Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 31 stycznia 2021

U nas w domu - ostatnie dni w Praust. Magda Bils-Trojahn

Przeszłość Pruszcza Gdańskiego (niem. Praust) to nie tylko wielkie daty, dokumenty urzędowe i traktaty geopolityczne, ale przede wszystkim dramatyczne, osobiste losy ludzi, którym przyszło żyć w czasach przełomu. Wiele takich unikalnych świadectw zniknęłoby w mroku zapomnienia, gdyby nie pasjonaci, którzy zbierają je, tłumaczą i udostępniają miłośnikom regionu. Poniższy tekst pochodzi z prowadzonej z pasją regionalnej strony poświęconej dziejom Praust [1]. Jest to poruszający, przetłumaczony fragment wspomnień Magdy Bils-Trojahn z opowadania U nas w domu - ostatnie dni w Praust, ukazujący dramatyczny obraz zimy 1944/1945 roku w naszym miasteczku, mroźny chaos, uchodźców, bezsilność wobec ludzkiej nędzy oraz okrucieństwo wojny widziane oczami młodej dziewczyny. 

Zapraszamy do lektury tej niezwykłej relacji.

Poniżej opowiada Magda Bils-Trojahn co przeżyła i co czuła gdy rozpoczynała się II wojna światowa. Wyciąg z jej książki " U nas w domu - ostatnie dni w Praust"


Magda Bils-Trojahn 



Skutki II wojny światowej odczuliśmy - częściowo osobiście - z całą siłą od końca 1944 roku do marca 1945. Podczas odbywania mojego "obowiązku rocznego" (red. służba w Deutsches Jungvolk, Bund Deutscher Mädel BDM, pol. Związek Niemieckich Dziewcząt - sekcja żeńska nazistowskiej organizacji młodzieżowej Hitlerjugend) poznałam w gospodarstwie rolnym dwóch brytyjskich jeńców wojennych.

Nikomu nie wolno było z nimi rozmawiać. Zabronione. Jednak kto by na to patrzył.

Dziwne było że ci dwaj nie mogli się ze sobą porozumieć, jeden pochodził z północy a drugi z południa Anglii. Udało mi się dzięki znajomości języka angielskiego, zbliżyć się do nich. Wyglądali na dobrze odżywionych, podobnie jak francuscy jeńcy, którzy w naszym urzędzie (pocztowym) konserwowali maszyny do liczenia.

Dawny Urząd Pocztowy przy Dworcu Praust



Przeciwnie do jeńców rosyjskich, którzy wyglądali bardzo mizernie. Wzbudzali w nas litość. Chodziliśmy - pomimo grożących kar - zupełnie przypadkowo koło nich i kładliśmy w ich pobliżu kromki chleba oraz gotowane ziemniaki. Zwierzęcej walki o jedzenie tych wygłodzonych ludzi nie chciałabym jednak bliżej opisywać. Na małym zboczu przy Bahnhofstraße (obecna Dworcowa) leżał martwy Rosjanin.

Trzymał ściśnięte w dłoniach naczynie do jedzenia.. Wygłodzony, zamarznięty. Siedziałam w naszym dużym pokoju, gdy usłyszałam jakieś szmery dochodzące z mieszkania.

Czy to Ty? - zawołałam, myśląc że to przyszła moja siostra.

Gdy nie otrzymałam odpowiedzi wyszłam z pokoju.

Przede mną w korytarzu stał mocno pochylony człowiek, trzymający ręce do modlitwy z palcem położonym na ustach. Jego głowa była łysa. W pomieszczeniu było zagrożenie, dla niego i dla mnie.

Nie reagował na pytanie czy chciałby coś do picia, jego gesty wskazywały raczej że szuka pomocy.

Wskazałam na pokój, gdzie schował się za drzwi. Na jego plecach, na niebieskim ubraniu odkryłam namalowany duży, czerwony krzyż. Nie minęły dwie minuty gdy do mieszkania hałasując wszedł strażnik.

"Czy ktoś tu wszedł? zapytał.

Nic o tym nie wiem, odpowiedziałam. Obszedł pokój, znalazł go i wypędził z domu uderzeniami kolbą.

Jak się później dowiedziałam ten mężczyzna był francuskim Żydem. Cierpiąca na astmę Pani Horn, która wraz z mężem i dwiema dziewczynkami wynajmowała nad nami mieszkanie, zeszła do piwnicy by przynieść ziemniaki. W tej skrzyni schował się człowiek. Czy ona krzyczała ze strachu i tego więźnia zdradziła, tego nie wiem. Ten Francuz uciekł do nas, najkrótszą drogą.

Widziałam u nas wielu przeganianych Żydów. To byli młodzi ludzie i dzieci. Ojciec musiał wtedy przebywać w ogrodzie, gdy wyciągnięte dłonie prosiły o pomoc. Wbiegł do kuchni i złapał pozostałe z obiadu solone ziemniaki. Bolało mnie, gdy musiałam powstrzymywać ojca od pomocy.

