX wieku kraiński hodowca i eksporter pszczół). Przewodniczący zauważył przy tym, że Ambrozic to uczciwy człowiek i ktokolwiek chciałby sprowadzić pszczoły rasy kraińskiej/styryjskiej (dzisiejsza Słowenia), dobrze zrobi, kupując właśnie od niego. To dowodzi, że pszczelarze z Juszkowa i okolic prowadzili nowoczesną gospodarkę i sprowadzali elitarny materiał genetyczny z zagranicy!

Omówiono także terminy kolejnych posiedzeń wraz z protokolarnym zakończeniem obrad i podpisem sekretarza lub przewodniczącego.


Spotkanie z 20 kwietnia 1890 roku w Gischkau (Juszkowo) 

Praktyczna lekcja w pasiece

Kolejne zebranie stowarzyszenia, które odbyło się 20 kwietnia 1890 roku w Gischkau (Juszkowie), miało zupełnie wyjątkowy, wybitnie praktyczny przebieg. Pokazuje ono, że organizacja nie ograniczała się do czystej teorii i biurokracji, ale stawiała na wymianę realnych doświadczeń terenowych między pomorskimi pszczelarzami.

Na dzisiejsze zgromadzenie przybyli następujący członkowie: panowie Gansow, Schulz, Guntz, Lusik, Müller, Neumann, Rohde, Wendt, Rux, Bödtke, Wegner, Werner, Lebbe, dr Crone, Sänger, Zimmermann, Rathke oraz Rindel.

Jako goście pojawili się panowie: Senkpiel, Bödtke, Lindner, Kling, Horn oraz Götthl. Co ciekawe, dwaj ostatni (Horn i Götthl) zadeklarowali chęć wstąpienia do organizacji i zostali uroczyście przyjęci w poczet członków.

Zamiast tradycyjnych obrad, punkt drugi porządku dziennego, czyli wizytacja pasieki pana Lebbego (niem. Besichtigung des Bienenstandes des Herrn Lebbe), został przesunięty na sam początek spotkania. Gospodarz osobiście poprowadził zebranych między poszczególne ule (określane w tekście jako Bienenwohnungen - mieszkania pszczół).

Lebbe zademonstrował zebranym rzadką technikę: po uprzednim podkurzeniu pszczół, pokazał proces przekładania (niem. Anlegen) roju z tradycyjnej kószki (kosza słomianego) do nowoczesnego ula skrzynkowego. Na oczach gości wycinał z kószki plastry miodu i bezpiecznie osadzał pszczoły w nowej konstrukcji. Po zakończeniu tej widowiskowej prezentacji, Lebbe zaprosił wszystkich do swojego warsztatu (niem. Werkstelle), gdzie zaprezentował autorskie przyrządy i narzędzia pasieczne, które sam projektował i wytwarzał. Dopiero po tej praktycznej lekcji przystąpiono do spraw formalnych, odczytano i podpisano protokół z poprzedniego spotkania.

Przewodniczący przedstawił sprawozdanie z ostatniego zjazdu Głównego Związku w Gdańsku (niem. Hauptverein). Wywiązała się wokół tego ważna dyskusja o etosie stowarzyszenia. Podkreślano, że członkowie powinni aktywnie testować nowinki we własnych pasiekach i dzielić się wiedzą publicznie. Padło tam wręcz motywujące hasło: „Członkowie mają pomagać, a nie siedzieć z założonymi rękami”. Ustalono też kluczową zasadę: na przewodniczących kół mogą być wybierani wyłącznie uznani mistrzowie pszczelarstwa (niem. Meister der Bienenzucht).

Powrócono do tematu ogrzewania uli na podstawie prasy branżowej oraz zaprezentowano i omówiono działanie specjalnego aparatu do podkarmiania pszczół (tzw. Gilbert'sche Tränkapparat).

Zebrano bieżące składki od obecnych członków. Dokument podpisali kluczowi członkowie zarządu: Gansow, Schulz, Lebbe, Meyer, Ed. Bödtke, Werner oraz Rindel.

Jako miejsce następnego posiedzenia wyznaczono karczmę (gospodę) pana Dixa w Lublewie (niem. Löblau).


Spotkanie z 18 maja 1890 roku w Löblau (Lublewo) 

Zgodnie z zapowiedzią, kolejny protokół otwiera spotkanie z 18 maja 1890 roku w Lublewie (Löblau). Na majowe zebranie przybyli m.in. panowie: Zimmermann, Werner, Horn, Perlich, Böhlke, Mielke, Schönnagel, Meyer, Riemann, Bödtke, Neumann, Schulz, Gansow oraz Rindel. Jako goście stawili się panowie Lietz, Hartung i Dülge.

Po odczytaniu i zatwierdzeniu protokołu z poprzedniego, juszkowskiego spotkania, pszczelarze przeszli do punktu drugiego: „O łączeniu bezmatecznych rodzin” (niem. Über Vereinigung von weisellosen Völkern). Odczytano tam fundamentalną dla ówczesnych bartników zasadę z branżowego pisma Centralblatt:

„Nie powinno się łączyć rodzin bezmatecznych [które straciły matkę], ponieważ rodzina, która straciła matkę, szybko zmierza do upadku [wraca do stanu pierwotnego/dziczeje]”.

Zapis w protokole urywa się adnotacją, że temat ten wywołał wśród zebranych w Lublewie pszczelarzy „żywą (wściekłą) debatę” (lebhafte Debatte). Po zakończeniu burzliwej debaty na temat łączenia rodzin, które straciły matki, pszczelarze zebrani w Lublewie przeszli do kolejnych punktów porządku obrad:

Bitwa na wymiary uli i finanse

Niezwykle ważnym punktem spotkania okazała się kwestia standaryzacji sprzętu. Odczytano artykuł z 94. strony Leipziger Bienenzeitung dotyczący optymalnych wymiarów ramek ulowych (Größe der Rähmchen). W tamtych czasach każdy budował ule po swojemu, co utrudniało gospodarkę. W toku ożywionej dyskusji członkowie zgodnie uznali, że najlepszym i najbardziej uniwersalnym standardem będzie tzw. Berlepschmaß (wymiar Berlepscha - niezwykle popularny w drugiej połowie XIX wieku niemiecki standard ramki o wymiarach około 22,3/ 14,7cm).

Strona tytułowa Leipziger Bienen-Zeitung z 1892 roku. Szczególną uwagę zwrócił niezwykły kunszt artystyczny i wręcz architektoniczna forma przedstawionego tu ula, bogate zdobienia i dbałość o każdy detal konstrukcji, przypominająca misterną miniaturę budynku.




Skarbnik stowarzyszenia przedstawił oficjalne rozliczenie finansowe organizacji (Vereinsrechnung). Po odczytaniu ksiąg, zgromadzeni uznali rachunki za całkowicie prawidłowe.

Przewodniczący odczytał praktyczne wskazówki dla pasieczników na bieżący miesiąc z kolejnego pisma branżowego Preußische Bienenzeitung (Pruskiej Gazety Pszczelarskiej), wracając też na chwilę do technicznego tematu ogrzewania domków pszczelich.

Na koniec spotkania w szeregi organizacji uroczyście przyjęto sześciu nowych członków z okolicznych miejscowości. To doskonały dowód na to, że pszczelarstwo na Pomorzu łączyło ludzi najróżniejszych profesji: od inteligencji, przez rolników, aż po rzemieślników. Do stowarzyszenia wstąpili:

Lietz - lokalny nauczyciel (Lehrer) z Kolbud (Kahlbude),

Hartung - właściciel ziemski (Gutsbesitzer) z Lublewa,

Dülge - listonosz (Postbote) z Pręgowa (Prangschin),

Reis - mistrz rzeźnicki (Fleischermeister) z Lublewa,

Sieg - mistrz siodlarski (Sattlermeister) z Lublewa,

Rundel - gospodarz (Hofbesitzer) z Lublewa.

Jako miejsce kolejnego zebrania wyznaczono Zaskoczyn (Saskoschin). Protokół zamknęły podpisy filarów związku: Ganzowa, Schulza oraz Rindla.


Spotkanie z 29 czerwca 1890 roku Saskoschin (Zaskoczyn)

Letnie zebranie z 29 czerwca 1890 roku zapisało się w kronikach jako wyjątkowe, ponieważ członkowie stowarzyszenia spotkali się w tej miejscowości po raz pierwszy. Na miejsce zbiórki wyznaczono gościnną karczmę pana Wolffa (Gastwirth Herrn Wolff).

Mimo gorącego, letniego okresu w pasiekach, na spotkanie stawili się kluczowi działacze organizacji: panowie Guntz, Schulz, Ganzow, Filz, Rathke oraz Joseph Sieg, a towarzyszyło im kilku zainteresowanych tematem gości. Po serdecznym przywitaniu, pszczelarze przystąpili do realizacji punktów porządku obrad, które tym razem dotykały tematów z najwyższej, państwowej półki.

Pszczelarze debatują nad ustawą i psychologią roju

Tradycyjnie odczytano i zatwierdzono protokół z poprzedniego, majowego spotkania w Lublewie. Aby nie marnować czasu na teoretyzowanie w dusznej izbie, kluczowy punkt programu czyli wizytację pasieki pana Rathke przesunięto na sam koniec spotkania.

Walka o prawo pszczelarskie. Zgromadzeni z uwagą wysłuchali doniesień z Berlina i Gdańska. Na łamach prasy branżowej (Zentralblatt, numery 11 i 12) analizowano postępy prac specjalnej, 21-osobowej komisji parlamentarnej, która od maja 1890 roku pracowała nad nowym, ogólnokrajowym prawem ochrony pszczół (Bienenschutz-Gesetz).

Po raz kolejny, na bazie najnowszych artykułów, dyskutowano o technicznym aspekcie dogrzewania domków pszczelich. Prawdziwe poruszenie wywołało jednak czytanie sekcji listów do redakcji (Briefkasten), gdzie szukano odpowiedzi na odwieczne pytanie: „Co tak naprawdę zmusza i prowokuje starą królową do opuszczenia macierzystego ula podczas rójki?”.

Krytycznym okiem w pasiece u Rathkego

Gdy formalności dobiegły końca, obecni przenieśli się do ogrodu gospodarza, pana Rathkego, by ocenić jego warsztat pracy. Rathke z dumą zaprezentował kolegom swoją dumę: nowoczesne jak na tamte czasy słomiane kószki z nadstawkami (Strohkörbe mit Aufsatz), które pozwalały na pozyskiwanie czystego miodu bez niszczenia gniazda. Ule te były wykonane z jednego kawałka materiału przez lokalnego koszykarza. Pomorscy bartnicy, znani ze swojej skrupulatności, nie szczędzili jednak koledze krytyki, w protokole odnotowano, że słomiane pierścienie uli wydały się oglądającym „zbyt słabe i wiotkie”.

Na sam koniec pan Rathke wyciągnął ze schowka technologiczny hit tamtych lat, mechaniczną miodarkę (wirówkę do miodu). Urządzenie to wzbudziło ogromne zainteresowanie, choć autor protokołu podsumował je z lekkim, technicznym dystansem, pisząc, że maszyna była „nieco zbyt skomplikowana” (etwas sehr compliciert).

Udane, czerwcowe zebranie w Zaskoczynie przyniosło stowarzyszeniu ogromny napływ nowych członków. W szeregi organizacji wstąpili lokalni mieszkańcy:

- Lindner - właściciel ziemski (Gutsbesitzer) z Zaskoczyn,

- Kinser - właściciel ziemski z Zaskoczyn,

- Michels - szewc (Schuhmacher) z Zaskoczyn,

- Wolff - karczmarz (Gastwirth) z Zaskoczyn,

- Körner - właściciel ziemski z Zaskoczyn,

- Schamp - właściciel ziemski z Zaskoczyn,

- Albert Weigle - z Zaskoczynka (Kl. Sußczyn),

- Marx - nauczyciel (Lehrer) z Będzieszyna (Bösendorf).

Na zakończenie spotkania rzucono hasło, które z pewnością ucieszyło wielu pasieczników: następne spotkanie w Kolbudach (Kahlbude) u pana Bödtkego miało mieć charakter wybitnie towarzyski, ponieważ zaproszono na nie członków wraz z małżonkami i osobami towarzyszącymi (und zwar mit Damen).


Spotkanie z 20 lipca 1890 roku Kahlbude (Kolbudy)

Zgodnie z planem, 20 lipca 1890 roku pszczelarze (oraz towarzyszące im damy) stawili się w malowniczych Kolbudach. Frekwencja dopisała, na liście obecności znaleźli się m.in. panowie Ganzow, Mielke, Riemann, Sieg, Guntz, Werner, nauczyciel Lietz, Neumann, Schulz, gospodarz Bödtke, Bengelsdorff oraz Rux.

Oficjalną część spotkania rozpoczęto od spaceru. Zebrani z wielkim uznaniem obejrzeli pasiekę gospodarza spotkania, pana Bödtkego, oceniając jej stan i porządek jako wzorowy. Następnie formalnie zatwierdzono protokół z Zaskoczyna.

Jak powstrzymać ucieczkę rojów? 

W części teoretycznej mistrzowie radzili, jak radzić sobie z instynktem rojowym pszczół w uli skrzynkowych. Starszyzna zalecała, by przed uformowaniem się mateczników otwierać pszczołom dodatkową przestrzeń miodową (Honigraum). Zgodnie jednak podkreślono, że jedynym stuprocentowo pewnym środkiem zaradczym jest ręczne, skrupulatne wyłamywanie mateczników (Ausbrechen der Weiselzellen).

Zagadkowa choroba majowa

Następnie podjęto trudny temat tzw. „choroby majowej” (Maikrankheit), przejawiającej się nagłą utratą zdolności lotnych przez pszczoły na przełomie maja i czerwca. Pszczelarze słusznie diagnozowali ją jako poważne problemy z układem pokarmowym owadów. Co ciekawe, ówczesna nauka podejrzewała, że winę za to ponosi... rzekomo toksyczna substancja z kwitnących w tym czasie lasów bukowych.

Końcówka lipcowego zebrania w Kolbudach przyniosła rozwiązanie zagadki tajemniczej „choroby majowej”. Doświadczeni pszczelarze doszli do wniosku, że za problemami gastrycznymi owadów stoi miodunka uzyskiwana ze spadzi mszyc oraz toksyczne grzyby sporyszu, rozwijające się na trawach. 

Po załatwieniu spraw czysto technicznych, jak ustalenie, że kasa związku opłaca jedynie podstawowe znaczki pocztowe na przesyłki zbiorowe, przyszedł czas na coś, czego w oficjalnych protokołach rzadko się spodziewamy. Zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią, oficjalne posiedzenie szybko przekształciło się w spotkanie towarzyskie, na które członkowie tłumnie przybyli wraz ze swoimi żonami i córkami. Pisarz zanotował z nieskrywaną radością:

„Po zakończeniu części oficjalnej przeszliśmy do części towarzyskiej. (...) Damy przybyły całkiem licznie, a przy dźwiękach pianina i skrzypiec odtańczono niejeden taniec, w czym rej wodzili zarówno młodsi, jak i starsi”.


Zebranie organizacji w sierpniu 1890 roku Klein Bölkau (Bielkówko)

Kolejne spotkanie, zorganizowane 17 sierpnia 1890 roku, przeniosło pasieczników do Bielkówka (Klein Bölkau). O godzinie 15:45 przewodniczący Ganzow przywitał stałych bywalców (w tym panów Guntza, Mielkego, Zimmermanna oraz nieocenionego mistrza Lebbego z Juszkowa). Z powodu nieobecności sekretarza Rindla, który utknął w pracy, zrezygnowano z czytania poprzedniego protokołu i od razu ruszono w teren. Pszczelarze udali się na inspekcję pasieki pana Schönnagela. Choć jego ule zyskały miano „estetycznych”, starszyzna natychmiast zaczęła udzielać gospodarzowi cennych rad technicznych. Wielką debatę wywołały zwłaszcza szklane okienka w słynnych ulach Dzierżona (Dzierzonstock). Eksperci uznali, że przeszklenia są genialne do obserwacji zachowania roju, ale na zimę bezwzględnie trzeba zasłaniać je grubymi, słomianymi matami, by chronić owady przed mrozem i wilgocią.

Dzierżoński, którego przydatność do produkcji miodu i rozmnażania pszczół, wraz ze wszystkim, co niezbędne, również dla pszczelarza w ulach z plastrami stałymi, Ludwig Huber, dyrektor szkoły w Meberschopsheim [5].


Czy pszczelarze zniszczą sady? Absurdalny spór z Berlina

Najgorętszym punktem obrad okazały się jednak wieści napływające z parlamentu. Rząd wszczął bowiem ogólnokrajowe dochodzenie w gminach mające sprawdzić... „szkodliwość pszczół”. Jeden z posłów komisji rolniczej wysunął absurdalny zarzut, że w miejscach, gdzie uli jest zbyt wiele, pszczoły rzekomo masowo atakują dojrzałe owoce i winogrona, niszcząc lokalne sady i winnice.

Pszczelarze z okolic Juszkowa i Bielkówka nie kryli oburzenia tymi rewelacjami. Na łamach prasy branżowej i podczas lokalnej debaty ostro sprzeciwiono się próbom wprowadzenia zakazu lotów na cudze pola, słusznie argumentując, że pszczoły fizycznie nie są w stanie uszkodzić zdrowej skórki owocu, a ich praca przy zapylaniu przynosi rolnictwu gigantyczne zyski. Zjazd zamknięto mocnym postanowieniem obrony praw pomorskich bartników przed absurdalnymi przepisami.

Druga część sierpniowego zebrania z 1890 roku w Bielkówku (Klein Bölkau) przyniosła niesamowity przegląd ówczesnej wiedzy pszczelarskiej. Po burzliwej debacie nad obroną pszczół przed absurdalnymi oskarżeniami o niszczenie sadów, członkowie stowarzyszenia przeszli do omawiania najnowszych nowinek i porad prosto z prasy branżowej.

Mleko na użądlenia: Powołując się na Leipziger Bienenzeitung (nr 8/1890), jako najlepsze i sprawdzone lekarstwo na bolesne użądlenia pszczół oficjalnie zalecono... okłady ze świeżego mleka.

Czerwona chustka na dzięcioły: Aby odstraszyć dzięcioły niszczące drewniane ule, doświadczeni bartnicy polecali wywieszanie w pasiece małych, jaskrawoczerwonych chustek (ein rothes Tüchlein).

Sikorki pod ostrzałem: Na bazie artykułu z centralnego biuletynu ostrzeżono przed ogromnymi szkodami, jakie zimą w pasiekach potrafią wyrządzić... bogatki (Kohlmeisen). Ponieważ ptaki te zimą niepokoją uśpione pszczoły i wyjadają je u wylotków, nakazano jesienne montowanie specjalnych drucianych siatek zabezpieczających (Drahtgitter).

Intensywne karmienie na koniec lata: W artykule znamiennie zatytułowanym „Koniec lata” radzono, by nie zrażać się gorszym sezonem i utrzymać dotychczasową liczbę rodzin w pasiece. Zalecono szybkie, uderzeniowe dokarmianie, podanie owadom nawet 10 funtów cukru w zaledwie 3 dni.

Wzruszający moment i honorowy dług

W punkcie szóstym protokołu zapisała się niezwykle ludzka opowieść. Głos zabrał pan Carl Graff z Trąbek (Trampken). Poinformował zgromadzonych o śmierci swojego ojca, który był niezwykle zasłużonym i szanowanym członkiem organizacji. Syn poprosił o przyjęcie go do związku w miejsce zmarłego taty, co spotkało się z aprobatą rady. Młody pan Graff natychmiast uregulował składkę członkowską za rok 1890 w wysokości 3,10 marki (wraz z prenumeratą gazety), a także, wykazując się wielkim honorem, spłacił zaległe 4 marki za ul, który jego ojciec otrzymał od stowarzyszenia jeszcze jesienią 1889 roku.

Nowa krew w stowarzyszeniu

Tego popołudnia organizacja urosła w siłę o kolejnych fachowców. Status pełnoprawnych członków, po wpłaceniu wpisowego w kwocie 1,50 marki, uzyskali:

Kminkowski - mistrz siodlarski (Sattlermeister) z Bąkowa koło Lublewa (Bankau pr. Löblau),

Bendisch - ogrodnik (Gärtner) z Goszyna koło Pruszcza (Goschin b. Praust).

Na miejsce kolejnego, wrześniowego zjazdu wyznaczono Kleszczewo Wielkie (Groß Kleschkau). Pszczelarze spotkają się tam w gościnnych progach karczmy pana Lietzaua. Pod protokołem podpisy złożyli tradycyjnie trzej muszkieterowie związku: Ganzow, Lübbe oraz Guntz.


Zebranie w Groß Kleschkau (Kleszczewo) 7 września 1890 r.

Wrześniowe zebranie Stowarzyszenia Pszczelarzy z Juszkowa miało wyjątkowo uroczysty i wielowątkowy charakter. Tym razem członkowie spotkali się w Kleszczewie Wielkim (Groß Kleschkau) w znanej i cenionej gospodzie pana Lietzaua. Choć frekwencja dopisała (przybyło dwunastu doświadczonych pszczelarzy oraz miejscowy nauczyciel Schwalhorn), spotkanie rozpoczęło się w podniosłym tonie. Przewodniczący Ganzow uroczyście ogłosił śmierć wieloletniego, niezwykle zasłużonego działacza związku, właściciela ziemskiego pana Graffa z Trąbek (Trampken). Pszczelarze uczcili jego pamięć, powstając z miejsc.

Wielka wystawa i tańce za 50 fenigów w Pruszczu Gdańskim

Najważniejszym punktem logistycznym była propozycja, która zrodziła się jeszcze podczas spotkania w Bielkówku. Członkowie zapragnęli zorganizować w październiku wielką imprezę towarzyską dla rodzin. Sprawą zainteresował się sam szef struktur centralnych, miejski inspektor szkolny Altt z Sopotu (Zoppot). Zaproponował on, by połączyć zabawę z lokalną wystawą pszczelarską w Pruszczu Gdańskim (Praust), na którą centrala obiecała wyłożyć dotację w wysokości aż 60 marek!

Po burzliwej debacie pomysł klepnięto. Postanowiono zorganizować pokaz dla członków i gości, a po części oficjalnej zaplanowano wielką potańcówkę. Aby nie generować zbędnych kosztów, postanowiono zatrudnić tylko dwóch muzyków: pianistę i skrzypka. Ustalono też, że zaproszeni goście (spoza struktur związku) będą zrzucać się na opłacenie muzyki, płacąc symboliczne 50 fenigów wpisowego za wstęp na parkiet.

Związkowa ekonomia i twarde negocjacje

Druga część spotkania pokazała, że pszczelarze potrafią twardo liczyć pieniądze. Rok wcześniej trzej członkowie (Werner, Neumann oraz zmarły Graff) otrzymali od związku ule. Zgodnie z umową, jesienią 1890 roku mieli zwrócić organizacji po jednej młodej, silnej rodzinie pszczelej do dalszego rozdysponowania. Życie jednak zweryfikowało te plany: panu Neumannowi rój padł, u pana Wernera był zbyt słaby, a spadkobiercy pana Graffa z Trąbek polubili swój ul tak bardzo, że nie chcieli go oddawać. Wywiązała się długa, wielogodzinna dyskusja. Ostatecznie zawarto kompromis: rodzina Graffów zatrzymała ul, wpłacając do kasy potężną kwotę 11 marek. Pechowcy (Neumann i Werner) musieli wpłacić po 4 marki kary, a zwrot zdrowego ula odroczono im na kolejny rok.

XIX-wieczna lekcja biologii: Jak pszczoła „poci się” woskiem

Na zakończenie spotkania sekretarz Rindel (który wreszcie dotarł na spotkanie) wygłosił fascynujący, głęboki wykład naukowy. Wyjaśniał biologię owadów w oparciu o najnowsze ówczesne badania chemiczne.

Proces trawienia: Wyjaśniał, że nektar to „surowy miód”, który po zassaniu aparatem gębowym trafia do specjalnego wola (żołądka miodowego), gdzie przechodzi proces zagęszczania i chemicznej transformacji, zanim zostanie zwrócony do komórek.