"Ojcze, też bym to robiła, ale niebezpieczeństwo że ktoś na nas doniesie, jest zbyt duże."

Ze łzami w oczach, świadomi naszej bezsilności, staliśmy przy oknie. Ta młoda kobieta oglądała się jeszcze kilka razy. Dopiero potem okazało się, że więźniowie ci pochodzili z obozu koncentracyjnego w Stutthof, oddalonego od nas o około 60 km.

Nazwę miejscowości znałam tylko ze stempla pocztowego. Ci młodzi ludzie byli wyczerpani, ale żyli. Mam nadzieję, że przeżyli.


Pierwsze kolumny uchodźców z Prus Wschodnich ciągnęły swoimi furmankami przez naszą Werderstraße.





Było przejmująco zimno. Termometr pokazywał - 20 stopni Celsjusza. Pogoda stulecia.

Niekiedy zatrzymywały się a szukający pomocy pukali do naszych drzwi. Młoda matka prosiła nas o podgrzanie butelki z mlekiem, jednak gdy chciała je nakarmić, dziecko było już martwe, chyba zamarzło.

Jeszcze inna matka prosiła nas o pomoc gdyż jej koń był totalnie wyczerpany. Ojciec przerobił chlew na stajnię, rozbijając siekierą wszystkie podpory stojące w przejściu.

Koń miał wtedy wystarczająco dużo miejsca by wypocząć i otrzymać kamę. Matka nie zauważyła, że jej 9 letni syn, który prowadził konia, ma odmrożone ręce.

Ręce były błękitno-czarne gdy zdjęto mu rękawiczki. Chłopak nic nie czuł. Płakaliśmy razem z tą matką, nic nie można było już zrobić.

Za późno.

Uciekinierzy, którzy mieli załadowany swój dobytek pod plandekami na furmankach, coraz częściej byli zmuszeni pozbywać się tych rzeczy.





Przeżywaliśmy również, że często młodsi nie zabierali dalej starych ludzi także - rodziców- i zostawiali ich. W przydrożnych rowach leżały maszyny do szycia, odbiorniki radiowe, meble i wiele innych potrzebnych do życia przedmiotów.

Konie nie miały już sił.

Podłogę naszego pokoju mieszkalnego wyłożyliśmy sianem i słomą, by dać tym ludziom możliwość spokojnego noclegu na przynajmniej jedną noc..

Przeżywaliśmy również, że często młodsi nie zabierali dalej starych ludzi także - rodziców- i zostawiali ich.

To niezrozumienie w oczach tych bezradnych ludzi głęboko nas poruszało.

Pomóc już nie mogliśmy jedynie starać załagodzić ból.

Gmina otaczała ich swoją opieką.


Dowiedzieliśmy się, że wielu ludzi idących z Prus Wschodnich ryzykowało przejście przez Morze Bałtyckie.

Chociaż lód tamtej zimy był bardzo gruby, to w niektórych miejscach łamał się pod ciężarem kolumny uchodźców.

Morze pochłaniało pojazdy, konie, ludzi.

Na początku stycznia matki z dziećmi zostały wezwane do opuszczenia ojczyzny.

To dotyczyło też mojej siostry Luzi i jej małej półrocznej córki Margrit.


"Chodź z nami" prosiła mnie. "Sama się boję"

Miałam podpisaną umowę o pracę (urząd pocztowy), nie mogłam uchylać się od moich obowiązków.

Rozmyślałyśmy, dyskutowałyśmy.

"Nie wpuszczą mnie na statek" argumentowałam. "Jak będziesz miała na ręku obce dziecko, to powinno się udać. W tym zamieszaniu." prosząc mnie o zastanowienie.

Dużo się zastanawiałam i doszłam do wniosku, że moja siostra jest więcej warta niż moje stanowisko.

Nocą zawiezie nas pociąg specjalny do Gdańska.

Ubrałyśmy się bardzo grubo a do wózka dziecięcego zapakowałyśmy najpotrzebniejsze rzeczy.

Ze łzami w oczach opuściłyśmy nasz dom.

Po około 200 metrach od wózka odleciało koło.

Wróciłyśmy z powrotem.

Gdyby to się nie stało, dzisiaj pewnie byśmy nie żyły.






Statek pasażerski "Wilhelm Gustloff" którym miałyśmy uciekać, został storpedowany i zatopiony przez łódź podwodną.

Z 6000 uciekinierów utopiło się w zimnych wodach Bałtyku w przybliżeniu 5000 osób.

Kolumny uciekinierów na ulicach nie miały końca.

Był środek lutego, wyszłam właśnie do pracy gdy kolumna wozów została ostrzelana przez samoloty szturmowe.

Zapanował chaos.





Przez mikrofon wszyscy otrzymali naglące polecenie do opuszczenia swoich domów.

Na określony czas miały być podstawione pociągi specjalne. Najczęściej jednak były to informacje fałszywe. Miały działać uspokajająco.

Perony były tak przepełnione, nie była widoczna żadna pusta przestrzeń.

Brakowało toalet.

Tłumy ludzi siedziały w kucki na swoich walizkach i tobołkach, czekali godzinami.