Cena wosku: Rindel uświadomił zebranym, jak energochłonna jest produkcja wosku. Pszczoły dosłownie „wypacają” wosk w postaci małych łusek na segmentach odwłoka, ale aby wyprodukować zaledwie pół funta wosku, rój musi zużyć od 15 do 20 funtów miodu! Z tego powodu sekretarz apelował, by szanować stare plastry i ich pochopnie nie niszczyć.

Starzenie się uli: Ciekawostką był fakt, że komórki woskowe z czasem się kurczą. Każda rodząca się pszczoła pozostawia w kokonie mikroskopijną koszulkę (wylinkę). Po 5-6 latach komórki stają się tak ciasne, że rodzące się w nich pszczoły są mniejsze i słabsze! Rindel zalecał więc regularną wymianę gniazda i zachwalał absolutny hit rynkowy tamtych lat: sztuczną węzę (Mittelwände).


Zebranie w Löblau (Lublewo) 12 października 1890 r.

Planowana z wielkim rozmachem październikowa wystawa pszczelarska w Pruszczu Gdańskim (Praust), która miała być połączona z hucznym zjazdem pomorskich bartników, zakończyła się nagłym skandalem logistycznym. W ostatniej chwili na biurko przewodniczącego Ganzowa trafił oficjalny list odmowny od szefa struktur centralnych, inspektora Altta z Sopotu (Zoppot), który wycofał obiecane fundusze. Na domiar złego, gdy wieść o tym dotarła do Pruszcza, właściciel tamtejszego gościńca, pan Kucks (właściciel słynnego Kuck's Hotel), natychmiast wycofał swoją obietnicę darmowego udostępnienia sali balowej. W tej awaryjnej sytuacji pszczelarze musieli na gwałt zmienić plany i przenieść całe zebranie do Lublewa Gdańskiego (Löblau).

Mimo zamieszania frekwencja w Lublewie okazała się rekordowa. Na listę wpisali się m.in. panowie Arndt, Kahlau oraz Hoffmann, którzy oficjalnie wstąpili w szeregi stowarzyszenia. Dodatkowo, pod wpływem udanych transakcji z poprzedniego miesiąca, panowie Neumann oraz Werner postanowili zakończyć spory o stan swoich uli i wpłacili do kasy związku po 11 marek, wykupując powierzone im rodziny pszczele na własność.

Toksyczna chemia w XIX-wiecznym cukrze i pszczoła-okulista

W części naukowej zebrania pasiecznicy podjęli niezwykle ważny temat zimowego dokarmiania owadów. Na łamach prasy branżowej opublikowano ostrzeżenie przed tzw. cukrem błękitnionym. Ówczesne cukrownie, chcąc uzyskać nieskazitelną biel produktu, rafinowały go przy użyciu kwasu siarkawego lub sztucznie barwiły błękitem (ultramaryną). Praktyka ta okazała się zabójcza dla delikatnych układów pokarmowych pszczół. Członkom związku kategorycznie nakazano kupowanie wyłącznie czystego, szarego cukru krystalicznego, wolnego od chemicznych wybielaczy.

Jako ciekawostkę literacką, sekretarz Rindel odczytał z pisma Pszczelarstwo pruskie (Preußische Bienenzucht) osobliwy artykuł o tym, że... jad pszczeli oraz bliskość uli bywają z powodzeniem stosowane przez ówczesnych okulistów do leczenia niektórych schorzeń wzroku.

Druga potańcówka z rzędu i nowi członkowie z Lublewa

Choć oficjalna wystawa w Pruszczu upadła, pszczelarze nie zamierzali rezygnować z zabawy. Na część nieoficjalną ponownie zaproszono damy, a salę w Lublewie wypełniły dźwięki wynajętych muzyków grających na skrzypcach i pianinie. Tańce, w których uczestniczyli starsi i młodsi, trwały w świetnych humorach do późnej nocy.

W trakcie luźnych, zakrapianych rozmów przy stołach, urok lokalnej społeczności podziałał na kolejnych mieszkańców Lublewa. Do stowarzyszenia oficjalnie dołączyli wpływowi obywatele wsi, uiszczając składki wpisowe na nadchodzący rok 1891:

Brithul - właściciel ziemski (Gutsbesitzer),

Grunwald - mistrz szewski (Schuhmacher),

Wittstock - mistrz kowalski (Schmiedemeister).


9 listopada 1890 roku w Prangowie (Prangenau)

Listopadowe zebranie, które odbyło się 9 listopada 1890 roku w Prangowie (Prangenau), rozpoczęło się od osobistego akcentu. Młody przewodniczący Ganzow przywitał zgromadzonych i przekazał serdeczne pozdrowienia od swojego ojca, królewskiego sołtysa wsi Juszkowo, który z powodu ciężkiej choroby nie mógł osobiście dotrzeć na obrad. Zjazd przyniósł jednak niezwykle ważne, strategiczne wiadomości dla całego pomorskiego pszczelarstwa.

Tczew szykuje wystawę, a Malbork łączy się z Gdańskiem 

Przedstawiciele związku z wielkim entuzjazmem przyjęli wiadomość, że w nadchodzącym 1891 roku sąsiedni oddział w Tczewie (Dirschau) zorganizuje wielką, dwudniową wystawę pszczelarską, która potrwa przez całą sobotę i niedzielę.

O wiele ważniejsza okazała się jednak debata nad reorganizacją struktur na szczeblu prowincjonalnym. Pszczelarze analizowali głośną dymisję dyrektora szkoły rolniczej w Malborku, który dotychczas przewodził tamtejszemu niezależnemu związkowi (Marienburger Verein). W kulisach rozpoczęły się intensywne rozmowy nad wielką fuzją: stowarzyszenie malborskie miało zostać przekształcone w oficjalną filię potężniejszego Związku Gdańskiego (Danziger Hauptverein), w skład którego wchodziła właśnie sekcja z Juszkowa. Twarde negocjacje w tej sprawie wciąż trwały.

Rewolucyjny wynalazek nauczyciela spod Malborka 

Po zebraniu składek członkowskich na rok 1891, przewodniczący Ganzow zaprezentował zebranym najnowsze technologiczne doniesienia z prasy fachowej. Prawdziwe poruszenie wywołał artykuł poświęcony nowatorskiemu projektowi maszynowemu. Chodziło o nowoczesną wirówkę do miodu (miodarkę), którą skonstruował i opatentował nauczyciel Julius Strieger z miejscowości Wernersdorf (dzisiejsza Pogorzała Wieś w powiecie malborskim). Wynalazek Striegera opierał się na rewolucyjnym, dwustronnym ułożeniu komórek o podwójnej wielkości w wirującym bębnie. Pozwalało to na maksymalne oszczędzanie woskowych plastrów i ułatwiało pszczołom ponowne składanie miodu. Pomorscy pasiecznicy z zapartym tchem analizowali techniczne rysunki mechanizmu, widząc w nim przyszłość wydajnej pracy w pasiekach.

Kawały z gazety i garncarz w szeregach związku 

W części poświęconej poradom technicznym poruszono także kwestię karmienia owadów sfermentowanym miodem (uznano, że jest to dopuszczalne, pod warunkiem idealnego oczyszczenia z kwasów). Z kolei na poprawę humorów, przed oficjalnym zamknięciem księgi, przewodniczący odczytał zebranym satyryczną anegdotę z popularnego tygodnika Lustige Blätter zatytułowaną „Gdy ktoś piastuje urząd”.

Listopadowe spotkanie w Prangowie zakończyło się oficjalnym przyjęciem trzech nowych, szanowanych członków, którzy postanowili zainwestować w pszczelarską pasję:

- Julius Bödtke - rentier z Kolbud (Kahlbude),

- Rauschenink - mistrz zduński i garncarz (Töpfer) z miejscowości Ostroszki (Ostroschken),

- Scherlinski - lokalny kupiec (Kaufmann) z samego Prangowa.

Pod protokołem podpisy złożyli najważniejsi działacze z przewodniczącym Ganzowem i sekretarzem Kindlem na czele, pieczętując udany, pełen technologicznych nowinek zjazd.



Zebranie stowarzyszenia w Straschin (Straszyn) 30 listopada 1890 r.

Pod sam koniec miesiąca, 30 listopada 1890 roku, członkowie Stowarzyszenia Hodowców Pszczół z Juszkowa zebrali się na kolejnym spotkaniu, tym razem w Straszynie (Straschin). Pasiecznicy nie obradowali jednak w szkole, lecz w gościnnych progach lokalu należącego do miejscowego kupca, pana Röhla. Na liście obecności, obok stałych działaczy (Ganzowa, Guntza, Kindla, mistrza Lübbe czy Wesołowskiego), pojawiło się głośne w regionie nazwisko, szanowany lekarz, dr Crone.

Choć sami pasiecznicy podczas oficjalnych obrad skupiali się na sprawach gospodarczych, warto pamiętać o muzycznym tle tamtej epoki. Pod koniec XIX wieku na Pomorzu panowała olbrzymia moda na zrzeszanie się, nie tylko zawodowe, ale i kulturalne. Doskonałym przykładem jest sąsiedni Pruszcz Gdański, gdzie niespełna trzy lata wcześniej, 20 kwietnia 1887 roku, powołano do życia męskie towarzystwo śpiewacze Liedertafel Praust pod kierownictwem nauczyciela Waschkaua. 

Po tym, jak już we wcześniejszych czasach istniało w Pruszczu Towarzystwo Śpiewacze, które jednakże zaprzestało działalności, teraz, mianowicie 20 kwietnia 1887 r., powstało nowe towarzystwo śpiewacze o nazwie Liedertafel Praust, które na swojego prowadzącego wybrało nauczyciela Waschkaua, podczas gdy przewodnictwo towarzystwa przejął pan Eugen Boesler; liczba aktywnych członków wynosiła w chwili założenia grupy 14 osób [4].


Choć juszkowscy bartnicy własnego chóru nie założyli, duch muzyki był im bliski, po oficjalnych i trudnych debatach tradycyjnie zapraszali damy, wynajmowali skrzypka oraz pianistę i bawili się do późnej nocy. A debaty w Straszynie do łatwych nie należały.

Fuzja z Malborkiem i 58 marek w kasie 

Najważniejszym punktem obrad było zrelacjonowanie przez przewodniczącego Ganzowa wielkiego zjazdu Zarządu Głównego, który odbył się osiem dni wcześniej. Centralnym tematem była wspomniana już w Pręgowie, fuzja struktur gdańskich ze Związkiem Malborskim (Marienburger Verein). Liderzy obu organizacji wypracowali projekt wspólnego statutu, a ostateczna decyzja miała zostać podjęta przez wszystkich członków podczas walnego zgromadzenia na Wielkanoc 1891 roku.

Na osłodzenie negocjacji Ganzow przekazał zebranym znakomitą wiadomość finansową: Zarząd Główny docenił prężne działanie sekcji z Juszkowa i przelał na ich konto pokaźną dotację w wysokości 58 marek! Przewodniczący, dziękując za ten zastrzyk gotówki, gorąco apelował do obecnych, by trwali w wierności stowarzyszeniu i nieustannie werbowali w swoje szeregi sąsiadów.

Kurs pszczelarski? Dziękuję, nie reflektuję 

Choć organizacja dysponowała funduszami i wielkimi ambicjami edukacyjnymi, punkt trzeci protokołu przyniósł spore rozczarowanie. Zarząd planował uruchomienie profesjonalnego, zimowego kursu rzemiosła pszczelarskiego (Bienen-Lehrkursus). Okazało się jednak, że wśród lokalnych gospodarzy ze Straszyna i okolic... nie zgłosił się ani jeden chętny (keine Teilnehmer meldend). Listopadowy brak czasu lub zwykła niechęć do teoretycznej nauki wygrały z edukacyjnymi planami zarządu.

Wielkie plany na gdańskim rynku 

Na zakończenie spotkania pszczelarze poddali analizie najnowsze wieści prasowe dotyczące planowanej, prestiżowej wystawy bartniczej, która miała odbyć się na Głównym Rynku w Gdańsku (Danziger Markt). Po zebraniu najnowszych danych statystycznych z okolicznych pasiek, liderzy związku zamknęli udany rok 1890, odkładając wyznaczenie terminu kolejnego, noworocznego zjazdu na późniejszy czas.



Zebranie stowarzyszenia w Praust (Pruszcz Gdański), 15 marca 1891 r.

Po długiej zimowej przerwie, 15 marca 1891 roku, członkowie Stowarzyszenia Pszczelarzy z Juszkowa zainaugurowali nowy sezon. Tym razem miejscem spotkania stał się Pruszcz Gdański (Praust), a pasiecznicy zebrali się w przytulnych progach popularnego gościńca pana Stegta. Wyjątkowo długa i sroga zima dała się wszystkim we znaki, dlatego przewodniczący Ganzow, otwierając obrady, wyraził głęboką nadzieję, że mrozy nie przyniosły wielkich strat w lokalnych pasiekach. Przekazał także ubolewania od swojego ojca, królewskiego sołtysa Juszkowa, który z powodu nawracającej choroby musiał pozostać w łóżku.

Ważnym i radosnym momentem było oficjalne powitanie nowego członka, w szeregi organizacji wstąpił pan Garde, szanowany gospodarz z podgdańskich Łostowic (Schönfeld).

Wielka wyprawa do Tczewa i diety dla delegatów

Po zatwierdzeniu zaległego protokołu ze Straszyna z końca listopada, pszczelarze przeszli do kluczowych decyzji personalnych. Okazją do tego był zbliżający się wielki zjazd prowincjonalny, zaplanowany na środę, 1 kwietnia 1891 roku, w prestiżowym Domu Strzeleckim w Tczewie (Schützenhaus zu Dirschau).

Dzięki prężnej działalności, stowarzyszenie z Juszkowa przekroczyło imponującą barierę 100 zarejestrowanych członków, co przełożyło się na prawo do wystawienia aż czterech oficjalnych reprezentantów. W tajnym głosowaniu mandaty delegatów powierzono panom Ganzowowi, Engelmannowi, Lebbe oraz sekretarzowi Kindlowi. Aby godnie reprezentowali region nad Wisłą, związek przyznał im z własnej kasy oficjalne diety na pokrycie kosztów podróży i utrzymania.

Państwowa fuzja pod lupą: Granica na Wiśle

W punkcie czwartym powróciła gorąca sprawa fuzji struktur gdańskich z sąsiadami z Malborka (Marienburger Verein). Choć pruskie władze rządowe naciskały na pełne i bezwarunkowe zjednoczenie w jeden organizm, pomorscy bartnicy postanowili walczyć o swoją niezależność. Wypracowano genialne, kompromisowe rozwiązanie geograficzne: naturalną granicą między dwoma potężnymi związkami miała stać się rzeka Wisła. Wszystkie pasieki leżące po jej prawej stronie miały podlegać pod Malbork, natomiast lewy brzeg (w tym powiat gdański) pozostawał pod wyłączną jurysdykcją Związku Gdańskiego.

Pszczelarze idą po naukę!

Ogromną radość przyniosły rozmowy o edukacji, które zatarły złe wrażenie po listopadowej klapie frekwencyjnej w Straszynie. Na profesjonalny, elitarny kurs pszczelarski oficjalnie wytypowano i zgłoszono pana Lietza z Kolbud (Kahlbude). Co więcej, w ostatniej chwili chęć do naukowej debaty zgłosił także pan Horn, powszechnie szanowany nauczyciel ze Straszyna. Zarząd z entuzjazmem przyjął jego kandydaturę i zobowiązał się do natychmiastowego sprawdzenia w centrali, czy uda się rozszerzyć limit miejsc, by wysłać na szkolenie obu reprezentantów.

Po zamknięciu kwestii zamówień na nowe ramki i węzę pszczelą, zmęczeni, ale usatysfakcjonowani obradami pasiecznicy ustalili, że kolejne, wiosenne zebranie odbędzie się w Lublewie (Löblau), w gościnie u tamtejszego karczmarza, pana Niemanna.


Zebranie w Klein Bölkau (Bielkówko) 24 maja 1891 r.

Majowe zebranie Stowarzyszenia Pszczelarzy z Juszkowa przeniosło pasieczników do Bielkówka (Klein Bölkau). Pod przewodnictwem Ganzowa członkowie oraz dwaj zaproszeni goście (panowie Knising i Giergensen) zasiedli przy stołach gościnnego lokalu pana Fiestke. Spotkanie, choć zapowiadało się sielankowo, szybko zamieniło się w niezwykle emocjonującą, twardą debatę techniczną i ekonomiczną.

Pod znakiem zapytania stanęło na wstępie poprzednie spotkanie w Lublewie (Löblau), sekretarz w ferworze wiosennych prac zapomniał... dołączyć zaległego protokołu, co uwieczniono uroczyście ołówkową notatką na marginesie księgi.

Krytyka rewolucyjnego ula i hołd dla Dzierżona

Prawdziwe poruszenie wywołał sam przewodniczący Ganzow, który przytaszczył na salę obrad potężny, czteropiętrowy ul stojak. Prezentacja nowoczesnej konstrukcji zamiast braw spotkała się jednak z chłodną, rzemieślniczą krytyką. Doświadczeni bartnicy natychmiast wytknęli projektowi wadę: ramki opierały się na zwykłych listewkach zamiast wpuszczania w specjalne rowki, co uniemożliwiało ich przełożenie do standardowych klatek używanych w regionie.

Ule w pasiece, czteropiętrowy ul-stojak (https://www.quagga-illustrations.de/produkt/h0047323/)


Przy okazji wywiązała się ważna debata nad standaryzacją pasiek. Ganzow gorąco przekonywał obecnych do stosowania legendarnej miary ulowej ks. Jana Dzierżona. Argumentował, że konstrukcja śląskiego mistrza gwarantuje optymalne zimowanie, zmuszając pszczoły do bezpiecznego składania zapasów miodu w samym centrum ula.

Pokaz technologiczny mistrza Lebbe

Najjaśniejszym punktem majowego zjazdu był pokaz praktyczny, który przygotował pan Lebbe z Juszkowa. Udowodnił on, że pomorscy pszczelarze nie boją się technologii. Przywiózł na zebranie puste ramki, woskowe plastry oraz... nowoczesną maszynę do wtapiania węzy (Löthmaschine). Lebbe na żywo zaprezentował, jak za pomocą rozgrzanego urządzenia błyskawicznie i idealnie równo montuje się sztuczną węzę. Pokaz wywołał szczery zachwyt, a zgromadzeni długo testowali nowinkę techniczną. Tuż po pokazie sekretarz przeprowadził szybką transakcję, sprzedając jednemu z obecnych ocynkowane blachy odgrodowe do uli.

Spór o biznes i potop z nieba

W części wolnych wniosków odczytano fachowy artykuł o metodach pozyskiwania czystego wosku, po czym jeden z członków rzucił odważny pomysł: założenie wspólnej pasieki związkowej. Miało to być miejsce testowe, z którego członkowie mogliby tanio kupować młode rojowiska. Pomysł brzmiał pięknie, ale przewodniczący Ganzow natychmiast sprowadził entuzjastów na ziemię. Jako sprawny zarządca wykazał, że koszty stałe i ryzyko utrzymania wspólnego personelu szybko przerosną spodziewane zyski z miodu, a projekt ostatecznie porzucono.

Na koniec zebrania planowano uroczysty spacer do pobliskiego gospodarstwa pana Schirrmachera, by dumnie obejrzeć stan jego uli po zimie. Niestety, natura miała własne plany. Nad Bielkówkiem rozpętała się gwałtowna ulewa, która zmusiła pszczelarzy do pozostania w bezpiecznych murach gospody Fiestkego. Kolejne spotkanie, miejmy nadzieję, że przy lepszej pogodzie, zaplanowano w samym sercu organizacji, w Juszkowie (Gischkau).


Zebranie stowarzyszenia w Gischkau (Juszkowo) 21 czerwca 1891 r.

Letnie, czerwcowe spotkanie Stowarzyszenia Pszczelarzy z Juszkowa (Gischkau) zgromadziło rekordową liczbę uczestników. 21 czerwca 1891 roku w progach gospody pana Stamma w Juszkowie stawili się nie tylko stali członkowie z przewodniczącym Ganzowem i dr. Crone na czele, ale także, co rzadko się zdarzało, cała rzesza zaciekawionych gości z okolicy. Wszystko za sprawą niezwykłego pokazu na żywo, który zapowiedział lokalny mistrz, pan Lebbe.

Tak mogła wyglądać gospoda pana Stamma w dawnym Juszkowie (Gischkau). Wizualizacja powstała w oparciu o historyczną pocztówkę „Gruss aus Gischkau”, na której uwieczniono jeden z najbardziej charakterystycznych budynków miejscowości. To właśnie tutaj spotykali się mieszkańcy, odbywały się zebrania lokalnych organizacji, a niejedna ważna dla wsi decyzja zapadała przy wspólnym stole. Dzisiejsza rekonstrukcja pozwala choć częściowo wyobrazić sobie atmosferę Juszkowa sprzed ponad stu trzydziestu lat.


Włoski temperament i ule z mchu

Zamiast tradycyjnych obrad za stołem, spotkanie rozpoczęło się od fascynującej wycieczki na pasiekę pana Lebbego. Gospodarz postanowił zaprezentować zebranym najnowsze, południowe trendy w hodowli owadów sprowadzone specjalnie pszczoły rasy włoskiej (Italiener-Volk). Na oczach zdumionych rolników i pasieczników Lebbe przeprowadził pokaz sztucznego rozmnażania rodziny pszczelej, tworząc od podstaw nowy, zdrowy rój (Kunstschwarm).

Następnie zaprosił gości do swojej pracowni, w której prezentował autorskie projekty uli. Prawdziwą sensację i podziw wzbudził misternie wykonany, ekologiczny ul pleciony ze słomy i mchu. Konstrukcja była tak unikalna, że związek zaproponował wysłanie jej na zbliżającą się wielką Wystawę Pszczelarską do Chojnic (Konitz), o ile sprytny konstruktor nie znajdzie wcześniej na nią kupca na miejscu. Do samych Chojnic nikt inny z Juszkowa nie planował wysyłać swoich produktów, jednak przewodniczący Ganzow obiecał, że spróbuje odwiedzić wystawę osobiście w charakterze delegata.

Związkowe oszczędności i gdańska lokata

Po powrocie na salę obrad u Stamma, sekretarz Kindel przedstawił oficjalne zamknięcie ksiąg rachunkowych za miniony rok 1890. Finanse juszkowskiego związku lśniły wzorowym porządkiem: przychody wyniosły 431,99 marki, wydatki zamknęły się w kwocie 234,84 marki, co dało czysty zysk w wysokości 197 marek i 15 fenigów. Pszczelarze wykazali się dużą roztropnością ekonomiczną, okrągłe 150 marek z tej nadwyżki natychmiast przelano na procentującą lokatę do Kasy Oszczędnościowej w Gdańsku (Danziger Sparkasse), zabezpieczając fundusze na przyszłe inwestycje.

Czy królowa ma wolną wolę? Burzliwa debata naukowa

Druga część zebrania upłynęła pod znakiem zaciekłej dyskusji nad wymiarami ramek (gdzie ostatecznie większość opowiedziała się za tradycyjną miarą śląskiego mistrza, ks. Dzierżona) oraz... artykułem z prestiżowej Lipskiej Gazety Pszczelarskiej (Leipziger Bienenzeitung).

Tekst dotyczył biologii i intymnego życia owadów, a dokładniej mechanizmu składania jaj przez matkę pszczelą. Przez lata uważano, że to wielkość komórki w ulu mechanicznie wymusza na królowej zapłodnienie jaja. Lipska prasa uświadomiła jednak pomorskim bartnikom rzecz rewolucyjną: składanie zapłodnionych bądź niezapłodnionych jaj (z których rodzą się trutnie) to świadomy akt wolnej woli królowej (Akt der Willkür), a nie bezwiedny proces mechaniczny. Informacja ta wywołała gigantyczną, pełną emocji debatę teoretyczną wśród obecnych na sali rolników.

Sukces spotkania przypieczętowano przyjęciem w szeregi organizacji dwóch nowych, zamożnych gospodarzy z Juszkowa, panów Senkpiela oraz Klinga. Na kolejne, wakacyjne spotkanie pszczelarze postanowili wybrać się w malownicze rewiry kaszubskie do Przywidza (Mariensee).