Czerwony Krzyż był bezradny wobec napływu tysięcy uciekinierów.

Trzeba też wspomnieć że wiele małych dzieci nie znało swoich nazwisk.

Pruszcz jako dworzec przeładunkowy stał się miejscem zbiórki.

Gdy pociąg rzeczywiście wjechał na peron, ludzie wpychali się do osłaniających od wiatru i zimna wagonów.

Niejedna rodzina została przez to rozdzielona. Jest tak ciężko opisać to okropieństwo , które tam się rozegrało.

Najbardziej poruszyły mnie przypadki matek z dziećmi.

W Gdańsku oddawały swoje maleństwa na krótki czas w opiekę Niemieckiego Czerwonego Krzyża, by dzieci otrzymały przynajmniej jeden ciepły posiłek.

Matki miały podjechać jako pierwsze do Pruszcza a dzieci miały zostać dosłane.

W urzędzie pocztowym szturmowały nas te kobiety, by ustalić telefonicznie gdzie znajdują się dzieci.

Minęły dwa dni. Co się mogło stać?

Te z pamięci wywoływane i opisywane przeżycia wybrane są jako nieliczne z wielu.

Trzeba by nadzwyczajnego by je wszystkie spisać.

Za każdą nieruchomą twarzą, za każdym okiem kryje się tragiczny przypadek.

Wszystko za sobą zostawili i zagubili swój śmiech.

Po wojnie została stworzona służba poszukiwawcza przy Czerwonym Krzyżu.

Rodzice szukali dzieci, dzieci szukali swych rodziców.

50 lat po tych wydarzeniach są jeszcze zapytania.

Trzeba też wspomnieć że wiele małych dzieci nie znało swoich nazwisk.

Również wiele matek jak i dzieci zmarło podczas ucieczki.

Mieszkańcy Praust, którzy tam jak my czekali do końca, pakowali swoje walizki.

Wiele wartościowych przedmiotów zostało wtedy zakopanych, wszyscy wierzyli wtedy, że będą mogli wrócić wkrótce do swoich domów.

Z podwórza usłyszałam jak pada 5 strzałów.

Patrzyłam przez płot i widziałam w ogrodzie tego domu żołnierzy.

Dowiedziałam się później że plądrujący zostali zastrzeleni z wyroku sądu doraźnego.

Mieli ukraść puszki z konserwami i marmoladą.

My także schowaliśmy nasze naczynia w skrzyniach, a piękne ręcznie wykonane przez matkę rzeczy do worków.

Wszystko zanieśliśmy na poddasze.

Ojciec wykopał na wybiegu dla kur duży dół do którego miały trafić artykuły spożywcze w postaci konserw i słoików.

Dla Waltera! W razie gdyby wrócił do domu, znalazłby sobie to jedzenie.

Dobry pomysł ojca. Ojciec jednak nie chciał jechać z nami.

Raz powiedział do mnie :

"Rosjanie to też ludzie, nie zrobią nam nic złego"

Jednak teraz wyrażał się inaczej: 

"Albo zginiemy przez Rosjan albo podczas ucieczki"

Był zrezygnowany, zniechęcony.

28 lutego 1945 roku otrzymałam polecenie służbowe by opuścić dom rodzinny.

W przypadku matki, trzech moich sióstr i małej Margit nastąpiło to dopiero 10-go marca.

Z rodziną mojego byłego nauczyciela Sorau-a, mieszkali naprzeciw nas u Klammerów, pojechali aż do Nowego Portu.



Za każdą nieruchomą twarzą, za każdym okiem kryje się tragiczny przypadek.

Było czystym przypadkiem że kapitan łodzi patrolowej wezwał ich 

"Wchodźcie tutaj na górę."

Byli jedynymi pasażerami, załoga liczyła 9 osób.

Ze Stralsunda pojechali do Hamburga a potem dalej do Brande- Hörnerkirchen.

Magda Bils-Trojahn ur. 15.09 1922 w Praust , a zm. 07.07.2005 w Norderstedt.







Żródło: 

BILS-TROJAHN, Magda. U nas w domu - ostatnie dni w Praust. Tłum. P. Wójcik. W: Praust / Pruszcz [online]. 31 stycznia 2021 [dostęp: 13.10.2026]. Dostępny w internecie: https://praust.wordpress.com/2021/01/31/5002/. Dostępne również pod adresem: http://www.katins.com/praust/page1/page24/page32/index.html.

wtorek, 8 grudnia 2020

Punkt widokowy przy zbiorniku wodnym Stara Orunia. Polemika do zdjęcia z Faktopedii.

 Punkt widokowy przy zbiorniku wodnym Stara Orunia,

a dokładniej punkt widokowy im. prof. Jerzego Sampa, historyka literatury, pisarza, miłośnika Gdańska.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Jerzy_Samp


 Trafiliśmy na zdjęcie, które pojawiło się na Faktopedii, a wygląda tak:

https://www.facebook.com/FaktopediaPL/posts/3855318234492536


Pod informacją znajduje sie szereg prześmiewczych komentarzy, Tak wykonane zdjęcie, z krótką perspektywą, widocznym obok polem, wykadrowaniem na średnie plany, na krzewa, sad i niewielką, podniesioną balustradę, wraz z dodanym kierunkowym komentarzem, może wywoływać taki efekt.