Zgromadzenie w Mariensee (Przywidz), dnia 19 lipca 1891 r.

W niedzielę, 19 lipca 1891 roku, członkowie Stowarzyszenia Pszczelarzy z Juszkowa wybrali się na letni zjazd w malownicze reiry kaszubskie do Przywidza (Mariensee). Choć frekwencja dopisała, cel spotkania miał charakter misji ratunkowej. Przewodniczący Ganzow oficjalnie ogłosił, że dawna, samodzielna sekcja w Przywidzu, która w czasach świetności zrzeszała aż 42 pasieczników, niemal całkowicie zaprzestała działalności. Aby ratować lokalne bartnictwo, zarząd podjął decyzję: dopóki przywidzki oddział się nie odrodzi, wszyscy tutejsi gospodarze mogą bez żadnych formalnych przeszkód i barier wstępować bezpośrednio do prężnych struktur w Juszkowie.

Pszczelarskie patenty nauczyciela z Bąkowa

Najważniejszym i najbardziej ożywionym punktem programu okazał się referat poświęcony metodom skutecznego dokarmiania rojów oraz przygotowania pasiek do zimowania. Na tym tle prawdziwym kunsztem i pomysłowością wykazał się nauczyciel Meyer z Bąkowa (Bankau).

Odrzucając skomplikowane i drogie technologie, przedstawił on zgromadzonym swój autorski, niezwykle praktyczny domowy patent. Meyer wyjaśnił, że podczas chłodnych i dżdżystych dni, kiedy pszczoły nie mogą opuszczać gniazda, dokarmia swoje owady od góry ula... za pomocą grubego gumowego węża, którego wylot zabezpieczał zwykłą gąbką. Taki mechanizm pozwalał owadom bezpiecznie pobierać syrop cukrowy, zapobiegał ich masowemu tonięciu w podkarmiaczkach i, co kluczowe, nie powodował groźnego dla czerwia wychłodzenia ula.

Bębnowanie koszy i sekrety poddawania matek

W dalszej części spotkania sekretarz Kindel przybliżył zebranym tajniki sztucznego rozmnażania rodzin. Porównywał on tradycyjne, pomorskie metody pracy ze starymi ulami słomianymi (w których stosowano tzw. bębnowanie, czyli wysadzanie pszczół z kosza) z nowoczesną gospodarką w ulach skrzynkowych poprzez tworzenie kontrolowanych odkładów.

Z kolei w ramach ciekawostek z prasy centralnej (Centralblatt) zaprezentowano nowatorską, niezwykle bezpieczną metodę poddawania do ula nowej królowej. Aby zapobiec agresji ze strony robotnic, rolnicy zaczęli stosować specjalne klatki wykonane z czystego wosku. Ponieważ taka konstrukcja do złudzenia przypominała pszczołom naturalny, matecznikowy wosk, robotnice o wiele łagodniej reagowały na nową lokatorkę, a zanim zdążyły zgryźć woskową barierę, zapach nowej matki zdążył już zneutralizować nastroje w ulu.

Po udanych debatach pod protokołem swoje podpisy złożyli Ganzow, Riex oraz Kindel. Sukces spotkania przypieczętowano przyjęciem nowego członka pana Plegera, zamożnego rentiera z Borowiny (Barenhütte). Na koniec ogłoszono wielką nowinę: kolejny, sierpniowy zjazd zaplanowano w Kolbudach (Kahlbude) u pana Böttkego, a spotkanie to ma mieć charakter wybitnie towarzyski, ponieważ pasiecznicy zostali poproszeni o przybycie wraz ze swoimi damami!


Zgromadzenie w Kahlbude (Kolbudy), dnia 19 lipca 1891 r.

Sierpniowe spotkanie Stowarzyszenia Pszczelarzy z Juszkowa przejdzie do historii jako jeden z najbardziej widowiskowych i radosnych zjazdów tamtego roku. 9 sierpnia 1891 roku pasiecznicy zjechali do Kolbud (Kahlbude), ściągając ze sobą nie tylko rzesze zaciekawionych gości, ale przede wszystkim swoje małżonki oraz partnerki. Zapowiadany miesiąc wcześniej letni zjazd z damami stał się faktem.

Pokaz technologii: Para w ruch!

Zanim jednak na sali ruszyły tany, gospodarz spotkania, pan Boetke, zaprosił wszystkich do swojego ogrodu. Zaprezentował dumnie 13 doskonale utrzymanych i silnych rodzin pszczelich, które z powodzeniem hodował zarówno w nowoczesnych ulach skrzynkowych, jak i tradycyjnych słomianych koszach.

Największe oblężenie przeżywało jednak inne urządzenie. Na środku pasieki, ku uciesze zgromadzonych, uruchomiono zakupiony ze wspólnej kasy związkowy parowy topielnik do wosku (Dampfwachsschmelzer). Maszyna pracowała na pełnych obrotach, pokazując, jak za pomocą gorącej pary można błyskawicznie i bez marnowania surowca oczyszczać stare plastry.

Miodarka od mistrza cegielni

Chwilę później uwaga pasieczników przeniosła się na wielki pokaz i testy terenowe wirówek do miodu (Honigschleudern). Członkowie związku skrupulatnie oceniali wydajność i ergonomię poszczególnych modeli. Bezapelacyjnym zwycięzcą technologicznego castingu okazała się miodarka zaprezentowana przez pana Ganzowa, mistrza cegielni z Bielkowa (Groß Bölkau). Urządzenie zachwyciło prostotą i solidnością, a jego ostateczny koszt, uwzględniający już cenę transportu kolejowego, wynosił równe 32 marki.

Statut zjednoczenia i zaproszenie do Tczewa

W części oficjalnej, po podpisaniu zaległych dokumentów z Przywidza, przewodniczący Ganzow ogłosił sukces rozmów na szczycie. Zaprezentował ostateczną wersję nowego statutu, który regulował fuzję struktur gdańskich z malborskimi na partnerskich warunkach. Na koniec części formalnej zarząd gorąco zachęcił wszystkich do wysyłania swoich produktów na prestiżową, wielką wystawę rolniczo-pszczelarską do Tczewa (Dirschau), która miała odbyć się już w weekend 5 i 6 września.

Część oficjalna zamknięta, czas na bal!

Gdy tylko schowano dokumenty i protokoły, rozpoczęła się najbardziej wyczekiwana, nieoficjalna część wieczoru. Przy dźwiękach muzyki ruszył tradycyjny pszczelarski bal z tańcami (gemütliche Teil mit Tanz), na którym królami parkietu stali się pomorscy bartnicy i towarzyszące im z dumą damy. Zabawa trwała do późnego wieczora, jednocząc lokalną społeczność mocniej niż jakakolwiek uchwała.

Sukces spotkania przypieczętowano przyjęciem trzech nowych członków: kierownika gorzelni z Goszyna (Goschin) oraz księgowego i gospodarza z Bielkowa. Na kolejne powakacyjne spotkanie pszczelarze wybrali kultowe miejsce, słynną gospodę i karczmę „Ankerschmiede” (Pod Kotwicą) w Pruszczu u kupca Alberta Weiglego.




Zebranie stowarzyszenia w Saskoschin (Zaskoczyn) 13 września 1891 r.

Wrześniowe spotkanie Stowarzyszenia Pszczelarzy przeniosło się 13 września 1891 roku do Zaskoczyna (Saskoschin). Członkowie związku gościli tym razem u znanego, pruszczańskiego kupca Alberta Weiglego (właściciela słynnej gospody „Ankerschmiede” w Pruszczu). Atmosfera od samego początku była niezwykle ożywiona, ponieważ zaledwie tydzień wcześniej, w dniach 5 i 6 września, odbyła się wielka, okręgowa Wystawa Pszczelarska w Tczewie (Dirschau).

Oficjalne doniesienia medialne z tej imprezy malowały obraz absolutnego triumfu. Na łamach „Altpreußische Zeitung” („Gazety Staropruskiej”) z 6 września mogliśmy przeczytać pasjonującą relację:

„Tutejsze stowarzyszenie pszczelarskie zorganizowało wczoraj i dzisiaj wystawę w Schützengarten, która dzięki żywemu zainteresowaniu jego członków i licznie zgromadzonych miłośników pszczół dała wymowne świadectwo. Wystawa, na której zaprezentowano około 10 żywych rodzin pszczelich w ulach ze słomy i drewna, a także puste ule wszelkiego rodzaju, różnorodne narzędzia pszczelarskie oraz bogate zapasy miodu i wosku, została wczoraj, pomimo ulewnego deszczu, odwiedzona przez wielu zapalonych pszczelarzy... Dzisiaj, przy promiennym słońcu, w ogrodzie wystawowym pojawiła się duża rzesza zwiedzających, którzy z wielkim zainteresowaniem śledzili pouczające wykłady i praktyczne pokazy... Po rozlosowaniu dużej pasieki z dwoma rodzinami pszczelimi o wartości 120 marek wystawa, podczas której koncertowała miejska orkiestra z Marienburga, została zamknięta o godz. 22:00. Uroczystość zakończyła się małą potańcówką w domu strzeleckim [6]. 

Tczewski bubel kontra inżynierowie z Juszkowa

Gdy jednak przewodniczący Ganzow zamknął oficjalne gratulacje i złożył wewnętrzny raport z wyjazdu do Tczewa, na sali u Weiglego rozpoczęła się twarda, rzemieślnicza dyskusja. Choć publiczność w Tczewie była zachwycona, nasi pomorscy mistrzowie nie dali się ponieść ogólnej euforii.

Pod lupę wzięto prezentowany na wystawie parowy topielnik do wosku (Dampfwachsschmelzer). Pszczelarze z Juszkowa z dumą odnotowali w protokole, że tczewski przyrząd „nie był tak dobrze skonstruowany jak ten, który posiada nasz związek” (czyli maszyna testowana miesiąc wcześniej w Kolbudach). Wypunktowano poszczególne wady konstrukcyjne tczewskiego konkurenta.

Co ciekawe, juszkowscy inżynierowie-pasjonaci skrytykowali również... swój własny model. Ganzow ogłosił zebranym absolutną rewolucję rynkową: nowy typ topielnika parowego, w którym tradycyjne blachy zastąpiono naturalnym łupkiem kamiennym (Schiefer). Ponieważ kamień lepiej kumuluje ciepło i trzyma je znacznie dłużej niż metal, urządzenie miało bić na głowę dotychczasowe konstrukcje. Pszczelarze podeszli jednak do tematu z chłodną, kaszubską rozwagą, zapisując w księdze: „Najpierw przetestować, potem oceniać!”.

Bunt w bibliotece i sukcesy w regionie

Druga część zebrania pokazała, że związek mocno stawia na niezależność naukową. Członkowie skrytykowali zasady korzystania z księgozbioru Związku Głównego w Gdańsku, centrala pożyczała im co prawda świetne książki, ale termin zwrotu wynosił zaledwie 4 tygodnie, co dla zapracowanych rolników było czasem za krótkim. Padła decyzja: budujemy własną, niezależną bibliotekę! Na start zakupiono trzy fundamentalne podręczniki pszczelarskie ówczesnej Europy, autorstwa profesorów Kanitza, Gürtlera oraz Lehzena.

O tym, jak wielkim autorytetem cieszyło się stowarzyszenie, świadczył też odczytany na koniec list od pana Waschkau z Kiełpina (Kelpin), który donosił, że zainspirowany ich działaniem założył u siebie nowy związek zrzeszający już 24 członków!

Spotkanie zakończyło się akcentem edukacyjnym, w szeregi organizacji na rok 1892 przyjęto dwóch szanowanych pedagogów: pana Hevelta oraz pana Drogonischa, nauczycieli z Sobowidza (Sobbowitz). Kolejne zebranie zaplanowano w Kleszczewie (Groß Kleschkau) u karczmarza Krausego.





Zebranie stowarzyszenia w Gr. Kleschkau (Kleszczewo) 18 października 1891 roku

Jesienne, październikowe zebranie Stowarzyszenia Pszczelarzy przeniosło się do Kleszczewa (Groß Kleschkau), a gospodarzem spotkania był lokalny karczmarz i członek związku, pan Krause.