A nam  wpis z Faktopedii kojarzy sie z takim rysunkiem:


I nie zgadzamy się z tym satyrycznym wpisem. 

 Widok mamy taki:





Dla osób, które nie znają tego miejsca, oraz tych, którzy krótkowzrocznie oceniają ten punk widokowy, zostawiamy ten poniższy materiał, aby wskazać walory tego miejsca, jako jednego z ciekawszych miejsc do obserwacji Żuław i Zatoki Gdańskiej, Oruni oraz Gdańska. 

Widok na teren obecnie (w skróconej perspektywie, jaka sugerowana jest w memie Faktopedii)



Nie znamy kwoty za jaką wybudowano ten obiekt. Czy były to absurdalne koszty?  Nie wnikamy. Możemy sugerować dociekliwym, aby przyjrzeć się inwestycji dotyczącej odnowy  tych terenów, a dotyczyły naprawy Zbiornika Stara Orunia. 

Miejsce wybudowania "pomostu", to obecny skwer przy  Rezerwuarze Stara Orunia/ Wasserbehälter Ohra/ Zisterne Ohra/ Wasser Hochbeh.


Na dawnej mapie oznaczony Wbh. Położony na skarpie przy dzisiejszej ul. Kampinowskiej (ponad ulicą Nowiny) Zbiornik Stara Orunia uruchomiony został w 1869 roku. Wraz z ujęciem wody w Pręgowie i magistralą pręgowską długości 14 km dał początek nowoczesnemu systemowi wodociągowemu w Gdańsku.

https://www.gedanopedia.pl/gdansk/?title=ORUNIA


25 VII 1868 roku Zarząd Miasta podpisał (po przetargu) kontrakt z berlińską filią angielskiej firmy J. und A. Aird (Alexander Aird) na budowę w Pręgowie ujęcia wody dla Gdańska o wydajności około 100tysięcy m³ na dobę, a także rurociągu (długości około 14 km) doprowadzającego wodę do retencyjnego zbiornika wody na Oruni (z dobowym zapasem wody dla miasta), a następnie do głównej sieci miejskiej ( Prangenauer Quellwasserleiturg)

System wodociągowo-kanalizacyjny Gdańska był pierwszym w Europie systemem całościowym: od ujęcia, przez sieci wodociągową i kanalizacyjną, centralną pompownię ścieków, oczyszczalnię i monitorowany odbiornik ścieków. System składał się z drenażowego ujęcia wody w Pręgowie, skąd czysta woda spływała grawitacyjnie magistralą wodociągową do zbiornika wody Orunia i dalej do budynków w obrębie fortyfikacji miejskich

2004


2010



2016


2018



Oruńska świątynia wody, "Rury von Wintera".

Pręgowskie ujęcie wody usytuowano na wzniesieniu 110 m n.p.m. Woda, spełniająca wszystkie wymogi sanitarne spływała stamtąd sprowadzonym z Anglii żeliwnym rurociągiem o średnicy 418 mm. Działa do dzisiaj! Na 14 kilometrze magistrali wodociągowej zbudowano potężny zbiornik na 5 tysięcy metrów sześciennych wody.

https://www.giwk.pl/o-nas/aktualnosci/trwaja-prace-na-zbiorniku-wody-stara-orunia


Wracamy do punktu widokowego.

Ustawiony na wysokości pierwszych 30- 60 metrowych skarp wysoczyzny żuławskiej, nad poziomem morza. Najbliższa okolica w bliskim widoku Faktopedii, do około 100 metrów przed nami to pole, ostro schodzące od 30 do 45 stopni w dół.   Poniżej tej dość pokaźnej góry, w porównaniu do rozlewisk żuławskich, osiągających stan depresyjny, znajduje się Kanał Raduni, wybudowany z inicjatywy Zakonu Krzyżackiego.

Widok z punktu widokowego na skwer oraz Rezerwuar Stara Orunia obecnie. 


oraz na najbliższy gdański widok:


Zasięgi widoczności z punktu oruńskiego. 








http://zph.org.pl/userfiles/zphorgpl/file/wydawnictwa%20pdf/Delta%20Wisly.pdf


Na lewo widok w kierunku na zalesione wzgórza Parku Oruńskiego ( Hoene Park)
i Wzgórza Pięciu Braci. Wysokość wzgórza wynosi 41 m n.p.m. , tworzy razem z Glinianą Górą i Górą Łez małą pradolinę Potoku Oruńskiego. Miejscowa legenda spisana przez prof. Jerzego Sampa głosi, że na wzgórzu tym zwanym w czasach schyłku pogaństwa Dębową Górą, mieszkało pięciu bardzo zamożnych braci będących właścicielami Oruni. Trzymali oni w warowni na szczycie tegoż wzgórza odizolowaną od świata siostrę imieniem Orana. 
Czytaj więcej: https://pl.wikipedia.org/wiki/G%C3%B3ra_Pi%C4%99ciu_Braci#Legenda

Widok w kierunku na Gdańsk. Wzgórze Pięciu Braci. z widoczną wieżą kościoła Mariackiego oraz Ratuszem Głównego Miasta.
( wysokość wieży KM do kalenicy wynosi 78 metrów) Więcej: Korona Starego Gdańska: https://praust.wordpress.com/2018/05/25/korona-starego-gdanska/





Dawny widok na Orunię( Ohrę) z tych rejonów. 

Widok na Orunię, 1869 rok, podkolorowany.
https://www.gedanopedia.pl/gdansk/?title=ORUNIA



Widok współczesny, Orunia, wieża kościoła  św. Jana Bosko, a w oddali, we mgle most wantowy nad Martwą Wisłą.





Kierunki widoku na Orunie w kierunku na Gdańsk:



Nie, nie widać stąd Torunia( nie ten kierunek), ale w pogodne dni dostrzeże się Zatokę Gdańską, Most Wantowy na Martwej Wiśle, być może z konkretnym obiektywem Nowy Dwór Gdański.
Przekopu na Mierzei stąd nie widać, ale może kiedyś jak wybuduje się wyższy punkt widokowy, będzie taka szansa. 
Punkt widokowy przy zbiorniku wodnym Stara Orunia.
Mimo niezbyt okazałej budowli, punkt widokowy przy Rezerwuarze Stara Orunia, według nas, spełnia się w roli ciekawego miejsca do dalekich obserwacji, a nie tylko pobliskiego, idącemu ku dołowi pola.
Zresztą, sprawdźcie i oceńcie kiedyś sami. 







Widok w kierunku na Zatokę Gdańską z sąsiedniego wzgórza, bliżej Maćkowych.



Inne punkty widokowe.
Sobowidz.
Zapewne lepiej prezentuje się wieża widokowa na wzniesieniu w Sobowidzu:

Zdjęcie: https://bajkiempopolsce.pl/kraina/kociewie/otwarcie-sezonu-rowerowego-2020-czyli-jak-to-jest-poczuc-wiatr-we-wlosach/

Wysokość umiejscowienia ok 80 m. n.p.m. Z tej wieży można oglądać Jezioro Sobowidzkie ( Muhlen- Teich), przepływowe rzeki Styna, a w jesienne dni na drugim brzegu widoczny jest kompleks po zamkowy, na zamkniętej strefie dawnej fabryki cukrowej. 



Gdańsk Góra Kozacka
Wyższa wieża, 17 metrowa, znajduję sie na okolicznym wzniesieniu  Górze Kozackiej. Wysoka, gdyż wokół jest las i zabudowania. Wzniesienie morenowe o wysokości 75,4 m n.p.m. plus dodatkowa 
17 metrowa wieża.  Teren historycznie rozpoznany z walk podczas wojen napoleońskich. 

https://praust.wordpress.com/tag/wzgorze-armatnie/




Wracając  do tematu wzniesienia z "widokiem na nieużytki Oruni". Te wzgórza to teren, o który kiedyś zajadle walczono. Opanowanie wzniesień wokół Gdańska, zawsze sprzyjało żołnierzom w ataku i względnej kontroli nad tym miastem. Były to naturalne punkty widokowe, z których był doskonały widok, aż do Zatoki Gdańskiej, Dodatkowe wrażenia na wzgórzach potęguje widok na depresyjne Żuławy Gdańskie! Od Oruni, poprzez rejon dawnej wieży widokowej w Lipcach, aż do Świętego Wojciecha, istnieje wiele ciekawych, naturalnych punktów do obserwacji niżej położonych terenów. To tutaj stoczyły sie ciężkie boje podczas wojen napoleońskich. 

1807 rok

https://en.wikipedia.org/wiki/Siege_of_Danzig_(1807)



1813 rok

https://praust.wordpress.com/2018/01/18/bracia-diabla/



Okopy wokół wzgórz gdańskich 1813 rok. Potężny ostrzał artyleryjski i rakietowy( race podpalające) podczas końcówki walk o napoleoński Gdańsk, podpalenie spichlerzy, spowodował poddanie się miasta. 

https://en.wikipedia.org/wiki/Siege_of_Danzig_(1813)




Gdańsk, Biskupia Górka 1945


Najbliższy rejon wzniesień to Biskupia Górka na 60,8 m n.p.m. Opanowanie Bischofsberg pozwoliło wojskom radzieckim na sprawniejsze kierowaniem atakiem artyleryjskim i wyniszczającym Danzig/ Gdańsk w marcu 1945 roku. 