Trzykrotne „Niech żyje!” dla Cesarzowej

Zanim pszczelarze przeszli do spraw technicznych, przewodniczący Ganzow wprowadził zebranych w bardzo podniosły nastrój. Dzień 18 października był w ówczesnych Niemczech dniem pamięci o zmarłym tragicznie i powszechnie szanowanym Cesarzu Fryderyku III. Ganzow wygłosił wzruszającą mowę, a następnie przypomniał o zbliżających się urodzinach urzędującej cesarzowej Augusty Wiktorii. Na hasło przewodniczącego cała sala wzniosła potężny, trzykrotny okrzyk na cześć monarchini: „Niech żyje!!!” („Hoch! Hoch! Hoch!”).

Augusta Wiktoria von Schleswig-Holstein-Sonderburg-Augustenburg (1858-1921), ostatnia cesarzowa Niemiec i królowa Prus, żona cesarza Wilhelma II. Urodzona w Dłużku koło Szczytna, przez ponad trzydzieści lat pełniła rolę pierwszej damy Cesarstwa Niemieckiego. Po upadku monarchii w 1918 roku udała się wraz z rodziną cesarską na emigrację do Holandii, gdzie zmarła w 1921 roku [7].


Fabryczne podróbki na cenzurowanym

Gdy opadły patriotyczne emocje, odczytano i przyjęto protokół z poprzedniego spotkania w Zaskoczynie, a także zaktualizowano lokalne statystyki liczby uli oraz zebrano zaległe składki. Chwilę później na stół trafił najważniejszy temat dnia. Przewodniczący odczytał alarmujący artykuł z 19. numeru branżowego biuletynu centralnego (Centralblatt), zatytułowany „Coś nowego o sztucznym miodzie”.

Pod koniec XIX wieku na rynku pojawił się groźny konkurent, produkowany fabrycznie tzw. sztuczny miód. Co gorsza, prasa codzienna zaczęła masowo drukować reklamy tego produktu, mamiąc konsumentów niską ceną. Pszczelarze zareagowali na to z ogromnym oburzeniem. Członkowie związku zgodnie uznali, że należy podjąć zdecydowane działania, aby żaden inny produkt nie mógł być sprzedawany pod nazwą „miód”, jeśli nie jest czystym wyrobem wytworzonym bezpośrednio przez pszczoły.

Debata doczekała się na kartach kroniki pięknego i dumnego podsumowania, które wpisano na zwieńczenie protokołu:

„Niech sobie ci producenci sztucznych produktów fabrykują, ile chcą, ale niech nie używają tak starej i uczciwej nazwy do oszukiwania ludzi; albowiem miodem powinno nazywać się tylko to, co naprawdę jest miodem!”


"Weramel", reklama miodu sztucznego, zwanego również "Masłem Miodowym" wyprodukowanego przez Unamel lata 30. XX w. Przełom XIX i XX wieku to czas rewolucji przemysłowej i chemicznej w żywności. Masowa produkcja cukru z buraków cukrowych sprawiła, że nauczono się produkować tzw. cukier inwertowany. Dla robotników w Gdańsku czy innych dużych miastach naturalny miód pszczeli był towarem luksusowym (kosztował niemal dwa razy tyle). Sztuczny miód, sprzedawany często w słoikach lub na wagę wprost z beczek u gdańskich kolonialistów, stał się hitem – był tani, bardzo słodki, nie psuł się i idealnie nadawał się do smarowania chleba na śniadanie przed pójściem do fabryki czy stoczni. Z tego powodu gdańscy kupcy bardzo chętnie umieszczali go w swoich stałych ogłoszeniach prasowych [8].


Na tym oficjalne posiedzenie zamknięto, ustalając, że kolejne spotkanie odbędzie się w Ostróżkach.


Zebranie stowarzyszenia w Ostroschken (Ostróżki) 15 listopada 1891 r.

W połowie listopada, gdy ule powoli zapadały w zimowy sen, członkowie Stowarzyszenia Pszczelarzy zebrali się w gościnnych progach gospody pana Riecka w Ostróżkach (Ostrwittken). Spotkanie miało nietypowy przebieg już od samego początku z powodu nagłej nieobecności przewodniczącego Ganzowa, stery musiał przejąć jego zastępca, pan Ed. Boetke. Wśród zebranych unosiła się jednak atmosfera wielkiego zaciekawienia, na sali pojawił się bowiem wyjątkowy gość, pan Gronhold, nauczyciel z pobliskiej Żuławy (Saalau).

Wielka kłótnia o pruskie podatki

Po rutynowym odczytaniu protokołu z Kleszczewka, na sali wybuchła prawdziwa polityczno-ekonomiczna burza. Wszystko za sprawą artykułu odczytanego z 21. numeru branżowego biuletynu centralnego, który donosił o wejściu w życie nowej, pruskiej ustawy o podatku dochodowym (Einkommensteuergesetz). Zgodnie z nieszczęsnym paragrafem 15, Berlin nakazał pszczelarzom bezwzględne wpisywanie zysków ze sprzedaży miodu i wosku do oficjalnych formularzy podatkowych w rubryce „zajęcia przynoszące dochód”. Do tej pory pszczelarstwo traktowano jako zwolnione z opłat hobby.

Zapis protokołu doskonale oddaje emocje tamtego popołudnia lokalni gospodarze mocno się pokłócili! Jeden z obecnych na sali pszczelarzy wykazał się zaskakującym legalizmem i stwierdził, że opodatkowanie uli jest rzeczą sprawiedliwą, a zresztą drobni pasiecznicy i tak uzyskują zbyt małe obroty, by urząd skarbowy mocno uderzył ich po kieszeni. Pozostali członkowie natychmiast ruszyli na niego z gwałtownym protestem. Napięcie opadło dopiero wtedy, gdy doczytano do końca komentarz redakcji biuletynu: pszczelarstwo ma być na razie z nowego podatku zwolnione.

Poczta ściga dłużników

Po zamknięciu bieżących statystyk uli, pszczelarze przeszli do finansów własnego związku i tu również pokazali twardy charakter. Okazało się, że wszyscy obecni w Ostróżkach mają składki opłacone co do grosza. Solidarni gospodarze uznali, że nie będą tolerować opieszałości tych, którzy unikają spotkań. Zamiast słać kolejne uprzejme prośby, podjęli jednogłośną uchwałę: do wszystkich dłużników zostaną wysłane oficjalne, urzędowe wezwania za pośrednictwem pruskiej poczty (Postanweisungen). Zapowiedziano krótko: jeśli to nie poskutkuje, na zimowym zebraniu zapadną drastyczne decyzje dyscyplinarne.

Kto tak naprawdę rządzi w ulu?

Najbardziej pasjonującym punktem obrad była jednak dyskusja nad nowinkami naukowymi przywiezionymi z Lipska. Odczytano artykuł z 11. numeru „Gazety Lipskiej” (Leipziger Zeitung), w którym naukowcy udowodnili rzecz rewolucyjną: podczas naturalnej rójki pszczół, siłą napędową i decyzyjną wcale nie jest królowa (matka)! Badacze wykazali, że to bezimienne pszczoły robotnice sterują całym procesem i wręcz przymuszają matkę do opuszczenia gniazda. Dla dziewiętnastowiecznych praktyków była to prawdziwa rewolucja w rozumieniu natury tych owadów.

Po tak głębokich tematach naukowych, dla rozluźnienia atmosfery, odczytano z gazety branżowy żart zatytułowany „Odchudzanie trutni”. Całość udanego spotkania przypieczętowano oficjalnym przyjęciem w poczet członków dotychczasowego gościa, nauczyciela Gronholda z Żuławy.

Na kolejne zebranie zapowiedziano wyjazd do Lublewa (Loblau) do karczmy pana Flanza.

Protokół podpisali: Boetke, Ganz, Mielke, Kindel.


Zebranie stowarzyszenia w Löblau (Lublewo) 13 grudnia 1891 r.

Grudniowe, przedświąteczne zebranie Stowarzyszenia Pszczelarzy w Lublewie (Loblau) zorganizowane w gościnnej karczmie pana Flanza zapisało się na kartach kroniki w sposób szczególny. Choć protokół z tego dnia sporządzono ołówkiem, kryje on opowieść pełną kontrastów: od głębokiego smutku, przez fascynujące eksperymenty chemiczne, aż po huczną, taneczną zabawę.

Pożegnanie druhów

Zebranie rozpoczęło się w minorowych nastrojach. Prowadzący obrady wiceprzewodniczący Ed. Boetke (zastępujący chorego szefa związku, Ganzowa) przekazał zebranym tragiczne wieści. W ciągu ostatnich tygodni stowarzyszenie bezpowrotnie straciło dwóch szanowanych członków z Lublewa: rentiera pana Arnolda oraz kolejowego dróżnika, pana Spaldaua. Cała sala powstała z miejsc, oddając milczeniem hołd zmarłym kolegom.

Apteczny patent: Amoniakiem w pszczoły

Gdy nastroje nieco opadły, pszczelarze przeszli do spraw technicznych, a te okazały się niezwykle nowatorskie. Dyskutowano nad rewolucyjną, bezbolesną metodą przesiedlania pszczół ze starych, tradycyjnych kłód i koszy słomianych do nowoczesnych uli skrzynkowych (ramowych).

Sekretarz zapisał w protokole dokładny przepis na ten „proceder”: za jedyne 5 fenigów należało kupić w aptece wodę amoniakalną (Salmiakgeist-Ammoniak), wymieszać ją z wodą i wlać do tradycyjnego podkurzacza rozpalonego węgielkami. Gęsty, biały dym wtłoczony przez wlot ula momentalnie i całkowicie oszałamiał owady. Pszczoły bezpiecznie „mdlały”, opadały na dno, skąd bez trudu przesypywano je do nowego ula. Po przebudzeniu owady natychmiast wracały do sił, ale przez chemiczny reset całkowicie zapominały pozycję starego gniazda. Jeden z członków, pan Lebbe, dumnie ogłosił, że przetestował już tę metodę na dwóch swoich pniach, a związek z niecierpliwością czekał na jego wiosenny raport.

Technologiczne zakupy i zimowy rentgen ula

Pszczelarze z rejonu Pruszcza po raz kolejny udowodnili, że śledzą światowe nowinki. Na podstawie prasy z Wirtembergii podjęto decyzję o przetestowaniu w nadchodzącym roku rewolucyjnego automatu pana Jungingera. Urządzenie to, montowane przy ulu, miało samoczynnie łapać wychodzące roje i uniemożliwiać im ucieczkę na wysokie drzewa czy dachy, co oszczędzało pszczelarzom śmiertelnego ryzyka podczas pościgów. Koszt: 2,50 marki za sztukę.

Przed zimową przerwą zapoznano się także z genialnym w swojej prostocie wynalazkiem z Lipska, specjalną wkładką dennicową (szufladą kontrolną). Wsuwana pod ulem, pozwalała bez otwierania gniazda na mrozie i bez niepokojenia owadów ocenić ich stan. Analizując to, co spadło na szufladę (osyp zimowy, woskowe wieczki czy odchody), dziewiętnastowieczni bartnicy potrafili bezbłędnie ocenić, czy królowa żyje, czy rodzinie doskwiera mróz oraz ile zimowych zapasów miodu zostało im jeszcze w spiżarni.

Zimowe przyjęcia i wielki bal

Na koniec oficjalnej części w poczet członków uroczyście przyjęto dwóch silnych partnerów: właściciela ziemskiego Dinglera z Ostróżek oraz majstra/kierownika robót Schiedera z Lublewa (który symbolicznie zastąpił zmarłych kolegów ze swojej wsi). Gdy zamknięto księgę protokołów, w karczmie Flanza rozpoczęło się wydarzenie bezprecedensowe w historii juszkowskiego związku. Po raz pierwszy na spotkanie zaproszono damy, żony pszczelarzy. Oficjalne zebranie płynnie przekształciło się w huczną przedświąteczną zabawę taneczną, przy muzyce i suto zastawionych stołach, celebrującą zamknięcie pełnego wyzwań roku 1891.

Pod dokumentem podpisali się: Schulz, Rex, Ed. Boetke oraz Kindel.



 Zebranie stowarzyszenia w Straschin (Straszyn) 27 marca 1892 r.