Pruszcz Gdański marzec 1945 rok:
Przykładem mniejszego wzniesienia, może być wzgórze 21,50 metrów nad poziomem  morza w Pruszczu Gdańskim, w tej samej linii wzniesień co Rezerwuar Stara Orunia.  Po dotarciu wojsk radzieckich w marcu 1945 roku z Rottmansdorf( Rotmanka) do Praust( Pruszcz), pozwoliło na moment w panowaniu nad rozległym terenem żuławskim, od widocznego Gdańska, aż do kanałów w Lędowie, Grabinach Duchownych, z widokiem na miasto Praust. Tylko szybka interwencja i ostrzał przez Niemców z wyższych pagórków Świętego Wojciecha( 65 m n.p.m.), spowodował rozproszenie sowietów w tym rejonie.




https://praust.wordpress.com/2015/09/29/armia-sowiecka-w-praust/


Możliwość kontroli taktycznej terenów:










To tyle, dziękujemy za uwagę. 
Dziękujemy Pani Annie za pomoc w realizacji tego materiału.



======================

TOP 4 wg. Top 7 naturalnych punktów widokowych w Gdańsku #2
https://7zdjeczgdanska.pl/2020/06/top-7-naturalnych-punktow-widokowych-w-gdansku-2.html
+
https://www.trojmiasto.pl/wiadomosci/Zbiornik-Stara-Orunia-nowa-atrakcja-poludnia-Gdanska-n126170.html

+
https://www.gdansk.pl/wiadomosci/zbiornik-wody-stary-sobieski-zobacz-jego-niezwykle-wnetrza,a,113412

+

https://www.trojmiasto.pl/wiadomosci/Zwiedzilismy-wnetrze-zbiornika-Stary-Sobieski-n123051.html
+

https://www.gedanopedia.pl/?title=WODOCI%C4%84GI

+
https://www.gedanopedia.pl/gdansk/?title=ZBIORNIK_WODY_STARA_ORUNIA
+

https://pl.wikipedia.org/wiki/Eduard_Friedrich_Wiebe

+

https://informator-pomorza.pl/artykul/giwk-otwiera-historyczny-zbiornik-wody-stara-orunia

+

https://historyk.eu/wpis/historia-gda%C5%84skich-wodoci%C4%85g%C3%B3w-si%C4%99gaj%C4%85ca-xiv-w

+

https://de.wikipedia.org/wiki/Hochbeh%C3%A4lter

+

https://web.facebook.com/Ocalic.od.zapomnienia.Praust/photos/a.1956132207944764/2622415894649722/?type=3

+
https://www.gedanopedia.pl/gdansk/?title=AIRD_ALEXANDER

+
http://www.kolbudy.pl/poznaj-kolbudy/pregowo/158-ujecie-wody-pregowo
+
http://nandi.pl/index.php?go=zdj_ruiny13
+
https://www.giwk.pl/o-nas/aktualnosci/trwaja-prace-na-zbiorniku-wody-stara-orunia

+

https://pl.wikipedia.org/wiki/Biskupia_G%C3%B3rka

+
https://magictravelsaroundtheworld.wordpress.com/tag/zbiornik-wody-stara-orunia/
+
https://www.gdansk.pl/historia/rury-von-wintera,a,133745
+
http://www.tchik.com.pl/archiwum/2016/7/pamiecwody.pdf

piątek, 4 grudnia 2020

Zabójstwo Franciszka Szymańskiego z Kleszczewka

Cień nad pograniczem. Zabójstwo Franciszka Szymańskiego z Kleszczewka a rzeczywistość Wolnego Miasta Gdańska (WMG)

Gdy myślimy o niemiecko-polskich antagonizmach w okresie międzywojennym, nasza uwaga często wędruje ku dramatycznym wydarzeniom z lat 1939-1945. Użycie sformułowania „relacje niemiecko-polskie”, zamiast nawykowego „polsko-niemieckie”, jest tutaj całkowicie świadome. Określenie symetryczne bywa zdradliwe, bo sugeruje układ dwóch równorzędnych podmiotów, równie mocno nastawionych do siebie wrogo. Tymczasem w Wolnym Mieście Gdańskumieliśmy do czynienia z bezwzględną dominacją niemieckiej administracji i bojówek nad dyskryminowaną polską mniejszością. To strona niemiecka podważała ustalony status quo, prowadziła rewizjonistyczną politykę i inicjowała represje oraz prowokacje, podczas gdy Polacy byli stroną poddawaną ciągłej presji. Zapis „niemiecko-polski” jasno oddaje więc właściwy wektor działania: od niemieckiego nacjonalizmu i represji, do polskiego oporu i samoobrony. 

Z perspektywy czasu łatwo ulec wrażeniu, że masowy terror i systemowa agresja III Rzeszy były wyłącznie owocem polityki hitlerowskiej po 1933 roku. Tymczasem dla Polaków zamieszkujących WMG oraz jego strefę przygraniczną, w tym Żuławy i okolice Pruszcza (niem. Praust), stan permanentnego zagrożenia, presji i otwartej wrogości trwał nieprzerwanie od samego momentu wytyczenia granic po traktacie wersalskim. Obszar ten, formalnie nadzorowany przez Ligę Narodów, w praktyce szybko stał się areną bezwzględnej walki o polskość. Lokalne struktury niemieckie, urzędy oraz organizacje paramilitarne nie czekały na dojście Hitlera do władzy, by dać wyraz swoim rewanżystowskim nastrojom. Przemoc polityczna, szykany wobec polskich rolników, urzędników i działaczy oraz codzienne prowokacje były tam bolesną codziennością już w latach 20.