Po długiej, zimowej przerwie, pod koniec marca 1892 roku, członkowie Stowarzyszenia Pszczelarzy zainaugurowali nowy sezon pasieczny. Na miejsce pierwszego spotkania wybrano Straschin (Straszyn). Było to wyjątkowo radosne otwarcie, ponieważ na swoje stanowisko po ciężkiej chorobie powrócił ukochany przewodniczący związku, pan Ganzow. Witając po wielomiesięcznej rozłące powracających do zdrowia gospodarzy, Ganzow złożył najserdeczniejsze życzenia pomyślności nie tylko zgromadzonym na sali pszczelarzom, ale w uroczych, staroświeckich słowach życzył udanego i miodnego roku przede wszystkim „kochanym pszczołom”, które właśnie budziły się do życia po zimie.

Śmierć znanego przedsiębiorcy z Ostróżek

Po oficjalnym podsumowaniu ubiegłego roku sprawozdawczego, na sali uroczyście uciszono nastroje. Przewodniczący przekazał zgromadzonym kolejną smutną wiadomość o stracie personalnej. Na początku roku zmarł bowiem jeden z niezwykle szanowanych i wpływowych członków stowarzyszenia przedsiębiorca budowlany (Bauunternehmer) pan Kizik z Ostróżek. Jego pamięć, zgodnie z wieloletnią tradycją pruskich bartników, uczczono chwilą ciszy i powstaniem z miejsc.

Pszczelarze piszą do Berlina: Petycja do Ministra Finansów

Najważniejszym punktem marcowych obrad był powrót głośnego tematu podatków, który zelektryzował towarzystwo jesienią w Ostróżkach. Okazało się, że sprawa nabrała tempa na najwyższym szczeblu państwowym. Przewodniczący odczytał treść oficjalnej petycji, jaką zarząd Niemieckiego Centralnego Związku Pszczelarskiego skierował prosto na biurko potężnego pruskiego ministra finansów, dr. Johannesa von Miquela (twórca słynnej reformy podatkowej w Prusach z lat 1891-1893). Pszczelarze z całego kraju kategorycznie zażądali w niej całkowitego wykreślenia pasiek z nowej ustawy o podatku dochodowym. Argumentowali twardo: pszczelarstwo to tradycyjne, obarczone ryzykiem zajęcie uboczne (hobby), a nie regularny, wielki biznes przynoszący gwarantowane zyski. Zebrani w Rusocinie pasiecznicy z rejonu Pruszcza jednogłośnie poparli ten manifest, uznając, że opodatkowanie uli byłoby jawną niesprawiedliwością dziejową.

Wojna z podróbkami: Czas na profesjonalne badania miodu

Kontynuując ubiegłoroczną batalię z zalewającym rynek sztucznym miodem fabrycznym, stowarzyszenie postanowiło przejść od słów do czynów. Na podstawie najnowszych doniesień z biuletynu branżowego omówiono kwestię laboratoryjnego badania czystości miodu. Przewodniczący Ganzow ogłosił, że nie zamierza czekać z założonymi rękami, aż oszuści zniszczą renomę lokalnych pasiek. Złożył już oficjalny wniosek do struktur centralnych związku, aby lokalne stowarzyszenie zyskało bezpośrednie prawo i wsparcie finansowe przy zlecaniu profesjonalnych analiz chemicznych miodu. Miało to pomóc w bezwzględnym tropieniu fałszerzy oferujących podróbki w okolicznych sklepach i na targowiskach.

Nowy członek z Cieplewa i zapowiedź wielkiego miasta

Na zakończenie udanego zebrania w poczet pełnoprawnych członków uroczyście i jednogłośnie przyjęto dotychczasowego gościa spotkania pana Lotte, właściciela ziemskiego z pobliskiego Reksina (Rexin).

Następne spotkanie zaplanowano w sercu regionu, członkowie stowarzyszenia zapowiedzieli wielki zjazd do Pruszcza (Praust).

Pod protokołem podpisali się osobiście: przewodniczący Ganzow, pan A. Lebbe oraz sekretarz Kindel.



Zebranie stowarzyszenia w Praust (Pruszcz Gdański) 24 kwietnia 1892 r.

Kwietniowe spotkanie juszkowskiego koła pszczelarzy odbyło się w Pruszczu (Praust), gościnnych progach tamtejszego restauratora, pana Kucka. Co ciekawe, w ławach gości zasiadł tego dnia sam pan Flanz, szanowany karczmarz z Lublewa, który tym razem postanowił odwiedzić kolegów po fachu w Pruszczu. Wiosna w pełni wymusiła na gospodarzach dyskusję o globalnych zagrożeniach i niezwykłych, zagranicznych nowinkach technicznych, o których rozpisywała się ówczesna prasa branżowa.

Śmiertelny wróg w ulu i dramat za oceanem
Spotkanie rozpoczęło się od analizy artykułu z Lipska, ostrzegającego przed mikroskopijnym, nowym wrogiem pszczół, groźnym roztoczem niszczącym zapasy pyłku w ulach. Owad ten rozwijał się w wilgotnych zakamarkach niesprzątanych dennic. Doświadczony pszczelarz, pan Lebbe, ożywił dyskusję, dzieląc się własną obserwacją: spotkał już tego szkodnika na Pomorzu, ale ku zaskoczeniu zebranych, na plastrach przechowywanych na zupełnie suchych poddaszach.

Największe poruszenie wywołały jednak tragiczne wieści z Ameryki. Pszczelarze z przerażeniem wysłuchali doniesień o masowym zatruciu pasiek. Wskutek bezmyślnego opryskiwania kwitnących sadów owocowych zabójczą, arszenikową substancją chemiczną tzw. „zielenią paryską”, niejaki pan Smith stracił w jednym momencie aż 60 silnych rodzin pszczelich. Dla pruszczańskich gospodarzy był to jasny sygnał, jak wielkim zagrożeniem dla środowiska staje się nowoczesna, agresywna chemia rolnicza.

Kanadyjski patent na rojenie: Pszczela karuzela?
Aby poprawić nastroje, sekretarz Kindel przytoczył kuriozalny patent z Kanady. Tamtejszy hodowca wpadł na pomysł, by ule montować po cztery sztuki na specjalnych, obrotowych platformach wozów. Każdego dnia obracał całą konstrukcję o 90 stopni. Dezorientowało to owady, mieszało ich trasy dolotowe , wedle zapewnień autora, skutecznie wybiło im z głów instynkt rojenia się i ucieczki. Niemieccy redaktorzy skomentowali ten pomysł z humorem: „To, że pszczoły jeżdżą na karuzeli, jest zabawną ideą, ale czy praktyczną?” pytali ironicznie nasi gospodarze.

Akcja „Gęsiówka”
Na koniec zebrania, dbając o bazę pożytkową w powiecie gdańskim, zarząd rozdał wszystkim obecnym darmowe paczuszki z nasionami gęsiówki alpejskiej (Arabis alpina). Ta wcześnie kwitnąca i niezwykle miododajna roślina miała masowo ozdobić przydomowe ogródki członków stowarzyszenia, dając owadom cenny nektar na start nowego sezonu.

Koszówka, jeden z najstarszych, tradycyjnych typów uli używanych przez pszczelarzy. Na ilustracji ukazana wśród kwitnącej gęsiówki alpejskiej (Arabis alpina) i dzikiej róży, roślin chętnie odwiedzanych przez owady zapylające.


 Zebranie w Straschin (Straszyn) 22 maja 1892 r.

Majowe i letnie miesiące 1892 roku przyniosły członkom juszkowskiego stowarzyszenia ogrom pracy. Sezon rojowy ruszył pełną parą, a protokoły pokazują, jak niesamowitą wiedzą technologiczną i przyrodniczą musieli wykazywać się dziewiętnastowieczni gospodarze z rejonu Pruszcza Gdańskiego.

Na zjeździe w Straszynie (Straschin) stawiła się elita okolicy, w tym lokalny naczelnik poczty (Posthalter). Głównym problemem, który spędzał sen z powiek pasiecznikom, była... inwazja mrówek.

Jak skutecznie przepędzić mrówki z ula?

Gdy mrówki masowo wdzierały się do uli, niszcząc zapasy i niepokojąc owady, tradycyjne metody zawodziły. Pszczelarze analizowali radę z prasy lipskiej, sugerującą smarowanie ścian stojaków świeżym dziegciem lub smołą. Ta metoda działała jednak zaledwie kilka dni wystarczyła nocna rosa lub deszcz, by warstwa zwietrzała, a mrówki bezczelnie maszerowały dalej.

Gospodarze zaczęli licytować się na własne, domowe patenty. Rekomendowano specjalny lep na gąsienice, wieszanie na gałęziach butelek z syconą wodą miodową (jako pułapek), a nawet wylewanie na mrówcze ścieżki fermentujących odpadów z produkcji wina, których zapach skutecznie odstraszał intruzów.

Ul skrzynkowy od A do Z

Drugą część spotkania zdominował techniczny wykład na temat hodowli w nowoczesnych ulach skrzynkowych (Kistenzucht). Był to czas wielkiej transformacji w powiecie gdańskim odchodzono od prymitywnych koszy słomianych na rzecz precyzyjnej gospodarki ramowej. Pszczelarze uczyli się, jak prawidłowo poziomować drewniane skrzynie, jak drutować ramki, precyzyjnie wklejać w nie arkusze woskowej węzy oraz jak bezpiecznie osadzać w nich świeże, majowe roje.

Sikorki jako darmowa służba sprzątająca

W sekcji spraw różnych sekretarz Kindel zapisał genialną, czysto przyrodniczą obserwację dotyczącą... sikorek (Meisen). Okazało się, że ci mali skrzydlaci sąsiedzi mogą być dla pszczelarza niezwykle pożyteczni. Sikorki potrafiły idealnie oczyszczać wyjęte z uli plastry z zimowego osypu i martwych pszczół.

„Żadna ludzka ręka nie potrafi wykonać tej pracy szybciej, dokładniej i czyściej niż ostry dzióbek sikorki” zanotowano w kronice. Dodano jednak ku przestrodze, że ptaki trzeba mieć na oku: gdy skończą sprzątanie, łatwo mogą zacząć rabować żywe pszczoły, albowiem „okazja czyni złodzieja”.

Sikorki potrafiły idealnie oczyszczać wyjęte z uli plastry z zimowego osypu i martwych pszczół.

Apteczny lek na groźną zarazę z Hanoweru

Pszczelarze z zapleczem technicznym wykraczali daleko poza Pomorze. Z centralnego biuletynu sprowadzili przepis na walkę z najstraszniejszą plagą pasiek zgniolcem pszczelim (Faulbrut).

Aby stymulować i leczyć rodziny, sprowadzano prosto z Hanoweru, z renomowanej apteki dr. Lohmanna przy Calenbergerstraße, specjalny specyfik: tzw. olej perłowy (Perloel). Zdrowe rodziny dla pobudzenia karmiono białym olejem (w proporcji 200 gramów na 60 pni), natomiast w przypadku wykrycia groźnych komórek zgnilca, ordynowano owadom terapię za pomocą cięższego, brązowego oleju perłowego. Na koniec spotkania zebrani złożyli grupowe zamówienie na fabryczne kraty odgrodowe oraz zapasy sztucznej węzy.

Tutaj po raz pierwszy p. Lebbe podpieczętował zebranie stowarzyszenia: ADOLF LEBBE Bienenzüchterei Grieslienen b. Praust W.-Pr. co można przetłumaczyć jako: Adolf Lebbe, Hodowla pszczół / Pasieka (zawodowa działalność) Juszkowo koło Pruszcza, Prusy Zachodnie. 


Zebranie w Juszkowo 19 czerwca 1892 r.

Letnia inspekcja w Juszkowie: Gdańskie obligacje, ule Berlepscha i wielka rewolucja ramkowa

Czerwiec to dla każdego pszczelarza czas najintensywniejszej pracy i głównego miodobrania. Nic dziwnego, że 19 czerwca 1892 roku członkowie juszkowskiego koła zebrali się w samym sercu pszczelarskiego rzemiosła w Juszkowie (Gischkau), na terenie wzorowej pasieki Adolfa Lebbe. Frekwencja dopisała wyśmienicie. W ławach zasiadło aż szesnastu lokalnych gospodarzy (w tym nazwiska takie jak Growold, Zimmermann, Stamm czy Wesolowski), a spotkanie miało wyjątkowo techniczny i biznesowy charakter.