Doskonałym, choć tragicznym przykładem tego stanu rzeczy jest historia Franciszka Szymańskiego z Kleszczewka. Wydarzenia z 1927 roku w Kleszczewku boleśnie obnażyły realia, w jakich przyszło żyć tutejszej polskiej społeczności. Zgromadzone materiały prasowe z tamtego okresu nie pozostawiają złudzeń: nie była to zwykła, pospolita zbrodnia na tle kryminalnym, lecz incydent wyrastający z gęstej, naelektryzowanej nacjonalizmem atmosfery Wolnego Miasta Gdańska.

Lokalni Polacy, tacy jak Franciszek Szymański, stający w obronie swojej narodowości, własności czy po prostu prawa do spokojnego życia na ojczystej ziemi, byli wystawieni na permanentny ostrzał propagandowy i fizyczne ryzyko. Reakcje ówczesnej prasy (zarówno polskiej, jak i niemieckiej) pokazują, jak bardzo każdy taki konflikt urastał do rangi sprawy wagi państwowej, a niemieckie organy ścigania i wymiar sprawiedliwości WMG rzadko kiedy gwarantowały sprawiedliwość obywatelom polskiego pochodzenia.

Poniższy przegląd historycznych doniesień prasowych z 1927 roku pozwala spojrzeć na Kleszczewko i okolice Pruszcza Gdańskiego nie przez pryzmat sielankowej prowincji, lecz jako na linię frontu, miejsce, gdzie zimna wojna narodowościowa zbierała swoje pierwsze, krwawe żniwa na długo przed wybuchem globalnego konfliktu.


Zabójstwo Franciszka Szymańskiego z Kleszczewka

Ilustrowany Kuryer Codzienny. Rok XVIII, Kraków, czwartek 29 września 1927 r., Nr 268

Gdańsk, 27 września

Niemcy zamordowali w sposób ohydny znanego, gorliwego szermierza idei polskiej i katolickiej, ś.p. Franciszka Szymańskiego z Kleszczewka. Ciemną nocą, na drodze publicznej między Pruszczem a Małym Kleszczewkiem, nieznani sprawcy napadli Szymańskiego z tyłu i zastrzelili...

Du polnischer Hund! Dich werden wir schon klein kriegen

(Ty polski psie! Już my cię wykończymy / urządzimy) [1].

Du polnischer Hund! Dich werden wir schon klein kriegen (Ty polski psie! Już my cię wykończymy / urządzimy). Słowa te, przytoczone przez ówczesną prasę, stanowią wstrząsające świadectwo nienawiści na tle narodowościowym, z jaką spotykali się polscy działacze w Wolnym Mieście Gdańsku. Pokazują również, że mord w Kleszczewku od samego początku był postrzegany przez polskie opinie publiczną nie jako tragiczny wypadek czy napad rabunkowy, lecz jako zaplanowany mord polityczny.









Tragiczna śmierć Franciszka Szymańskiego szerokim echem odbić się musiała również po polskiej stronie granicy. Regionalne dzienniki z niepokojem i oburzeniem śledziły doniesienia napływające z terytorium Wolnego Miasta Gdańska, gdzie polscy działacze społeczni i narodowi stali się celem systemowego terroru.Poniższa relacja z „Dziennika Bydgoskiego” precyzuje okoliczności zamachu oraz oddaje nastroje panujące wśród Polaków śledzących wydarzenia na Żuławach:

Dziennik Bydgoski

Rok XXIV, czwartek, dnia 29 września 1927 r., Nr 223

Ohydne morderstwo polityczne w Gdańsku

„Wir werden euch Polacken schon klein kriegen!” 

„My was, Polacy, jeszcze dopadniemy!”

Gdańsk, (AW.) Niemiecka prasa gdańska zaskoczona wypadkiem zabójstwa Polaka Szymańskiego przez Niemców gdańskich, usiłuje twierdzić, iż zabójstwo to nie miało charakteru politycznego, ponieważ niema żadnego naocznego świadka (?), a sprawcy dotychczas nie zostali aresztowani. W przeciwieństwie do tego „Gazeta Gdańska” z całą stanowczością twierdzi, iż zamordowanie Szymańskiego miało podłoże polityczne, albowiem dwóch młodych Niemców dało strzały do przejeżdżającego rowerem między Pruszczem a Małym Kleszczewkiem Szymańskiego z okrzykiem na ustach: „Wir werden euch Polacken schon klein kriegen”.

Pochowanie zwłok ofiary szowinizmu niemieckiego

Gdańsk, 26. 9. (PAT.) Dziś po południu odbył się z kościoła polskiego we Wrzeszczu pogrzeb ś. p. Franciszka Szymańskiego, ofiary szowinizmu niemieckiego. Szymański, jak wiadomo, przed kilku dniami padł od skrytobójczej kuli niemieckiej. W pogrzebie wzięły udział tysiączne tłumy.

Prasa polska nie miała wątpliwości, że kleszczewska zbrodnia była bezpośrednią konsekwencją przyzwolenia niemieckich władz WMG na szykany i otwartą agresję wobec polskiej mniejszości. Tego typu doniesienia stawały się zarazem dowodem na to, że granica gdańska była faktycznie linią frontu, na której polscy obywatele nie mogli czuć się bezpiecznie.




,.Wir werden euch Polacken schon klein kriegen" (My was, Polacy, jeszcze dopadniemy!) Nr. 223. DZIENNIK BYDGOSKT, czwartek, dnia 29 września 1927 roku [2]










Wrzeszczański kościół był ważnym centrum Polonii w Wolnym Mieście Gdańsku. 1935 r. [3]


Zabójstwo Franciszka Szymańskiego pod Pruszczem w 1927 roku nie było przypadkowym epizodem kryminalnym. To skrytobójcze morderstwo stanowiło jaskrawy dowód skrajnie napiętych, niemiecko-polskich relacji na gdańskim pograniczu, gdzie strona niemiecka od początku nie godziła się z powojennym ładem, a Polacy padali ofiarą nagonki i poczucia bezkarności sprawców. Nie kończyło się wyłącznie na groźbach, szowinistycznych hasłach i pojedynczych atakach, dobitnie pokazuje kolejny przykład z tamtego okresu. Wokół gdańskiego pogranicza trwały już wtedy w pełni realne, skryte przygotowania do fizycznej walki z Polakami.

Organizacya hakatystyczna w Polsce

Gdańsk. Z Pucka donoszą, że władze polskie urządziły rewizje domowe u Niemców mieszkających między Gdynią a Helem. Rewizja dała niezwykły rezultat. Znaleziono wielką ilość broni palnej i amunicji, która znajdowała się tam jeszcze od czasu ustąpienia armji niemieckiej. Broń i amunicja zostały przez władze polskie skonfiskowane [4]. 


Organizacya hakatystyczna w Polsce. Odnalezienie tajnych magazynów broni wojskowej u niemieckich mieszkańców pokazuje wprost: tragedia Szymańskiego wpisywało się w znacznie szerszy proces. Niemiecki rewizjonizm na Żuławach i Pomorzu gromadził oręż i budował zaplecze pod przyszły odwet na długo przed oficjalnym wybuchem II wojny światowej.

Źródła prasowe

  1. Niemcy zamordowali w sposób ohydny..., „Ilustrowany Kuryer Codzienny”, R. XVIII, nr 268 z dnia 29 września 1927 r., s. 2 [dostęp 5.12.2020: http://mbc.malopolska.pl/dlibra/publication?id=69543].

  2. Ohydne morderstwo polityczne w Gdańsku, „Dziennik Bydgoski”, R. XXIV, nr 223 z dnia 29 września 1927 r., s. 2 [dostęp 5.12.2020: https://kpbc.umk.pl/Content/185783/publikacja27223.pdf].

  3. Wrzeszczański kościół był ważnym centrum Polonii w Wolnym Mieście Gdańsku, Dzieje Parafii św. Stanisława Biskupa w Gdańsku-Wrzeszczu [dostęp 5.12.2020: https://www.stanislawbiskup.pl/parafia/historia].

  4. Organizacya hakatystyczna w Polsce, „Słowo Pomorskie”, R. IV, nr 95 z 1923 r., s. 1 [dostęp 5.12.2020: https://sbc.org.pl/Content/274720/iv4416-1923-95-0001.pdf].

Opracowania pomocnicze i biograficzne (Inne źródła)
Januszewski T., Dwaj księża, którzy walczyli o bardziej polski Gdańsk, Portal Trojmiasto.pl, artykuł z dnia 11 czerwca 2015 r. [dostęp 5.12.2020: https://historia.trojmiasto.pl/Dwaj-ksieza-ktorzy-walczyli-o-bardziej-polski-Gdansk-n91572.html].

Bł. ks. Bronisław Komorowski (1889-1940), Biogram w Encyklopedii internetowej Wikipedia [dostęp 5.12.2020: https://pl.wikipedia.org/wiki/Bronis%C5%82aw_Komorowski_(ksi%C4%85dz].

Ks. Leon Miszewski (1887-1926), Biogram w Encyklopedii internetowej Wikipedia [dostęp 5.12.2020: https://pl.wikipedia.org/wiki/Leon_Miszewski].

Policja Wolnego Miasta Gdańska (Schutzpolizei), Encyklopedia internetowa Wikipedia [dostęp 5.12.2020: https://pl.wikipedia.org/wiki/Policja_Wolnego_Miasta_Gda%C5%84ska].

Relacja z konferencji popularnonaukowej „Polacy Gdańskich Wyżyn” w Żelisławkach

Odkryć zapomniany bastion. Relacja z konferencji popularnonaukowej „Polacy Gdańskich Wyżyn” w Żelisławkach Powrót Polski nad Bałtyk po ponad...