Finanse pod lupą, ile zarabiało stowarzyszenie?

Oficjalną część spotkania rozpoczęto od twardej buchalterii, czyli rozliczenia finansowego za ubiegły rok 1891. Trzeba przyznać, że nasi dziewiętnastowieczni pszczelarze radzili sobie na rynku znakomicie. Łączny przychód koła (wraz z oszczędnościami z lat poprzednich) wyniósł 469,95 marek, podczas gdy koszty bieżące zamknęły się w kwocie 251 marek i 13 fenigów.

Co zrobiono z pokaźną nadwyżką? Pszczelarze nie chowali pieniędzy do skarpety. Kwotę 200 marek ulokowano na bezpiecznym procencie w Gdańskiej Akcyjnej Kasie Oszczędnościowej (Danziger Aktien-Sparkasse). Księgowość bez dyskusji zatwierdzono, udzielając skarbnikowi zasłużonego absolutorium.

Bitwa na ule: Co lepsze na pomorskie warunki?

Głównym punktem programu był autorski wykład gospodarza spotkania, Adolfa Lebbe. Przeanalizował on hit ówczesnej techniki, pionowy ul magazynowy konstrukcji słynnego barona von Berlepscha i zestawił go z tradycyjnym dla naszych stron, trzypiętrowym ulem szafkowym (mobilnym).

Lebbe, podpierając się twardymi danymi z własnego podwórka, udowodnił zebranym, że ule magazynowe w warunkach klimatycznych powiatu gdańskiego dają o wiele gorsze plony miodu. Zgodny wniosek rady był jednoznaczny: „Trzypiętrowy ul szafkowy pozostaje dla naszych stron najlepszym rozwiązaniem”. Po teorii przyszedł czas na praktykę, wszyscy obecni udali się na szczegółowe oględziny i inspekcję uli prowadzonych wspólnie w Juszkowie przez Lebbe i sekretarza Kindela.

Unifikacja? Jeszcze nie teraz!

W tamtym okresie w całych Niemczech raczkował temat standaryzacji sprzętu. Sekretarz odczytał z biuletynu centralnego projekt niejakiego Gühlera, który proponował wprowadzenie jednego, zunifikowanego wymiaru ramki dla wszystkich pasiek (Einheitsrähmchen). Pomorscy pszczelarze wykazali się jednak tradycyjną rezerwą uznali, że pomysł jest ciekawy, ale „na razie nie będą się nim bliżej zajmować”, woląc pozostać przy swoich sprawdzonych wymiarach.

Witamy Bielkówko i ruszamy w drogę

Na koniec spotkania rozdano sprowadzone fabrycznie kraty odgrodowe oraz arkusze pachnącej woskowej węzy. Koło urosło też w siłę, oficjalnie przyjęto w poczet członków nowego gospodarza, pana Sowskiego z Bielkówka (Bölkau).

I to właśnie do jego wsi, malowniczego Bielkówka, zarząd zapowiedział kolejną, lipcową wyprawę!

Dokument podpisali osobiście sekretarz Kindel oraz Bendrisch, a Adolf Lebbe przypieczętował protokół swoim fioletowym, juszkowskim stemplem.


Tak mógł wyglądać Adolf Lebbe, mistrz cechowy z dawnego Juszkowa (Gischkau) w swojej pasiece. Wizualizacja powstała na podstawie historycznej pocztówki „Gruss aus Gischkau”, przedstawiającej Adolfa Lebbe z Gischkau. Jest próbą odtworzenia atmosfery i wyglądu miejsca, w którym mógł pracować oraz prowadzić swoją pasiekę ponad sto lat temu.



Księga, która zmieniła historię regionu. Wielkie podsumowanie pierwszego etapu prac

Za nami niezwykle intensywna, detektywistyczna praca nad pierwszymi trzydziestoma stronami tej niezwykłej kroniki. Kiedy ta monumentalna pozycja ze zbiorów Muzeum Wojny i Techniki, zatytułowana oficjalnie „Protokoll-Buch des Bienenzüchter-Vereins für den Landkreis Danzig”, trafiła w nasze ręce, nie spodziewaliśmy się, jak potężny ładunek emocjonalny i historyczny kryje się pod jej skórzaną oprawą.

Dziś, po przeanalizowaniu kilkunastu miesięcy z życia stowarzyszenia, możemy z pełną odpowiedzialnością dokonać pierwszej, rzetelnej oceny tego dokumentu. To nie jest zwykła księga urzędowa. To prawdziwy cud, że ten wolumin przetrwał zawieruchy dziejowe i odnalazł się właśnie teraz, by rzucić zupełnie nowe światło na dzieje naszych ziem.

Największym sukcesem badawczym tego pierwszego etapu było ostateczne i bezdyskusyjne rozstrzygnięcie tożsamości ludzi tworzących tę organizację. Początkowe hipotezy mówiące o cechu miejskich rzemieślników zostały całkowicie obalone. Koronnym dowodem okazała się zachowana na stronach fioletowa, tuszowa pieczęć o treści: „ADOLF LEBBE Bienenzüchterei / Gischkau b. Praust W.-Pr.”.

Dzięki niej wiemy, że obcujemy z kroniką elitarnych, zorganizowanych i niezwykle nowoczesnych producentów miodu i hodowców pszczół z powiatu gdańskiego. Odkryliśmy świat dziewiętnastowiecznego agrobiznesu i zaawansowanej myśli technicznej, w którym centralną postacią był właśnie Adolf Lebbe, znany i szanowany pszczelarz z Juszkowa (Gischkau).

Najważniejsze ciekawostki i rewolucje pasieczne z 1892 roku:

Wielka transformacja techniczna: Na naszych oczach, na łamach kroniki, dokonuje się skok cywilizacyjny. Pszczelarze masowo odchodzą od prymitywnych koszy słomianych (kószek) na rzecz zaawansowanych technologicznie, trzypiętrowych uli szafkowych (mobilnych), które idealnie sprawdzały się w pomorskim klimacie.

Globalne horyzonty: Choć spotkania odbywały się w lokalnych karczmach w Straszynie, Pruszczu czy Lublewie, myśli gospodarzy krążyły wokół całego świata. Śledzili prasę lipską, analizowali doniesienia o pierwszych masowych zatruciach pszczół arszenikową „zielenią paryską” w Ameryce i z humorem komentowali kanadyjskie patenty na ule obrotowe (karuzele) mające powstrzymać rojenie.

Medycyna i ekologia: Zadziwia spryt dawnych bartników. Byli oni prawdziwymi „bio-hakerami” swoich czasów, sprowadzali apteczny specyfik olej perłowy (Perloel) prosto z Hanoweru, by leczyć ule z groźnego zgnilca, oraz celowo zmieniali florę powiatu gdańskiego, rozdając darmowe nasiona gęsiówki alpejskiej (Arabis alpina), by zapewnić owadom wczesny nektar.

Sikorki na etacie: Jednym z najbardziej uroczych odkryć była dyskusja nad wykorzystaniem naturalnych talentów przyrody, zatrudnianiem sikorek do oczyszczania plastrów z zimowego osypu, z zachowaniem czujności, by pracowite ptaki nie zmieniły się w rabusiów.

Niezależnie od pasiecznego kunsztu, księga ta stanowi unikalne, wręcz monumentalne źródło do badań nad historią społeczno-gospodarczą Juszkowa, Pruszcza Gdańskiego i okolicznych miejscowości na przełomie XIX i XX wieku. Na jej kartach tętni dawne życie. Odnaleźliśmy tu setki autentycznych nazwisk mieszkańców regionu (rodziny Stamm, Ganzow, Flanz, Kuck, Wesolowski, Bendrisch i wielu innych).

Dokument ten precyzyjnie pokazuje relacje społeczne, w ławach stowarzyszenia ramię w ramię siadali wielcy właściciele ziemscy, rentierzy, lokalni karczmarze, a także urzędnicy państwowi, jak chociażby dróżnik kolejowy Spaldau z Lublewa czy miejscowy naczelnik poczty (Posthalter). Widzimy ich solidarność, gdy wspólnie w absolutnym milczeniu oddawali hołd zmarłym kolegom z sąsiednich wsi, oraz ich przedsiębiorczość, gdy deponowali nadwyżki finansowe na procencie w Gdańskiej Akcyjnej Kasie Oszczędnościowej (Danziger Aktien-Sparkasse).

To kompletny, skrupulatnie utrwalony obraz codzienności mieszkańców dawnego Gischkau i sąsiednich osad, który pozwala nam precyzyjnie odtworzyć strukturę dawnej społeczności położonej na południe od Gdańska.

Praca nad tymi pierwszymi trzydziestoma stronami była fascynującą przygodą, ale musimy otwarcie postawić sprawę: cała księga liczy prawie 300 stron! To potężny wolumen, rzeka gotyckiego pisma i dekady kolejnych zapisków, które wciąż czekają na odkrycie.

Czy znajdziemy czas i przestrzeń na przetłumaczenie i opracowanie dalszej części? Może tak, może nie. Przy tak ogromnym ogromie materiału i wymagającej, precyzyjnej pracy z dawnym pismem odręcznym, trudno dziś składać jednoznaczne deklaracje. Życie pisze własne scenariusze, a czas bywa towarem luksusowym.

Nawet jeśli ten cykl miałby się w tym miejscu zatrzymać, to, co już udało się ocalić od zapomnienia, na zawsze pozostanie trwałą i bezcenną cegiełką w budowaniu tożsamości historycznej Pruszcza, Juszkowa, Straszyna, Lublewa, Kolbud... Wyciągnęliśmy z mroku historii postacie, które tworzyły potęgę gospodarczą tego regionu i daliśmy im nowe, cyfrowe życie.

Chcę z tego miejsca najgoręcej podziękować wszystkim Czytelnikom bloga „Ocalić od zapomnienia – Praust” za to, że towarzyszyliście mi w tej niezwykłej, historycznej podróży przez XIX-wieczne pasieki. Wasze komentarze, zaangażowanie i pasja są najlepszym motorem do dalszego działania.

Szczególne, głębokie ukłony kieruję raz jeszcze w stronę mojego Kolegi z Muzeum Wojny i Techniki, znalazcy tego niesamowitego woluminu. Bez Twojego historycznego nosa i dobrego serca, te opowieści wciąż spoczywałyby zakurzone w mrokach zapomnienia.

Dziękuję Wam za uwagę i do zobaczenia przy kolejnych historycznych śledztwach na ziemi pruszczańskiej!



Źródła:
1. Zbiory prywatne, Protokoll-Buch des Bienenzüchter-Vereins für den Landkreis Danzig (rękopis kroniki z lat 1891–1892), Muzeum Wojny i Techniki, https://www.facebook.com/profile.php?id=100057519876585

2. Dolatowski, D., Moja mała ojczyzna. Juszkowo w powiecie gdańskim: zarys dziejów wsi i okolic od czasów najdawniejszych do 1945 roku, Juszkowo 2011.

3. Croll's Etablissement w Straszynie, ikonografia i opracowanie, https://muzeumpomorza.pl/resource/3622.html

4. Hoffmann, W., Kronika wsi Pruszcz w powiecie Gdańskie Wyżyny (tłum. i oprac. zbiorowe).

5. Huber, L., Die neue, nützlichste Bienenzucht, Lahr 1869, https://www.digitale-sammlungen.de/de/view/bsb11318972?page=4,5

6. Materiały archiwalne i ikonograficzne: Gazeta Staropruska, https://dlibra.bibliotekaelblaska.pl/Content/9412/PDF/209.pdf

7. Materiały historyczne i biograficzne: Augusta Wiktoria ze Szlezwika-Holsztynu-Sonderburga-Augustenburga (oprac. Wikipedia)

8. Weramel – reklama miodu sztucznego, dokumentacja rynkowa, https://zbioryspoleczne.pl/dokumenty/PL_2093_001_0002_0007





Kronika Stowarzyszenia Pszczelarzy z Juszkowa

Kronika Stowarzyszenia Pszczelarzy z Juszkowa (1891-1892) W ostatnim czasie otrzymaliśmy do weryfikacji i przejrzenia bardzo interesujący z...